W najnowszym numerze...

Wspominki tetryka

Leszek Żuliński

Leszek Żuliński wspomina, a ma co

Gdzieś na przełomie lat 60. i 70. pojawił się wyjątkowy tandem. Tworzyli go Andrzej K. Waśkiewicz i Jerzy Leszin-Koperski (Leszin to przydomek, jaki Jurek sam sobie wymyślił). Łączyło ich jedno: pasja literacka i temperament organizatorski. Dzieliło poza tym wszystko, a zwłaszcza temperamenty. Andrzej był dobrze wykształconym polonistą, wybitnym krytykiem i poetą oraz osobnikiem niezwykle zrównoważonym i racjonalnym. Jurek był cholerykiem i ekstrawertykiem, szaławiłą i „cudownym wariatem”. Też pisał wiersze, artykuły itp., choć Andrzej miał na tym polu markę eksperta klasy wyższej. Jak się dogadywali, nie wiem. Ale wspaniale się uzupełniali.

Boże Narodzenie… Tak, to chyba najpiękniejsze święto w naszym kręgu kulturowym. Co ciekawe: obchodzą je i wierzący, i niewierzący. To dobrze. Bo kultywowanie tradycji to bardzo ważna sprawa. Do źródeł można się dystansować, ale trzeba je szanować. Kulturowe DNA to niesłychanie ważna sprawa. Wyobrażam sobie życie bez wiary i bez tradycji, ale nie chciałbym takich czasów doczekać.

Mamy listopad – miesiąc ponury, zaczynający się Dniem Zmarłych. Stroimy im groby, zapalamy znicze. Milczymy, wspominamy. Cyganie biesiadują na mogiłach – co mi się podoba. Bo chyba refleksja nad śmiercią nie musi być ascetyczna. A że ponura – to siła wyższa. W Warszawie przez dziesięciolecia działał klub studencki „Hades” (i – zdaje się – jeszcze jakieś jego szczątki zostały) – tam, pomimo nazwy, ponuro nigdy nie było, bo kto by brał na poważnie – zwłaszcza w studenckim wieku – przejmowanie się śmiercią czy piekłem?

Sławomir Płatek w jednym z niedawnych swoich felietonów na własnej witrynie napisał, że podoba mu się pani w solarium, w Rumi, obok sklepu z węgierskimi winami. No, taki sklep i taka pani to jest kumulacja! Co najmniej czwórka w totolotka. Ale jego zachwyt jest niewiarygodny, bo Płatek jest kiperem od win, na co dzień chodzi pod ich „urokiem”, a w stanie takiego karygodnego zamroczenia każda pani może się podobać.

Wracacie czasami do starych lat? Chyba niejeden raz, więc i ja właśnie za chwilę zamierzam to uczynić. A w zasadzie będzie to kolejny felieton o moich młodych latach. Nie tyle oceniający własną twórczość, co jakoś podsumowujący „twórcze okoliczności startu”. I może dla niektórych pouczający.