W najnowszym numerze...

W poprzednim felietonie zamieściłem tu cytat z Boya-Żeleńskiego: Bierze się do tego celu / Tęgiego, starego pryka; / Sadza się go na fotelu / I siarczyście go się tyka. Odezwał się do mnie w tej sprawie nieznany mi autor Bonawentura Mićkiewicz z zażaleniem, że to on jest autorem tego cytatu. Ha!, będzie sprawa sądowa; jej rozstrzygniecie podam wam z wolnej stopy lub z aresztu.

Załóżmy, że co do w.w. cytatu to ja mam rację. No więc młodzież poetycka nie powinna za dużo czytać, bo tylko mętlik w głowie powstaje. W liceum z grubsza liznęliście trochę klasyków, więc teraz trzeba wybić się na niepodległość i pisać po swojemu. Wszelkie inspiracje mogą tylko zaszkodzić. No chyba, że inspiruje was wasza Najukochańsza Dziewczyna. Aaaa, a to zupełnie co innego. Ale wtedy trzeba panować nad subtelnością liryzmu. Żadnych bezeceństw!

A już darem z nieba jest to, gdy ta dziewczyna brutalnie, prędzej czy później was (co oczywista) porzuci. Wtedy najlepiej jest rozszarpać koszulę jak ten jeden facet na Judahu skale. Bingo! Macie szansę na Nobla, choć tam, u nich, zawsze długo na werdykt się czeka. Ci, którzy nie doczekali, są już zapomniani.

Moja Muza miała na imię Lidka. Siedziała po prawej stronie, dwie ławki ode mnie i nie dawała mi nic do zrozumienia, chociaż ja jej dawałem. Ona teraz nawet nie wie, że uczyniła mnie poetą. Niektórzy to ignorują – może i słusznie… Ja na przykład wolałbym teraz być ministrem kultury albo producentem koszulek z napisem KONSTYTUCJA – przynajmniej coś konkretnego, a taki pierwszy lepszy poeta to z góry wiadomo, że nieudacznik. Wziąłem się do pisania tych felietonów, czytają je – tak mówi Dorotka Ryst – trzy osoby (w tym Anita i moja córka), więc znowu muszę wymyślić coś nowego dla siebie.

A czas ucieka!

Był taki jeden (nazwiska nie pamiętam), który napisał książkę pt. W poszukiwaniu straconego czasu. Chyba Bolesław Prus – ale głowy nie dam. Tę książkę warto czytać już w młodości. Chociaż i sam tytuł przeczytać wystarczy. Tak czy owak lepiej stracić poszukiwany po cholerę czas niż kartę kredytową lub – nie daj Boże – kluczyki do samochodu.

No więc jak tu żyć, Droga Redakcjo, jak żyć? Ojciec mi mówił, żebym poszedł na politechnikę, ale nie posłuchałem. No i teraz widzicie, jaki pokurcz jestem.

Słucham pasjami polityków w TVP. Ooo, to są tęgie głowy! Ojczyzna by się bez nich roztopiła jak lód na wiosnę. Ale oni czuwają; oni nie dopuszczą do żadnej katastrofy. No więc jak my się mamy czuć? My! – adoratorzy westchnień i uniesień, które wiatr rozdmuchuje po niczyich polach. Niech słowo zawsze słowo znaczy, a sprawiedliwość niesprawiedliwość. I wtedy coś konkretnego się dzieje, a ja całe życie wierszyki do Lidzi pisałem.

Platon chciał poetów wyrzucić z państwa, bo oni kierują się tylko emocjami. Darmozjady! A emocje zaburzają porządek. No, za naszych czasów także to się zdarzało, ale nieudacznie. I tak drepczemy w kółko, a po nas choćby potop albo nowe wybory do parlamentu.

No i widzicie, jakie troski dźwigam na własnym garbie. A wy tam stale własnej Lidzi szukacie. A Lidia jest omnis divisa in partes tres: zrozumieć, przetrwać i wytrzymać.

I tego wam życzę! Ale bez przesady. Poezja jak otwarta rana, ostatnie krwi płynienie – tak napisał Różewicz (w Wikipedii zobaczcie, co on za jeden). Ja twierdzę: płyńcie bez krwi, płyńcie z nadzieją. Chociaż wiadomo: nadzieja matką głupich.

Ale wiara czyni cuda. Ja jeszcze z ortografią kłopoty miałem, kiedy poetą zostałem (zauważcie: tu zastosowałem niebanalny rym żeński). Jednak ta kapituła Nobla to sitwa. Nie trzeba jednak tracić nadziei. Ja z kolegami-poetami wysiadujemy w kawiarni Kamienne Schodki na Rynku Starego Miasta i czytamy sobie na głos wiersze. To nas ubogaca. Uciekliśmy tam, bo kawiarnia na parterze Związku Literatów Polskich przepełniona jest narcyzami. Co jeden to potencjalny noblista. Poza tym na pierwszym piętrze członkowie ZLP sąsiadują z SPP (Stowarzyszenie Pisarzy Polskich) i prędzej czy później dojdzie do rękoczynów. Walka o sławę ma swoje reguły.

Ja was tu, młodzi poeci, nie straszę, nie zniechęcam. Ja was uprzedzam, że droga do Sztokholmu wybrukowana jest kamieniami. Ars longa, vita brevis, tak więc śpieszcie się, póki macie szansę…

Leszek Żuliński

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.