W najnowszym numerze...

Adelaide Crapsey

Adelaide Crapsey urodziła się w 1878 roku w Brooklyn Heights na Brooklynie i zmarła w 1914 roku w Rochester na północy stanu Nowy Jork. Trudno więc nazwać ją poetką współczesną na podstawie li tylko chronologii. Była jednak nowatorką na wielu płaszczyznach. Wprowadziła do poezji amerykańskiej nowe rodzaje wiersza i była jedną z pierwszych kobiet i poetek zatrudnionych na posadzie akademickiej.

W jej życiorysie przewija się sporo miejsc, które są mi znajome. Crapsey ukończyła jeszcze wtedy żeński Vassar College w Poughkeepsie. Przez blisko piętnaście lat mieszkałem niedaleko od tego malowniczego kampusu w dolinie rzeki Hudson, do tej pory uczy tam mój kolega ze studiów, indyjski pisarz Amitav Kumar. Crapsey jest dziś poetką zapomnianą, choć za życia uważano ją za potencjalnie wielką pisarkę. Oprócz wierszy, napisała też oryginalny wywód na temat anglosaskiej poetyki. Umarła niestety bardzo młodo, na zapalenie opon mózgowych, spędzając ostatnie lata życia w sanatorium w Saranac Lake w górach Adirondack, niedaleko od znanego z zimowej olimpiady Lake Placid. Saranac Lake, położone wśród jezior i lasów, jest dziś popularnym miejscem letnich wakacji. W tych okolicach spotkałem kiedyś, w „ogrodzie motyli” pod drobną siatką, starszą kobietę, opiekunkę tego ogrodu, której wschodnioeuropejski akcent zwrócił moją uwagę. Wyjechała z Polski w 1968 roku, bo jej tam nie chciano, a motyle zostały jej ulotną rodziną.

Crapsey żyła tylko 36 lat, ale było to życie intensywne. Jej ojciec, protestancki duchowny, został oskarżony o herezję i pozbawiony praw przewodniczenia uroczystościom religijnym. Swoim dzieciom zapewnił jednak wszechstronne wykształcenie. Adelaide mówiła po francusku, była oczytana, podróżowała po Europie, wcześniej niż Ezra Pound zainteresowała się takimi japońskimi rodzajami wierszy jak haiku lub tanka, pod koniec życia została profesorką poetyki na renomowanym żeńskim uniwersytecie, Smith College.

Prezentowane dzisiaj w Salonie Literackim cztery bardzo krótkie utwory to przykłady wierszy inspirowanych japońską tradycją. To właśnie na podstawie takich wierszy pamięta się tę poetkę. Nazwała tę wymyśloną przez siebie formę poetycką „cinquain”, co w  wolnym tłumaczeniu można by nazwać „pięciotką”. Składa się z 22 sylab rozłożonych na pięć wersów, poczynając na pierwszym, dwusylabowym, przechodząc do następnych linijek o czterech, sześciu i ośmiu sylabach, i kończąc ponownie linijką dwusylabową. Jest to chyba trudniejsze niż haiku.

Janusz Solarz

 


 

Zdumienie

Nie znam
Tych moich rąk,
Lecz myślę, że była
Raz kobieta jak ja z dłońmi
Jak te.

 

Triada

Są trzy
Ciche rzeczy:
Śnieg w locie... godzina
Przed świtem... usta zamknięte
Przez śmierć.

  

Niagara

Jakże
Kruchy ponad
Zwałem grzmiącej wody
Wisi jesienny, pobladły
Księżyc.

  

Noc listopadowa

Słuchaj.
Z suchym trzaskiem,
Jak procesja duchów,
Liście porzucają drzewa
By spaść.

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.