W najnowszym numerze...

Marcin Jurzysta - Chatamorgana

Marcin Jurzysta swoją najnowszą książką proponuje literaturze poetycki serial lub też w świat seriali próbuje wciągnąć poezję wraz z bogactwem różnorakich nawiązań kulturowych. Mamy tu sześć sezonów zawierających łącznie czterdzieści dziewięć odcinków, a sezon pierwszy – zgodnie z prawami obowiązującymi w świecie fabularnych ciągutek – poprzedzony został pilotem. W dobie dużej popularności seriali, ale też w momencie ewolucji myślenia o serialu jako formie sztuki, taki pomysł wydaje się trafiony. Jasne, seriale to wciąż brazylijskie i tureckie telenowele, ale to też mocne fabuły, wyraziści bohaterowie i świetna gra aktorska. Czy Jurzysta zajął się reżyserią Mody na sukces czy skręcił raczej w stronę Breaking Bad? Czy Chata Morgana (mały biały domek) to miejsce zbrodni czy raczej przestrzeń dla rodzinnej sielanki? I czy w ogóle możemy tu mówić o poetyckim serialu? Karol Maliszewski zaznacza w blurbie, że „odpowiedź na pytanie, czy to się układa w całość, każdy czytelnik dośpiewa sobie sam”. Werdykt czytelników może nie być jednogłośny.

Co łączy sześć sezonów serialu Chatamorgana? Nie zmienia się reżyser, który wplata w fabułę różnorakie nawiązania do muzyki i literatury, do części z nich całkiem otwarcie się przyznając.W języku szuka szelestu, zabawy, płynności („papilarne przedpokoje poduszki pełne papierzysk”). Nie zmienia się jego ucho, które wyłapuje rytm, podobieństwa brzmieniowe, nieoczywiste rymy. Forma tych wierszy, ich konstrukcja i kształt, tworzy całość spójną językowo. Nie ma tu różnych bohaterów, z których każdy mówi własnym dialektem. Za wszystkim stoi jeden sprawca, a jego zamysł ma zostać możliwie wiernie przeniesiony na wiersz. W ogóle trudno mówić o bohaterach w kontekście książki Jurzysty. Serial chyba jednak rozbudował się zanadto, uwzględnił zbyt wiele wątków pobocznych. Nie ma tu historii, na której finał czeka się z niecierpliwością. To raczej ten typ opowieści, który możemy zacząć śledzić w dowolnym momencie, nic nie tracąc na nieobejrzanych epizodach, bo przez dziesięć odcinków przenieśliśmy się jedynie z kuchni do salonu, leniwie popijając wystygłą już herbatę. Czegokolwiek nie napisał autor Abrakadabry, daleko temu do sensacji czy thrillera. Napięcie wynika tu z bezruchu, jest jedynie potencjałem – „pożary i pożogi są gdzie indziej”. Świat, jaki oglądamy, to morze niewykorzystanych możliwości: „jesteśmy jak ogrodowe krasnale / poruszamy się tylko gdy nikt / nie patrzy”. A przecież prawie zawsze ktoś patrzy.

Krzywdzące byłoby jednak uznanie, że poszczególnie sezony łączy tylko sylwetka zza kamery. Chociaż nie mamy tu jednostkowego bohatera, do którego moglibyśmy się przywiązać, Jurzysta rozpisuje na sezony jakąś postać, a może zbiór postaci czy też jedną ich cechę. Może nawet cechę świata jako takiego w momencie, w którym oglądamy go zza szyb Chaty Morgana. O czym mowa? O folii. Folia majaczy nam niekiedy w odległym planie, tworzy tło: „niebo rozcina klucz foliowych reklamówek / obsiadają nocą dachy kościołów kotłowni”, „jak złoty horyzont jest folią / w którą raz po raz zawijamy / cięcia na niewinnym czasie”. Innym razem staje się ważnym elementem akcji determinującym działania i wydarzenia: „folia rośnie w ustach jak skowyt / wiezie się ją najdalej jak można”, „będziemy szczepić przeciw głodowi / łysym drzewom błotu czarom zawiniętym w folie”. Koniec końców, „folia nie jest tym czym się wydaje foliowi bracia foliowe siostry”, „będą inni foliowi chłopcy foliowe dziewczęta”, „to wiecznie głodna bajka to foliowa epoka”. Folia jest cechą ludzką i cechą świata, który tworzymy. Staje się głównym elementem rzeczywistości, czymś dla niej charakterystycznym, czymś, co najlepiej ją opisuje. Sztuczność? Ulotność? Szkodliwość? Tymczasowość? Może oddaje każdy z tych przymiotów, może żaden. Może jest nowoczesną wersją niewidzialnej plasteliny, nowym budulcem, znakiem czasu i miejsca. Może ten czas nazwą epoką folii. Poeta już w pilocie serialu, w Przygotowaniach, mówi, że „w chacie pana jest folii wiele”. Pan kiedyś wypasał, może teraz musi zacząć utylizować.

Jak słusznie zauważa Radosław Kobierski, Chatamorgana „dzieje się w przestrzeni języka i (dez)iluzji. Wszystkie bajki i baśnie są kruche (…). Ale nie sposób nie opowiadać ich dalej.” Jurzystę, podobnie jak w poprzednich tomach, fascynuje oscylowanie na granicy jawy i snu, fikcji i prawdy, opowieści i rzeczywistości. W sezonie piątym oglądamy Fatamruganę (gdzie nawet pojawia się kapryśna królewna) i tytułową Chatamorganę, a w finale tego sezonu Kula hula. Za źródło opowieści służą piosenki i książki, w tym Biblia, dodatkowo dostarczająca przydatnych konstrukcji językowych. Baśniowy jest mały domek pojawiający się w motcie do książki, ale to raczej złowroga baśń w stylu braci Grimm, która ukołysze nas do snu pełnego koszmarów. Obudzimy się z niego zlani zimnym potem; „zaśnij już zaśnij bezbronna obudzisz się grzeszna i głodna”.

Marcin Jurzysta miał pomysł na konstrukcję książki, pomysł bardzo zacny, którym chyba jednak strzelił sobie w kolano. Wiersze rozpisane na epizody to za mało, żeby uznać mariaż poezji i świata seriali za udany. Jasne, to nie jest determinanta tomu, a raczej dodatek, ozdobnik, ale czytelnika spodziewającego się realizacji serialu w świecie poezji Chatamorgana rozczaruje. Utwory niewątpliwie zyskują w głośnej lekturze, elementy brzmieniowe są tu niezwykle istotne i nadają częściom pewnej płynności. Tych części nakręcano chyba zbyt wiele albo zrealizowano odcinki niewnoszące nic do fabuły. Potencjał folii został niewykorzystany, a szkoda. Ja po lekturze nie pozostałam jednak z wrażeniem istnienia całości rozpisanej na sześć części. Wydaje mi się, że Chatamorgana jest przeładowana kontekstami i wątkami, zatracając przy tym główną oś fabularną (bo sam fakt kontekstualności dla mnie zawsze in plus). Konstrukcja serialowa (pilot, odcinki, epizody), o ile oczywiście wniosła porządek i spójność mniejszych jednostek tekstu, o tyle odbyło się to kosztem spójności nadrzędnej, całościowej. Przeczytałam (obejrzałam), było dobrze, ale to nie będzie kultowy serial. Raczej nie zarwiecie nocy puszczając odcinek za odcinkiem. Polecam na niedzielny wieczór.

Anna Mochalska

 

Tytuł: Chatamorgana
Autor: Marcin Jurzysta
Wydawnictwo: Dom Literatury, SPP Oddział w Łodzi, Łódź 2018
ISBN: 978-83-62733-72-9

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.