W najnowszym numerze...

Wbrew pozorom

Marcin Kleinszmidt

Marcin Kleinszmidt nadaje z ulubionego krzesełka w ulubionym miejscu

Żyjąc w globalnej wiosce, jaką ze świata zrobił postęp technologiczny, coraz rzadziej można się zasłaniać osadzeniem i wrośnięciem w miejsce, niezwykła łatwość docierania do treści pozwala czerpać inspirację i wiedzę z wielu źródeł. Tak się złożyło, że tegoroczny numer wakacyjny poświęcony jest Azji jako takiej, i okoliczność, że najdalej na wschód byłem w Wilnie, i to piętnaście lat temu, nie zwalnia mnie z obowiązku nadawania o Azji. Rozwiążemy więc sobie ten problem na kilku płaszczyznach.

Ten dzień, kiedy o wpół do ósmej rano wsiadam w pociąg i jadę do Krakowa, dość chłodny, ale ludny na dworcu i w przedziałach. Bagaż ciąży. Dopiero w Warszawie uświadamiam sobie, że przecież tego dnia koncertuje Metallica, co tłumaczy brak miejscówek od tygodnia – na szczęście dwa przedziały zostały wyjęte spod systemu rezerwacji i mogę sobie klapnąć. Jak później się dowiedziałem, tego dnia Metallica zagrała Wehikuł czasu grupy Dżem (odsłuchawszy później fragmentu tego wykonania nie mogłem przestać myśleć o polszczyźnie Roba Trujillo). W Pradze grali Jožina z bažin.

Zapowiadany przeze mnie od paru miesięcy temat doczekał się w końcu realizacji – fenomen młodych muzyków z USA,  znanych pod szyldem Greta van Fleet zatacza coraz szersze kręgi. Pytanie brzmi, czy jest to zasługa ich muzyki samej w sobie (trzeba przyznać, że jest to kawał dobrego rocka w starym stylu), czy może źródło popularności grupy tkwi w nie dającym się ukryć wpływie jednego z największych i najbardziej wpływowych zespołów w dziejach rocka – mowa tu oczywiście o Led Zeppelin. Śpiew Josha Kiszki jest bowiem łudząco podobny do głosu Roberta Planta, całokształt zaś twórczości jest mocno zakorzeniony w hard rocku, tak, jakby chłopaków wyciągnęli prosto z przełomu lat 60 i 70 ubiegłego wieku (fakt, że komentatorzy próbują trochę wróżyć, znamy bowiem tylko debiutancką EP-kę Grety, niemniej to wystarczyło, żeby ich pełnoprawny debiut stał się jedną z najbardziej oczekiwanych płyt tego roku).

Nigdy nie oddam, nie oddam nikomu
mojej wolności i salcesonu.

Z utworu Tata mięso, z albumu Ogród koncentracyjny zespołu Świetliki

Cytatem wielkiej osobowości trenerskiej i mottem zaczerpniętym z legendarnego albumu powstałego w latach dziewięćdziesiątych opatruję bieżący odcinek, nadawany z wysokości dziewiątego piętra w gdańskim Wrzeszczu. Pierwotnie chciałem pisać o zespole Greta van Fleet, ale zapukały do moich drzwi dwie uprzejme panie, które okazały się wysłanniczkami Świadków, co wybiło mnie z rytmu i dało pomysł na motto – ale do pierwotnego zamysłu może jeszcze nawiążę.

Na wysokości dziewiątego piętra słucham muzyki brytyjskiej kapeli May Blitz (lata 70), od której pozwoliłem sobie pożyczyć tytuł najnowszego wpisu – będzie bowiem krótko, ale na temat, który sporą część środowiska ostatnio zelektryzował – niemniej wszystko w swoim czasie.