W najnowszym numerze...

Wbrew pozorom

Marcin Kleinszmidt

Marcin Kleinszmidt nadaje z ulubionego krzesełka w ulubionym miejscu

Całuję się z mikrofonem.
M. Świetlicki

Cmok, cmok. Oczywiście premiery nowych wydawnictw związanych z Poetą Świetlickim są pretekstem zaledwie do omówienia szerszych zjawisk (uprzedzam o tym na wstępie, żeby uniknąć głosów rozczarowanych czytelników), wywiadu-rzeki w rączkach jeszcze nie miałem, a Siedmiościanu Zgniłości wysłuchałem zaledwie raz, więc nie czuję się uprawniony do recenzowania.

Doskonałą ilustracją tytułu niniejszego tekstu będzie obrazek z ostatniego dnia sierpnia bieżącego roku, który w połowie spędziłem w Gdyni z powodu Dni Nagrody Literackiej Gdynia. Typowa dla późnego lata amplituda temperatur nie powinna była mnie zaskoczyć, cóż jednak zrobić, skoro prognoz pogody nie śledzę, zatem będąc przygotowany na poranny ziąb dałem się zaskoczyć popołudniowemu upałowi. Trzeba przyznać, że występujący tego dnia autorzy trafili idealnie w końcówkę wakacyjnej pogody i jak zgodnie przyznawali – słoneczna aura rozleniwiła nieco publikę, co skutkowało absolutnym brakiem pytań z Sali po zakończeniu spotkania z nominowanymi eseistami. Wesoło zrobiło się jednak dopiero w trakcie panelu poświęconego poetom – w jednej chwili niebo przesłonięte zostało grubą warstwą chmur, a dyskusji i recytowaniu wierszy zaczęły towarzyszyć grzmoty i ogromna ulewa. Na salę nie wpłynęło to w żadnym stopniu – jak po dyskusji z eseistami publiczność zdawała się chłonąć ostatnie sierpniowe godziny, nie zważając na okoliczności przyrody.

Autopromocja nie hańbi.
Pewna ogólnopolska rozgłośnia radiowa

 

Pomijając pewne niedogodności związane ze zmianowym systemem pracy, muszę przyznać, że obecna sytuacja ma kilka plusów. Jednym z nich jest regularne słuchanie radia, czego nigdy w życiu dotąd nie czyniłem! Słucham zatem często, słucham dużo, jestem na bieżąco z nowinkami i nie gubię rytmu.

Pierwszy ciepły majowy dzień za nami, co reszta miesiąca nam zgotuje, tego się dowiemy (miejmy nadzieję że z możliwie najłagodniejszymi skutkami). Maj to również pora rozstrzygnięć nagród literackich, i ten sezon także szczęśliwie się nam rozpoczął. Jest to zarówno ostatnia okazja do podsumowania ubiegłego roku, jak i jedna z wielu do rozmowy o czytelnictwie i wydawnictwach (jako że nie mam szans przeczytać wszystkiego, co wydaje się w ciągu roku w Polsce, mogę sobie też uświadomić skalę zjawiska i wyciągnąć z tego jakieś tam wnioski dla siebie).

Pani coś wstrząśnie, coś zmiesza i piwo poproszę.

Jego Ekscelencja Imperator Wszech Lamusa,
Całej Ulicy i Chodnika Też jako Agent 0,7

Mamy początek kwietnia, ciepły, słoneczny dzień, popularne gdańskie lokale przetrwały szczęśliwie pierwszy w tym roku szturm na przestrzeń, która w założeniu zajęta jest przez tzw. ogródek, ja zaś napawam się słońcem, przymierzam okulary znajomych i piszę tekst. Myślę nad zakupem taśmy montażowej, napisaniem recenzji nowego tomiku jednego z czołowych polskich poetów i słucham sobie Fleet Foxes. Jest lepiej niż wczoraj, kiedy to zdarzyło mi się obejrzeć Potop. Ale to nie jest dzień na ekranizacje klasyków.