W najnowszym numerze...

Literatura

Dział pojemny – zmieści niemal wszystko, co o literaturze napisać można

 

Gdybym miał wybrać jedno jedyne słowo, które moim zdaniem najlepiej opisuje Chiny? Zadanie karkołomne, zważywszy na to, że napisałem dla Salonu Literackiego już osiem artykułów o Państwie Środka, a żaden zapewne nawet nie liznął istoty. Ale cóż, do odważnych świat należy, więc spróbuję: wydaje mi się, że tym słowem jest dla mnie „pragmatyzm”.

Podstawą do mówienia o obecności Wschodu w kulturze Zachodu jest uznanie podziału na Zachód i Wschód. Pociąga to za sobą oczywistą konsekwencję, jaką jest przeciwstawienie tych dwóch obszarów. Wówczas o kulturze od nas odległej możemy mówić jako o kulturze obcej, innej, z zewnątrz. Taki sposób widzenia rodzi sytuacje potencjalnie niebezpieczne (obcy jako wróg, brak możliwości porozumienia między skrajnie różnymi kulturami), ale także potencjalnie korzystne (zainteresowanie tym, co obce, próba przełamania znanego paradygmatu). Jest to z pewnością jeden z najistotniejszych bodźców do zgłębiania odległych literatur i religii. Poczucie obcowania z dziwnym, nieznanym, nawet niezrozumiałym sprzyja kierowaniu się w stronę, z której to, co dziwne, pochodzi. To właśnie jest przyczyną popularności artykułów poświęconych Japonii na satyrycznym polskim portalu joemonster.org, gdzie to, co japońskie, jest niemalże jednoznacznie klasyfikowane jako nietypowe, niejasne, śmieszne. Dotyczy to  Azji w ogóle, która jest rynkiem zdecydowanie większego od Europy i nieustannie rosnącego zbytu. Z tego powodu dla tamtejszych konsumentów tworzone są specjalne serie produktów, które gdzie indziej nie miałyby większego popytu. Już samo to sprawia, że Azja wydaje się kontynentem dziwactw, odstępstw od (europejskiej, zachodniej) normy. To jednak tylko jeden z komponentów składających się na popularność Kraju Kwitnącej Wiśni na Starym Kontynencie.

„I am a single dog” - mówią czasem chińscy studenci i studentki. Niezależnie od wszystkiego zawsze poprawiam, bo to kalka z chińskiego, a kalek nie lubimy w żadnym języku. Ale jeszcze niedawno reagowałem na to wręcz skrzywieniem: uwielbiam psy, ale w języku polskim i nie tylko słowo „pies” nie ma specjalnego szczęścia, i nierzadko używane jest w znaczeniu mocno pejoratywnym, więc pierwsze skojarzenie nie jest najlepsze. Tym bardziej że kultura chińska to jedna z tych które wywierają jedną z większych presji na „parowanie się”. Z czasem zorientowałem się, że „single dog” (单身狗 danshengou) przez chińską młodzież używane jest raczej w kategoriach autoironicznego lub przyjacielskiego żartu, a potem dotarłem do jego złożonej konstrukcji: oprócz „samotnych psów” istnieją również „kochające się psy” (恩爱狗 en'aigou), czyli osoby publicznie okazujące uczucia. Publiczne okazywanie uczuć nazywane jest też żartobliwie „rozsypywaniem/jedzeniem karmy dla psów"... a „samotny pies” w tym czasie żałośnie przygląda się i robi najsmutniejsze oczy świata. Konkludując: we współczesnym chińskim „gołąbeczki” to... „pieski”.

Na początku nie było Słowa ani nawet słowa. Na początku był Miś. Siedział na słupie bramy przy ul. Męcińskiej i, jak pisze Krzysztof Mich: Milczał. Jak grób milczał. Na Grochów patrzył./ Jak się zmieniał widział. Misiek zniknął, może postanowił pozwiedzać Pragę na własnych pluszowych nóżkach, pojawił się za to festiwal jego imienia.

Przyszła wiosna i w gminie Miastko już po raz dziesiąty zawrzało od obecności poetów. Władze ratusza i mieszkańcy przywitali twórców jak zwykle gościnnie i z kolejnymi propozycjami. My z kolei, jak świeże wody po zimie, z ciekawością wypełniliśmy przestrzeń kuszącą swoją historią i wyjątkowością. Oprócz zwiedzania znanych i zupełnie nowych miejsc wartych uwagi, spotkań z ludźmi nadającymi charakter i znaczenie temu zakątkowi świata, inspirujących ćwiczeń, konkretnych zadań, elektryzujących czasem rozpraw, analiz i starć, czy wreszcie homilii (jak sam to określał) głównego prowadzącego, ciągle wystarczało czasu, aby napawać się bogactwem kaszubskiej przyrody.