W najnowszym numerze...

Literatura

Dział pojemny – zmieści niemal wszystko, co o literaturze napisać można

 

Mówisz: Japonia, i wyobrażasz sobie aleje kwitnących wiśni. Słyszysz: haiku, i widzisz 17 sylab zapisanych w trzech wersach. Niemalże każdemu układ 5-7-5 kojarzy się właśnie z tą formą. Początkujący autorzy łatwo wpadają w tę pułapkę sugerując się jedynie tymi zasadami. Jednak ci bardziej wnikliwi dostrzegają dużo więcej niż tylko siedemnaście sylab, wiedząc, że skromne rozmiary, to jedynie pozory…

Są czy ich nie ma? To świat, który odszedł bezpowrotnie? Jak powstał? Czy mit założycielski ma w sobie moc? Warto wiedzieć kto mieszkał na terenach Beskidu Sądeckiego i Niskiego „od zawsze”, a kto „dopiero” od kilkuset lat, czyli jest „przybyszem”. No i utarczki ze względu na wyznawaną przez mieszkańców wiarę. To wszystko zależy od człowieka, który wypowiada swoje opinie. W najnowszej książce Antoniego Kroha Za tamtą górą nie znajdziemy jednoznacznych odpowiedzi, ale zetkniemy się z historią, która wprowadza nas w kuluary świata Łemków. Dotyka współczesności. Poznajemy konkretne osoby, które wspominają i jak się okazuje nie zawsze jest to zgodne z tym, co powiedział ktoś inny. Różne wspomnienia? A może różne doświadczenia i one mieszają? Oczywiście trzeba zauważyć, że w to wszystko swój palec obowiązkowo wciska polityka państwa polskiego.

Początek lipca. Pogoda po raz pierwszy od kilku dni przypomniała sobie, że przecież jest już lato. Postanawiam skorzystać z okazji i pójść na przekładaną od dawna wycieczkę do Muzeum Azji i Pacyfiku. Zaraz po wyjściu na ulicę uderza mnie w twarz fala ciepła. „Dobry znak” – myślę. Pogoda definitywnie sprzyja moim planom. Przed budynkiem przy ulicy Solec 24 moją uwagę skutecznie przyciąga kilka rzeźb w hinduskim stylu. Uśmiecham się – nie byłoby wątpliwości, że trafiłam pod właściwy adres, nawet gdybym jakimś cudem przeoczyła rzucające się w oczy wejście utrzymane w orientalnej stylistyce.

„Gdziekolwiek bym pojechał, zawsze zabiorę tam siebie. To, co egzotyczne, zaczyna się za rogiem. Rzeczywistość jest wszędzie”.
Michał Cichy, Pozwól rzece płynąć

Do Rumunii wybraliśmy się w zeszłym roku, z zaprzyjaźnioną rodziną w dwa samochody, zastanawiając się co też na miejscu zastaniemy? Rożne opinie i stereotypy krążą o tym kraju, czy to na temat cygańskich koczowisk czy stanu dróg... W każdym razie jest tam mnóstwo rzeczy wartych zobaczenia, więc czemu nie spróbować! Wyjechaliśmy z Krynicy i przez Słowację i Węgry dotarliśmy do granicy z Rumunią. I tutaj rzecz już w Europie schengeńskiej zapomniana: kolejka do kontroli. Na szczęście tłumów wielkich nie było i w godzinę było po sprawie. Do noclegu jeszcze 160 km, co prawda jest już po południu, ale chyba damy radę zobaczyć pierwszy punkt programu. Po drodze do zaklepanego noclegu, w rumuńskim okręgu Marmarosz (Maramureş), górzystej krainie na północy tego kraju (przed II Wojną Światową graniczącej z Polską), jest wieś o nazwie Săpânţa (wymawia się „sepynca”). Chociaż sama wieś nie różni się wiele od okolicznych, to ściągają do niej tłumy turystów, czasem ciężko przejechać samochodem, nie mówiąc o parkowaniu. Wszyscy ci turyści chcą zobaczyć obiekt absolutnie unikatowy w skali Europy, a pewnie i świata – Wesoły Cmentarz (Cimitirul vesel). My też chcieliśmy.