W najnowszym numerze...

Literatura

Dział pojemny – zmieści niemal wszystko, co o literaturze napisać można

 

Na warsztaty poetyckie do Miastka, a właściwie Trzcinna k/Miastka, jechałam z myślą wyniesioną z domu – że ludzie piszący wiersze mają jednak coś wspólnego z kosmitami. Mówią innym językiem, nie dla wszystkich zrozumiałym. Często się obrażają, gdy ktoś nie wie, co mieli na myśli, pisząc swoje bezrymowe frazy, albo oczekują wyłącznie pochwał i klepania po plecach. To dotyczy zwłaszcza tych, którzy za ciężko zarobione pieniądze wydają nasty tomik w swojej poetyckiej karierze. Oczywiście wiedziałam, że strawna dla odbiorcy twórczość to nie egzaltacja nad motylem przysiadającym na kwiatku, tylko – oprócz wrażeń – również solidna praca. Niemniej jednak do dołączenia do grona poetów jakoś mi się nie spieszyło. By nie powiedzieć, najchętniej trzymałabym tu bezpieczną odległość. Decyzja o wyjeździe łączyła się z chęcią nauki pisania lepiej niż dotychczas oraz przekonaniem, że praca nad językiem nie jest sprawą wyłącznie miłośników liryki.

Szczęśliwie skończyliśmy Rok Sienkiewicza i zaczynamy kolejny. Z okazji przypadającej 3 grudnia 2017 roku 160. rocznicy urodzin autora Lorda Jima, Sejm RP ustanowił ten rok Rokiem Josepha Conrada. Jak napisano w uchwale, w swoich powieściach Conrad „pokazał wizję Europy bez granic, wyrażał europejskiego ducha polskości, oraz uczynił polskość dobrem powszechnym”. Conrad-Korzeniowski – właśc. Józef Teodor Konrad Korzeniowski – był potomkiem „polskich patriotów, zesłańców syberyjskich”, pisarzem zasłużonym dla kultury polskiej i światowej. Podkreślono, że dzięki swojemu dorobkowi literackiemu „zajmuje niekwestionowaną pozycję klasyka literatury nowoczesnej, który zmienił oblicze prozy powieściowej”.

Nigdy wcześniej słów o Bożym Narodzeniu nie pisałem z tak wielką nadzieją. Może się to wydawać dziwne wobec rozpartej wokół chciwości – przecież ktoś od połowy listopada wiesza festony i lampy w witrynach sklepowych. Ktoś, czyli my – same się tam nie powiesiły. Może się to wydawać gorszące wobec perspektywy słuchania w radiu kolęd na przemian z reklamowanymi przez kogoś pigułkami na potencję i trzymanie moczu. Kogoś z nas – bo same się te reklamy wśród nocnej ciszy nie rozsiadły. Może się to wydawać obłudne  wobec rozciąganych wokół naszego dobrobytu kilometrów drutu kolczastego, wrzasku strażników i szczekania specjalnie tresowanych psów – wara od naszych szynek, wara od naszych opłatków. Ten drut kolczasty – sam on się rozwija? Może się to wreszcie wydawać niegodziwe, bo przecież telewizje nie zrezygnują z eksponowania kolejnych zwłok, kolejnych spalonych domów – pokłosia gdzieś prowadzonych poczynań stabilizacyjnych. I kiedy nie pozostanie nic innego jak tylko dopuścić, że może być i tak, że jacyś rodzice będą po wybuchu bomby widzieć kawałki swoich dzieci latające w powietrzu, głos z telewizora z ubolewaniem rozważy niedostatki wdrażanej gdzieś stabilizacji. Sama ona do nich przyszła – ta stabilizacja? Może i tym razem komuś uda się z ludzkiego piekła z dzieckiem uciec. Jakiejś Marii, jakiemuś Józefowi? Na pierwszy rzut oka nadzieja tu i teraz może wydawać się dziwna, gorsząca, obłudna i niegodziwa. Czy rzeczywiście? Otóż nie.

No i kolejna OPPA za nami. Która to już? Ano trzydziesta czwarta. Już samo to budzi szacunek – od tylu już lat, a konkretnie od oku 1978 (z przerwami) całkiem sporej grupie ludzi chce się spotykać, żeby śpiewać i słuchać piosenek, które są czymś więcej niż przerywnikiem między reklamami w radiu. Ten festiwal co roku daje mi odrobinę nadziei, że jest coś poza komercyjną papką, że ważne jest słowo i niosący to słowo człowiek.

Zajmowanie się literaturą to nie tylko czytanie i pisanie książek, czyli samotne godziny spędzone nad kartkami papieru lub przed ekranem komputera. To także wspólna praca nad tym, by sztuka słowa miała swój społeczny rezonans, by w ogóle mogła funkcjonować w świecie, w którym ceni się natychmiastowy zysk, wysoki komfort, proste komunikaty. III edycja Festiwalu Fala Poprzeczna 2016 w Gdańsku pokazała, że tzw. życie literackie to aktywność balansująca pomiędzy różnymi biegunami: wewnętrzna i zewnętrzna, indywidualna i zbiorowa, autonomiczna i uwarunkowana. Dlatego jest taka zajmująca.