W najnowszym numerze...

Literatura

Dział pojemny – zmieści niemal wszystko, co o literaturze napisać można

 

Który to już raz jesteśmy patronem Międzynarodowego Festiwalu Bardów OPPA? Musiałabym sprawdzić, bo wydaje mi się, że od zawsze… Niezmiennie cieszy mnie, że doroczne święto piosenki mądrej i ważnej trwa i że możemy brać w nim udział.

Slam poetycki, który do Polski trafił po raz pierwszy w 2003 roku przez ostatnie 15 lat miał ewidentnie lepsze i gorsze sezony. Obserwując przez ten cały czas ze swojego małego narożnika scenę literacką, w tym konkursów slamowych, mogę stwierdzić, że anno domini 2018 wyróżnia się bardzo pozytywnie na tle ostatnich sezonów. Oznak tego można znaleźć co najmniej kilka. Są wśród nich m.in. powroty do rywalizacji dawno niewidzianych artystek i artystów.

Zarzutów wobec slamu jest wiele. Po pierwsze, że nie wiadomo co to jest. A to przecież tylko format wydarzenia, konkursu. Po drugie, że żeruje na graniu, efekciarstwie, pozie scenicznej. A przecież można się zgodzić, że publiczność ma większą szansę zrozumieć sens tekstu, jeśli jest on powiedziany wyraźnie, a jeśli jeszcze akcenty dobrze padają, to nie będzie musiała sięnawet specjalnie wsłuchiwać. Po trzecie, że to nie poezja, że nie nadaje się do samodzielnego czytania w ramach przedmiotu-książki. A przecież się wydaje, się słucha, się czyta.

Slam poetycki owiany jest legendą. Krąży wokół niego też klika krytycznych polemik, obiegowych opinii. Nie wszystkie mają coś wspólnego z prawdą. I polską specyfiką. A przecież jest to wspaniale proste: slam poetycki to po prostu format konkursu, tak jak turniej jednego wiersza.

Zalążek nowożytnego slamu to zorganizowane przez Marca Kellyego Smitha w 1984 w chicagowskim barze dla robotników „Get Me High Lounge” odczyty poetyckie. Po paru latach eksperymentowania z formą, pomysłodawca zaczął od 20 lipca 1986 roku prowadzić w klubie „Green Mill” cykl spotkań pt. „The Uptown Poetry Slam”, które regularnie odbywają się do dziś[1]. Tak oto powstał slam poetycki, czyli poetry slam i mniej więcej według tych samych zasad, od tego czasu, rozgrywany jest na całym świecie. Jak każdy rodzaj rozgrywki, ma też lepsze i gorsze sezony.

10 lat – dużo czy mało? Myślę, że kiedy mówimy o takiej inicjatywie kulturalnej jak warsztaty, to naprawdę sporo. Właśnie wróciliśmy z Miastka, gdzie podsumowaliśmy dziesiątą edycję Warsztatów Literackich „Pomost”. Pierwsze odbyły się na przełomie kwietnia i maja 2009, ale pomysł pojawił się w naszych rozmowach ze Sławomirem Płatkiem przy końcu roku 2008, a pierwsze spotkanie z Konradem Remelskim – Naczelnikiem Wydziału Promocji Gminy Miastko – miało miejsce na początku roku 2009. Inicjatywa była bardzo spontaniczna – nie było jeszcze Stowarzyszenia Salon Literacki (powstało w 2010 r.), działało Forum Poetyckie „Salon Literacki” i to właśnie grupa ludzi z nim związanych pojawiła się w długi majowy weekend 2009 na Pomorzu.