W najnowszym numerze...

Hot spot

Sławomir Płatek

Felietony Sławomira Płatka

Czy wiecie, że UNESCO zajmuje się poezją? UNESCO zajmuje się wszystkim, trochę jak ONZ. Tak samo wszechstronnie, tak samo bezskutecznie i tak samo bez znaczenia. Oczywiście, zawsze stoi za tym jakiś prestiż, ale nic realnego poza „ważną organizacją”. Rzeczy istotne dzieją się gdzie indziej, cóż, skoro potrzeba fasad, wielopiętrowego owijania w bawełnę i... pieniędzy. Owijanie kosztuje, a organizacje są dotowane.

Już w czasach szczytowej popularności Paolo Coelho słyszałem wielokrotnie opinię, że ludzie czytają, a mogliby przecież nie czytać. Lepiej więc, że czytają książki byle jakie niż żadne. To samo mówiono nieco później, przy okazji wszystkich Greyów wraz z licznymi podróbkami. Druga z dość popularnych opinii była taka, że czytelnik zaczyna od literatury słabej, aby z biegiem czasu dojść do lepszej.

Bohaterka filmu 2:22, pracująca w galerii artystycznej, mówi do jednego z malarzy „ty nie jesteś artystą, ty tylko sprawiasz takie wrażenie”. Sam film jest średnio ciekawy, żeby nie powiedzieć – właściwie nieciekawy – ale to jedno zdanie bardzo przypadło mi do gustu. Od dawna mam przeświadczenie, że „sprawianie wrażenia artysty” jest kluczem do sukcesu.

Motto:
Jest Bóg, jest, ale czegoś zabrakło wyraźnie.
(M. Świetlicki, Warszawa dla niepalących)

Dziewiąty festiwal poezji w Sopocie odwiedziłem, ponieważ mieszkam stosunkowo niedaleko, a staram się rzetelnie podchodzić do realiów życia literackiego. Jeśli mogę gdzieś być, to jestem, żeby być na bieżąco. Incydentalnie czytuję Topos, nie jest mi po drodze z linią ideową tego pisma (nazywam go soft-Frondą), kiedy jednak wpadnie mi w ręce, znajduję sporo erudycji i solidnie przygotowanego oparcia w faktach.

Rozmawiając kiedyś z Wojciechem Kassem usłyszałem od niego (to chyba nie jest tajemnica), że nigdy nie inspirowały go zagraniczne atrakcje. Odwiedził te i owe miejsca, ale nie pisze o nich wierszy. Pisze poezję dość tradycyjną, często „lokalnie metafizyczną” (miejscem przebywania bytu jest jego hmm… nosiciel), jeśli osadza ją w konkretnym miejscu, to jest to kawałek Polski, np. Pranie, w którym mieszka. Ma ten zwyczaj w zupełnej opozycji do takiego np. Zbigniewa Herberta. Ten, żeby napisać coś metafizycznego, musiał niejednokrotnie wywieźć swój byt do jakiegoś labiryntu nad morzem czy innego Rovigo. Tego faktu Kass nie rozumie (co nie znaczy, że potępia).