W najnowszym numerze...

Hot spot

Sławomir Płatek

Felietony Sławomira Płatka

Bohaterka filmu 2:22, pracująca w galerii artystycznej, mówi do jednego z malarzy „ty nie jesteś artystą, ty tylko sprawiasz takie wrażenie”. Sam film jest średnio ciekawy, żeby nie powiedzieć – właściwie nieciekawy – ale to jedno zdanie bardzo przypadło mi do gustu. Od dawna mam przeświadczenie, że „sprawianie wrażenia artysty” jest kluczem do sukcesu.

Motto:
Jest Bóg, jest, ale czegoś zabrakło wyraźnie.
(M. Świetlicki, Warszawa dla niepalących)

Dziewiąty festiwal poezji w Sopocie odwiedziłem, ponieważ mieszkam stosunkowo niedaleko, a staram się rzetelnie podchodzić do realiów życia literackiego. Jeśli mogę gdzieś być, to jestem, żeby być na bieżąco. Incydentalnie czytuję Topos, nie jest mi po drodze z linią ideową tego pisma (nazywam go soft-Frondą), kiedy jednak wpadnie mi w ręce, znajduję sporo erudycji i solidnie przygotowanego oparcia w faktach.

Rozmawiając kiedyś z Wojciechem Kassem usłyszałem od niego (to chyba nie jest tajemnica), że nigdy nie inspirowały go zagraniczne atrakcje. Odwiedził te i owe miejsca, ale nie pisze o nich wierszy. Pisze poezję dość tradycyjną, często „lokalnie metafizyczną” (miejscem przebywania bytu jest jego hmm… nosiciel), jeśli osadza ją w konkretnym miejscu, to jest to kawałek Polski, np. Pranie, w którym mieszka. Ma ten zwyczaj w zupełnej opozycji do takiego np. Zbigniewa Herberta. Ten, żeby napisać coś metafizycznego, musiał niejednokrotnie wywieźć swój byt do jakiegoś labiryntu nad morzem czy innego Rovigo. Tego faktu Kass nie rozumie (co nie znaczy, że potępia).

Mieliśmy już jeden artykuł o filmie Paterson, ale poezja jest tak rzadko przedmiotem zainteresowań twórców kina, że warto jeszcze kilka zdań dopisać. Zwłaszcza, że w nieco innym tonie, jak sądzę.

Jestem gdańszczaninem mieszkającym w Rumi, bo tak się zdarzyło. Obijam się między tymi dwoma ośrodkami, wielkim i malutkim. Różnią się mocno. Zdarza mi się na tę Rumię narzekać, zresztą nie bez podstaw. Jak się niedawno okazało, jest to gmina z najniższymi wydatkami per capita na kulturę w województwie pomorskim. Znam jedną niezłą knajpę (U wujasa) i z pięć złych. Pomimo istnienia trzech domów kultury można mieć wrażenie, że bardziej niż kultura jest tam obecna tzw. „animacja czasu wolnego”. Dobry koncert czy nawet stand-up to nie bardzo; raz w miesiącu przytrafia się granie w Stacji Kultura (podobnie jak wernisaż). Spotkania autorskie to raczej z podróżnikami. No, jakoś można tu przetrwać, nie ma wiele, ale cokolwiek – jest. Na przykład kino. I są też księgarnie.