W najnowszym numerze...

Wspominki tetryka

Leszek Żuliński

Leszek Żuliński wspomina, a ma co

Tak jakoś nerwowo się żyje, nie sądzicie? Ja już od kilku lat jestem emerytem, a więc dużo czasu spędzam w domu. Za moimi plecami nieustannie skrzeczy telewizor. Telewizor to traumatyczne i jadowite medium. Teraz dawne walki w budyniu zamieniły się tam na walki w błocie. Aura w tv jest nerwowa i przygnębiająca. Codziennie nowe bitwy lepszego sortu z gorszym sortem lub na odwrót. Destabilizacji życia publicznego; budowaniu wspólnoty to nie służy.

W latach 1975-2010 dużo podróżowałem. I nie za własne pieniądze. Bo wysyłały mnie na rozmaite spotkania, sympozja czy zjazdy redakcje, w których pracowałem oraz Związek Literatów Polskich. Czasami były to podróże zupełnie dziwaczne. Na przykład kiedy upadł tygodnik „Wiadomości Kulturalne”, Krzysztof Teodor Toeplitz założył miesięcznik „Broń” i wysłał mnie do Norymbergi na Targi Broni, żebym wszystko obejrzał i opisał. Coś tam skrobnąłem, ale przemilczałem swoje upojne spacery po tym pięknym mieście.

Dawnymi czasy wielkim powodzeniem cieszyła się tzw. "poczta literacka”. Internetu – przypominam nie było, więc młódź poetycka wagonami słała swoje wiersze do gazet. Zwłaszcza do krakowskiego tygodnika „Życie Literackie”. Periodyk ten był wydawany w latach 1951-1991. A więc przez 40 lat, co – przyznacie – imponujące. Redakcja mieściła się przy ulicy Wiślnej – niemalże u jej wylotu na Rynek. Dozgonnym naczelnym był Władysław Machejek – postać barwna, osnuta licznymi anegdotami. Człowiek trunkowy w sposób sympatyczny.

Gdzieś na przełomie lat 60. i 70. pojawił się wyjątkowy tandem. Tworzyli go Andrzej K. Waśkiewicz i Jerzy Leszin-Koperski (Leszin to przydomek, jaki Jurek sam sobie wymyślił). Łączyło ich jedno: pasja literacka i temperament organizatorski. Dzieliło poza tym wszystko, a zwłaszcza temperamenty. Andrzej był dobrze wykształconym polonistą, wybitnym krytykiem i poetą oraz osobnikiem niezwykle zrównoważonym i racjonalnym. Jurek był cholerykiem i ekstrawertykiem, szaławiłą i „cudownym wariatem”. Też pisał wiersze, artykuły itp., choć Andrzej miał na tym polu markę eksperta klasy wyższej. Jak się dogadywali, nie wiem. Ale wspaniale się uzupełniali.

Boże Narodzenie… Tak, to chyba najpiękniejsze święto w naszym kręgu kulturowym. Co ciekawe: obchodzą je i wierzący, i niewierzący. To dobrze. Bo kultywowanie tradycji to bardzo ważna sprawa. Do źródeł można się dystansować, ale trzeba je szanować. Kulturowe DNA to niesłychanie ważna sprawa. Wyobrażam sobie życie bez wiary i bez tradycji, ale nie chciałbym takich czasów doczekać.