W najnowszym numerze...

Recenzje

Leciałem Aerofłotem do Irkucka i się dziwiłem, że obsługują stewardesy, a nie tresowane niedźwiedzie – tak o swoim wylocie poinformował Stasiuk Jerzego Pilcha, a było to kilka lat wcześniej i chociaż w 2010 roku spadł ten nieszczęsny, jak sam nazywa, samolot i powinienem siedzieć na dupie, to tym razem zapakował Osiołka i ponownie udał się w podróż. Gdzie? Cała wyprawa została dokładnie opisana w najnowszej książce Andrzeja Stasiuka Osiołkiem. Książki tego pisarza są inne. Wyróżniają się w bibliotece, nie każdy po nie sięga, ale mają swoich wiernych czytelników.

Pod koniec ubiegłego roku pojechałam do Łodzi na Puls Literatury. Udało mi się wówczas uczestniczyć w kilku spotkaniach poetyckich, a wśród nich było i takie z Witem Pietrzakiem oraz Teresą Radziewicz. Rozmowa wypadła ciekawie i sympatycznie; między autorami były spore rozbieżności, co uatrakcyjniło konwersację. To Pietrzak był osobą, która dbała o odpowiednią ilość anegdot, sypała żartami, rozluźniała atmosferę. Swoje wiersze czytał bardzo dobrze, dbał o właściwą intonację, o mrugnięcie do słuchacza w odpowiednim momencie. Podkreślał kilkakrotnie, że prawdziwą autorką tych tekstów jest jego wewnętrzna anglistka i faktycznie melanż tej poezji z językiem angielskim bez problemu daje się zauważyć. Podeszłam więc do lektury tomu Stabilne z pozytywnym nastawieniem i nadzieją na dobrą rozrywkę. Nie mogę powiedzieć, żebym się rozczarowała, jednak odczuwam spory niedosyt. Kilka rzeczy mi przeszkadzało, ale chyba przede wszystkim brakowało mi czytania przez autora. Bez tego głosu Stabilne wypadło nieco blado. Tak że – jak się okazuje – za dobrze swoich utworów też czytać nie należy. Tym niemniej książka, reklamowana na okładce odautorskim blurbem za anemiczność i masturbanctwo to ja dziękuję, wciąż godna jest polecenia.

Krzysztof Karasek nie jest dzisiaj poetą często przywoływanym i interpretowanym. Na studiach polonistycznych wspomina się o nim niejako mimochodem przy okazji omawiania Nowej Fali, nie charakteryzując szczegółowo jego poezji. W świadomości młodego pokolenia zainteresowanego współczesną literaturą polską funkcjonuje on w cieniu postaci takich jak Stanisław Barańczak, Ryszard Krynicki, Adam Zagajewski czy Zbigniew Herbert. Krzysztof Karasek jest jednak poetą uznanym – zdobył wiele cennych nagród i nominacji. Posiada bogaty i zróżnicowany dorobek literacki[1]. Dlaczego nie dyskutują o nim najmłodsi czytelnicy poezji, w tym najmłodsi krytycy literaccy? Warto się nad tym zastanowić przy okazji wydania przez Karaska kolejnego tomiku wierszy: Wiedzy radosnej (Mikołów 2015).

Jedną z kategorii, na podstawie których (wciąż!) dokonuje się podziału kultury na niską i wysoką, jest tej kultury emocjonalność. Kulturę wysoką utożsamia się z tym, co intelektualne i emocjonalne nie wprost, zaś niską z rozrywką i prostymi, oczywistymi emocjami. Niezależnie od tego, czy podział takowy akceptujemy i się z nim zgadzamy, nie sposób zaprzeczyć, że kryterium wpływu na emocje odbiorcy jest dosyć poręczne i jakoś pozwala porządkować to, co znajduje się w literackim – a szerzej kulturowym – obiegu. Zgoła inną kwestią jest to, na ile takowe kryterium bywa dla autorów krzywdzące. Agnieszka Marek po debiucie Wypuść mnie, wypuść przez wielu została wpisana w mglisty wzorzec poezji kobiecej, emocjonalnej, miłosnej. Jej skupienie na relacjach damsko-męskich było – a właściwie jest – niewątpliwe. Jednak w nowej książce relacjom tym towarzyszy inny równie ważny związek: związek matki i córki.

Na początek próbka wiersza:

Mruż oczy

Proszę pani, proszę pani! W ogrodzie jest wąż!
Mój mały, co mam odpowiedzieć – że nie ma
węża czy że ciebie?