W najnowszym numerze...

Recenzje

Rzadko kiedy czytanie prac naukowych spoza mojego zakresu wykształcenia humanistycznego daje mi satysfakcję. Takim wyjątkiem jest praca dr Anny Spólnej Dialogi z Mickiewiczem. Aktualizacje tradycji romantycznej w nowej i najnowszej poezji polskiej.

Tym, co już na pierwszy rzut oka przykuwa uwagę w najnowszym tomie Tytusa Żalgirdasa (alias Olgierda Dziechciarza), jest stosowana przezeń specyficzna wersyfikacja. Autor nie posługuje się enterem w celu przeniesienia myśli (i czytelnika) do nowego wersu; taką funkcję pełnią u niego znaki powszechnie stosowane przy cytowaniu fragmentu poezji („/” – jako rozdzielenie wersów, „//” – jako rozdzielenie strof). Pozornie ten zabieg, właściwie kosmetyczny, nie pełni niemal żadnej funkcji, niewiele znaczy w kontekście tych wierszy. Z drugiej jednak strony jego powszechne stosowanie właśnie przy okazji cytowania utworu poetyckiego każe się zastanowić, czy cały tom Okazja czyni boga nie jest jednym wielkim cytatem. Jeśli jest, to należy się zastanowić również nad tym, kogo Żalgirdas cytuje: innych poetów, przypadkowo zasłyszanych nieznajomych czy też może samego boga, wykorzystując nadarzającą się akurat okazję? A może cytowanie jest symulacją i podmiot przypisuje sobie cechy boskie, a więc okazja czyni z niego boga-złodzieja? Właściwie na każde z powyższych pytań można odpowiedzieć twierdząco, bo autor MITYfikacji ponownie zajmuje się mitem i mistyfikacją, a oba te aspekty prowadzą go w obszary boskie i ludzkie równocześnie.

I znowu grudzień – za oknem wszechobecna szarość, deszcz i pierwsze nieśmiałe płatki śniegu. Wiosna wydaje się w tym momencie odległa o całe lata świetlne, podobnie jak każda inna perspektywa ocieplenia... Nic to! Zła pogoda to przecież doskonały pretekst do spędzenia dłuższego czasu w towarzystwie kolejnej dobrej lektury. Tym razem w moje ręce trafił nowy tom poetycki Tomasza Dalasińskiego, Większe.

Dawid Jung swoją najnowszą książkę zatytułował Karaoke i rzeczywiście zawiera ona kilkadziesiąt wierszy „muzycznych” – każdy z nich to piosenka opowiadająca jakąś historię, niekiedy rozwijaną w poszczególnych tekstach ze wspólnym bohaterem lub podobnym tematem. Muzyczność nie bez powodu ujęłam w cudzysłów – chociaż to Karaoke,na które składają się piosenki oraz piosenki o, trudno mówić o piosenkowym charakterze tych utworów, o licznych nawiązaniach do popkultury czy o klimacie rodem z klubu karaoke. Nie jest to również zbiór tekstów, które inspirowałyby się istniejącymi w obiegu kawałkami biesiadnymi granymi do kotleta albo dałyby się czytać podczas wieczorów z kuflem piwa. Jung chyba bardziej znany jest jako założyciel i redaktor „Zeszytów Poetyckich” oraz jako śpiewak operowy, ale próżno szukać w Karaoke choćby śladów wpływu tych jego działalności. Muzyczność tego zbioru to tylko rytmiczność frazy i – rzadkie – wykorzystywanie aspektów brzmieniowych języka. Zawarte we wszystkich tytułach wierszy słowo „piosenka” stanowi tu raczej kontrast do treści, ta bowiem trąca nuty poważne, niekiedy wysławiając je językiem nieco archaicznym, ale przy tym eleganckim, wprawiającym w melancholię i każącym porzucić przyzwyczajenia wynikające z codziennie używanej mowy. Jung wytrąca z równowagi i wprowadza w stan niepokoju, lecz jego najsilniejszą bronią nie jest chwytliwa melodia czy błyskotliwe gry językowe, ale umiejętność zaskakiwania czytelnika.

Aspekt wizualny książki zwykle jest kwestią co najmniej drugorzędną i na ogół ogranicza się jedynie do okładki. Chwalebnym wyjątkiem od reguły jest Ogólnopolski Konkurs na Autorską Książkę Literacką rokrocznie organizowany w Świdnicy, w którym słowo i obraz mają iść ze sobą w parze, towarzyszyć sobie i tworzyć spójną całość. Forma konkursu pozostawia autorom dosyć dużą dowolność oraz szerokie pole do interpretacji tej kompatybilności wiersza i grafiki. Tegoroczny laureat – Rafał Skonieczny – proponuje czytelnikowi tom, w którym obie płaszczyzny wzajemnie się przenikają. Nie jest to współistnienie dwóch różnych materii twórczych, ale ich relacja, dopełnianie się, opowiadanie wspólnej historii. Duża część wierszy oraz zdjęć i ilustracji spokojnie mogłaby funkcjonować niezależenie od siebie (pamiętam Skoniecznego czytającego Jestem nienawiść podczas turnieju, to broniło się świetnie i było mocno slamowe), natomiast zbiór tych wszystkich elementów, cała Jestem nienawiść, to byt na tyle konkretny w kształcie, że należałoby mówić raczej o laureatach, autorach, współautorach, a więc również o Patrycji Rybaczewskiej i Krzysztofie Gałązce. Z całą mocą chciałabym podkreślić, że ta książka to w równej mierze wiersze, jak i zdjęcia oraz ilustracje, choć z tej recenzji pewnie nie wybrzmi to wystarczająco (w tym obszarze sztuki zdecydowanie czuję się laikiem). Poza wszystkim tę publikację naprawdę dobrze się ogląda.