W najnowszym numerze...

Recenzje

Poezja Jerzego Suchanka niewątpliwie jest wymagająca, momentami nawet męcząca. To taki typ wiersza, który oczekuje od czytelnika maksimum skupienia i wytrwałości, cierpliwości i samozaparcia. Raczej wydusza siły z odbiorcy, niż je wdusza, choć nie ma to zupełnie związku z tytułem tomu sprzed dwóch lat. Na taką lekturę trzeba się przygotować, ale nie jest tak, że za swój cały wysiłek nie dostajemy nic w zamian. Może nie dostajemy tego na tacy, lecz poczucie dobrze wykonanej pracy podczas czytania jest uczuciem godnym docenienia.

Dobra poezja to taka, która porusza nasze psychiczne wnętrzności, powoduje, że przestajemy być obojętni, zaczynamy wątpić, a więc – myśleć. To z wątpienia przecież Kartezjusz wyprowadził swój niepodważalny wniosek: „Myślę, więc jestem”. Można bowiem zwątpić we wszystko, ale nie w istnienie podmiotu wątpiącego. Mocno osadzona w podmiotowości jest debiutancka książka Anny Adamowicz pod archaicznym tytułem Wątpia (daw. „wnętrzności”). W ciekawy sposób pokazuje ona i łączy dwie postawy człowieka wobec siebie i świata: racjonalną i irracjonalną, które przenikają się, ponieważ jesteśmy bytami psychologiczno-biologicznymi. Dlatego jej poezja, choć jest głęboko zanurzona w języku analityki medycznej, charakteryzuje się poetycką wrażliwością.

Czy warto wydawać rodzinne wspomnienia? Sagi przedstawiające dzieje niewielkiej grupy ludzi, z natury swej subiektywne i wybiórcze? Myślę, że tak. Wielka historia składa się przecież z drobnych zdarzeń i opowieści o nich. Tak jak nie ułożymy mozaiki bez pojedynczych kamyków czy szkiełek, tak nie opowiemy losów zbiorowości bez przyglądania się jednostkom. I znów – nie tylko tym stojącym w świetle reflektorów, ale i tym, którzy budują codzienność, tworzą rzeczywistość nieco w cieniu.

Wyobraź sobie teraz, że do pokoju wpada ciepłe, jesienne słońce. W powietrzu migają zabarwione tęczowo drobinki kurzu, a lekki wiatr zza niedomkniętego okna porusza kartki nowego tomiku leżącego na stole. Cztery czwarte – zdążysz przeczytać. Przed oczami mignie Ci jeszcze nazwisko autorki: Anna Nawrocka, ale to by było na tyle, bo zbiór otwiera się właśnie na trzeciej stronie. Zerkasz. Nagłówek głosi: Z listów do Wiktorii. Zaczynasz czytać, bo przecież perspektywa wsunięcia się między cudze listy zawsze ma w sobie coś kuszącego, prawda? …zajechaliśmy pozawczoraj przed zmierzchem. Jest rok 1945 i właśnie dotarłeś do Lauban.

Krzysztof Gryko w tytule swojego najnowszego tomu ponownie odwołuje się do pojęcia ściśle związanego z muzyką i brzmieniem. Poprzednia książka to Rezonans, teraz zaś mamy do czynienia z kontrapunktem. Nie należy jednak z powodu tej przesłanki wyciągać pochopnych wniosków. O ile zjawisko rezonansu rzeczywiście silnie wpłynęło na kształt ubiegłorocznej publikacji, o tyle w tegorocznej związek ten nie jest już tak ścisły ani oczywisty. Kontrapunkt może być tu pewną sugestią lekturową oraz interpretacyjną, ale nie jest niezbędnym narzędziem badania tekstu. Wiersze radzą sobie i bez niego, choć niewątpliwie jest to ciekawy pomysł na stworzenie pewnej charakterystycznej linii dla własnych utworów i powiązanie poszczególnych książek ze sobą. Śledzenie śladów obecności kontrapunktu to też ciekawy smaczek dla potencjalnego czytelnika. W tej recenzji na pewno skorzystam z propozycji dostarczonej przez autora w tytule, ale zdecydowanie polecam wyjście poza kontrapunkt, a być może w ogóle poza jakikolwiek punkt.