W najnowszym numerze...

Wstępniaki Naczelnej

Dorota Ryst

Stała rubryka Doroty Ryst

Co tu dużo gadać – przednówek… Niby jakieś przebiśniegi już się przez błoto przebijają, niby ptaszyny jakieś zaczynają świergolić, ale żadnej pewności, że nie zawieje nas i nie zamiecie w tym lutym albo marcu, nie ma. Ale może z zimą jest jak z żabą – wystarczy ją pocałować i zmieni się w piękną wiosnę?

Czas mamy mroczny. Po raz kolejny wygrywa zło, a we mnie coraz mniej nadziei z tego zła powstanie coś dobrego, że to tylko dno, od którego wreszcie się odbijemy. Przepraszam za ten ton – to moje bardzo prywatne odczucia. Niezależnie od tego staramy się „robić swoje”, czyli pisać, czytać, tworzyć i współtworzyć kulturę. Wierząc, że to ma sens, starając się pielęgnować w sobie tę naiwną wiarę.

No i kończymy powoli kolejny rok… Jaki był? Niełatwy. Ale i piękny.

Jesień nadal zaskakująco ciepła i piękna… I coraz częściej wyczuwam niepokój – skoro jest tak pięknie, to tylko patrzeć, kiedy się zawali i z jak wielkim hukiem. Coś takiego mamy, przynajmniej my – w tym kawałku świata, w którym przyszło mi mieszkać, że jeśli jest dobrze, to jest to podejrzane i wiadomo, że nie potrwa długo. Taki klimat…

Jak już konstatowałam miesiąc temu, jesień tego roku nas rozpieszcza. Nie dość, że pogoda piękna – dawno już nie było tak malowniczej i ciepłej złotej, polskiej jesieni – to jeszcze, gdzie nie spojrzeć, impreza literacka goni imprezę. Narobiło nam się festiwali, spotkań, wydarzeń (są nawet tacy, którzy organizują „eventy” poetyckie…). No i dobrze. Chyba…