W najnowszym numerze...

a imię jego czterdzieści i cztery… Tak, to już 44-ty mój felietonik w tym comiesięcznym cyklu. Za pół roku ukaże się 50-ty felietonik. Z takim wyprzedzeniem wam to uzmysławiam, abyście mieli czas pleść wieńce laurowe, wygłaszać laudacje, organizować sesje naukowe i bankiety na mój temat.

Redakcja Salonu Literackiego z wyrachowania nie podaje kolejnych numerów felietonów, bo boi się wydatków związanych z tą nadchodzącą rocznicą. Pazerni są. A przecież nie ma nic bardziej pięknego niż jubileusze.

Boy-Żeleński pisał: Bierze się do tego celu / Tęgiego, starego pryka; / Sadza się go na fotelu / I siarczyście go się tyka.

Spełniam warunki? Ha!, no jasne, że spełniam.

A, nawiasem mówiąc, to nie tylko tłukę te felietony od lat. Jednak lubię mieć stałe cykle, jak chociażby ten tutaj. Pisałem lub nadal piszę – oprócz niniejszych Wspominków tetryka – cykle następujące: Moje podróże literackie, Piosenka, Przekraczanie granic, Romanse, Telegadki i Czytane w kraju. Było też kilka innych, ale szybko obumarły. Bo my, autorzy, szybko podniecamy się nowym pomysłem i równie szybko konstatujemy: co ja tu za brednie piszę?

Tak czy owak niniejsze Wspominki tetryka są najliczniejsze. Nie wiem, czy mówi wam coś nazwisko Dorota Ryst, ale to ona użaliła się nade mną i mogę te duperele sobie tu uprawiać. Tam, przy niej, kręci się poza tym niejaki Sławomir Płatek (osobnik tajemniczej konduity) oraz Anita Wiśniewska – zdolna bestia i przecudne dziewczątko, o które bardzo się lękam, biorąc pod uwagę zamordyzm owych Doroty i Sławomira.

Ta Dorotka to, wiecie, całe dni spędza z wycieczkami cudzoziemców biegając po Warszawie, mówi im, że ta ulica jest taka, a tamta owaka; zarabia na tym majątek (gdyby miała prawo jazdy, to już dawno mercedesem by jeździła), a biedna Anitka musi w tym czasie robić zakupy, myć okna i trzepać dywany. A miało być już tak dobrze, jak obiecywał Bolesław Bierut.

 

*

No, bycie felietonistą to ciężki kawałek chleba. Felietonista z natury rzeczy nic nie ma do powiedzenia, a musi. Dar logorei jest dla felietonisty skarbem. Ale wiecie, ile taki facet, jak ja, musi nasiedzieć się w kawiarniach i rozmawiać o niczym, aby potem zrobić z tego COŚ? Drugim darem felietonisty jest konfabulacja… O, dobry konfabulator nie musi wychodzić z domu; on sam sobie wymyśla „świat wirtualny” i – o dziwo! – często trafia w bingo. Bo życia się napatrzył – i wie! Albo gazety – tfu! – czyta.

Jest taka rodzinna para Agaty i Daniela Passentów – no, oni są moim wzorem. Ale chyba naharować się muszą – gazety czytają, TV oglądają, bywają na salonach. Ja ograniczam się tylko do TV i przez to mam niestrawność, gorące poty, łysienie plackowate oraz koszmarne sny.

Czytanie książek jeszcze mi nie zbrzydło, a jednak muszę w nich sporo przebierać, aby znaleźć coś nadającego się na recenzję. Mam taką zasadę, że recenzuję wyłącznie książki, które przypadły mi do gustu. Zoilem być nie potrafię. Był taki recenzent Jan Marx… O!, on to umiał pseudoliteratom zajść za skórę – nie patyczkował się. Nadal miewa się dobrze, ale widzę, że połajanki już mu zbrzydły.

Myślę, że teraz mamy jeden wyrazisty tandem średniego pokolenia – Olgę Tokarczuk (prozatorkę) i Marcina Świetlickiego (poetę). Reszta leci w peletonie.

No więc nie ma tak źle, żeby było źle.

A na prerii słychać już tupot młodych bizonków. Jeszcze kilka lat i oni przewrócą nam literaturę nogami do góry. Jako krytyk mogę stać się niekompetentny. Co się dzieje? Ano nic takiego: nowe idzie! O!, tempora, o! mores! I znowu tacy jak ja przejdą do lamusa.

Marcin Świetlicki w swym opasłym wywiadzie (niemal 650 stron) pt. Nieprzysiadalność wypowiedział m.in. takie oto zdanie: Wszystko co kochałem / uległo rozkładowi. Jestem zdrów i cały.

No więc mi zdarzyło się coś podobnego. Tyle, że moja logorea czyni szybkie postępy – i na nią liczę. Na Dorotkę też, bo gdzie bym ja zamieszczał te swoje duperele.

Leszek Żuliński

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.