W najnowszym numerze...

Wspominki tetryka

Leszek Żuliński

Leszek Żuliński wspomina, a ma co

Tym razem Dyrekcja w porywie ambicji naukowych poprosiła nas, skromnych felietonistów, byśmy skupili się na kilku zadanych tematach. Cytuję: życiopisanie, mit spójności autora z dziełem, sens konfesji w poezji, instytucja poetów przeklętych, autentyczność (i autentyzm), szczerość kontra kreacja

Musiał to być rok 1994. Wtedy to Krzysztof Teodor Toeplitz założył tygodnik „Wiadomości Kulturalne” (z łaskawości ówczesnego ministra kultury, Kazimierza Dejmka), a mnie zatrudnił w tym piśmie jako szefa działu literackiego. Redakcja mieściła się w cudnym miejscu – na ulicy Brzozowej, która biegnie za wschodnią ścianą warszawskiej Starówki. O rzut beretem był teatr Stara Prochownia prowadzony przez Wojciecha Siemiona, który niemal codziennie wpadał do nas na kawkę. Nie mówiąc już o innych znanych przyjaciołach pisma, jak chociażby Agnieszka Osiecka…

Dyrekcja Salonu zasugerowała, żeby w tej edycji poświęcić nasze felietony podróżom. No to miałem falstart, bo już wcześniej pisałem o swoich podróżach literackich po świecie. Ale jak Dyrekcja każe, to każe (a jak karze, to karze). Więc teraz powspominam moje podróże wakacyjne po Polsce. A że są to wspominki tetryka, to będzie o słodkich latach dzieciństwa, kiedy – o ile dobrze pamiętam – literatem chyba jeszcze nie byłem. Nawiasem mówiąc, dzięki temu dzieciństwo miałem szczęśliwe i beztroskie.

Miałem niedawno osobliwą chwilę słabości. Umościłem się w swoim przepastnym fotelu i nagle zaczął przesuwać mi się przed oczami film z czasów młodości…

Czasami poeci mi się kojarzą. Chodzą parami. Na przykład Dorotka Ryst i Sławek Płatek, mimo że mieszkają niemal 400 kilometrów od siebie, stworzyli i prowadzą tę witrynę, na której teraz i ja, i wy jesteśmy. Tandemy mogą być różnego typu. Od miłosnych począwszy, poprzez przyjacielskie, towarzyskie, po biznesowe. Ja na przykład ostatnimi czasy należę do „bezinteresownego trójkąta”, który tworzą – oprócz mnie – Stefan Jurkowski i Jan St. Kiczor. Raz na jakiś czas robimy sobie w restauracji gmachu ZLP „posiedzenia egzekutywy”. No, lubimy ze sobą rozmawiać i cała tajemnica sprowadza się do tego. Ponadto w tym lokalu serwują m.in. torcik bezowy – mistrzostwo świata! Każda poezja przy nim wysiada.