W najnowszym numerze...

Zjednoczone stany poezji

Janusz Solarz

Janusz Solarz prezentuje tłumaczenia współczesnych poetów amerykańskich

Zaczynając, dzięki przychylności redakcji Salonu Literackiego, ten nowy comiesięczny dział poświęcony poezji amerykańskiej, czuję się zobowiązany powiedzieć kilka słów o poetach wybieranych do salonowych prezentacji. Próbowałem sobie wyobrazić jakieś wspólne podobieństwa, które miałyby hipotetycznie połączyć poetów, których zamierzam przedstawiać czytelnikom. Te próby zakończyły się porażką. Tematycznie, formalnie, światopoglądowo, biograficznie czy też w zakresie wpływu na kształt poezji amerykańskiej, autorzy ci będą się różnić, czasem diametralnie. Tak więc tym co ich łączy i równocześnie dzieli jest ich różnorodność. Są jednak dwie inne cechy, o których chciałbym wspomnieć.

Pierwszą jest mój zamiar by prezentować takich poetów, którzy nie zaistnieli jeszcze w opiniotwórczym młynie Literatury na świecie. Robert Lowell, John Ashberry, John Berryman czy Frank O’Hara znaleźli już swoich apostołów na naszym ryku. Ich wirus zainfekował już na tyle pokaźne grono młodszych i starszych poetów, że można mówić o epidemii. Czas na zmiany, na poznanie innych sposobów parania się poezją.

Drugim faktem, który wymaga podkreślenia jest to, że wszyscy poeci prezentowani w tym dziale są do pewnego stopnia związani z uniwersyteckim systemem nauki „creative writing”. Wielu z nich jest absolwentami takich programów, wielu z nich uczy w takich programach. To nie jest czas na ocenianie skuteczności lub jakości takiego sposobu kształcenia poetów. Ten fakt sam przez się stanowi ciekawy wyróżnik tej poezji, szczególnie jeśli rozpatrywać go w kontekście tego jak się zostaje poetą w naszym kraju. Mam nadzieję, że autorzy i wiersze prezentowani w moim comiesięcznym okienku dostarczą czytelnikom wzruszeń i powodów do refleksji.

Zapraszam.

Janusz Solarz

 

Jednym z założeń przyświecających powstaniu mojej rubryki w Salonie Literackim była chęć prezentacji polskim czytelnikom współczesnych poetów amerykańskich. W wytycznych Redakcji dotyczących numeru wakacyjnego pojawiło się jeszcze jedno założenie, a mianowicie to, że materiały opublikowane w podwójnym lipcowo-sierpniowym wydaniu witryny Salonu Literackiego mają nawiązywać do egzotyki. Moja propozycja, kilka wierszy Emily Dickinson, musi się wydać problematyczna, bo można bez większego ryzyka twierdzić, że Dickinson, zmarła w 1886 roku, nie jest współczesna. Po drugie, po książkowych publikacjach tłumaczeń jej wierszy, które wyszły spod pióra Kazimiery Iłłakowiczówny, Stanisława Barańczaka, Ludmiły Marjańskiej i Andrzeja Szuby trudno ją uważać za autorkę egzotyczną dla polskiego czytelnika.

Samuel Menashe jest bohaterem jednego z najbardziej niezwykłych wydarzeń w moim życiu. W marcu 2010 roku wypożyczyłem z biblioteki w moim miasteczku w dolinie rzeki Hudson małą książeczkę nieznanego mi autora. Tym autorem był właśnie Samuel Menashe. Większość wierszy była bardzo krótka, kilka linijek zaledwie. Nic dziwnego, że, jak później przeczytam, Menashe żalił się, że urodził się w złej epoce bo Allen Ginsberg i jego kumple z „beat generation” spopularyzowali poezję gadatliwą, rozlewną, a poeci konfesyjni tacy jak Robert Lowell czy John Berryman też nie należeli do grona poetów lakonicznych.

Russell Edson (1935-2014) to poeta, którego chciałem przedstawić czytelnikom mojej rubryki w maju. Ale prezentacja kilku z jego wierszy będzie inna od dotychczasowych. Przyjmie formę krótkiego eseju, w którym pięć wierszy Edsona zostanie użytych jako ilustracje pewnych tez dotyczących tego rodzaju poezji, jaką tworzył Edson. Dlaczego ten zmieniony format? Jest kilka powodów. Po pierwsze, Oberlin University Press nie odpowiadała na prośby o pozwolenie na publikację kilku wierszy autora. Po drugie, sam Russell Edson zmarł trzy lata temu, w kwietniu 2014 roku, więc, co jest rzeczą oczywistą, nie mógłby mi udzielić takiego pozwolenia. Po trzecie, wydaje mi się, że typ wierszy pisanych przez Edsona wymaga jakiegoś wprowadzenia, tak by te wiersze miały dla siebie odpowiedni kontekst. W ten sposób, wplatając te wiersze w narrację dotyczącą „wiersza (pisanego) prozą”, możemy uniknąć komplikacji związanych z pogwałceniem praw autorskich.

Heather McHugh urodziła się w 1948 roku w San Diego i dorastała w Gloucester Point w stanie Virginia, gdzie jej ojciec, Kanadyjczyk, był dyrektorem w laboratorium fauny morskiej. W wieku siedemnastu lat została przyjęta na Harvard University. Pierwszy zbiorek wierszy wydała na rok przed trzydziestką w 1977 roku. Od tego czasu opublikowała kilka bardzo przychylnie ocenianych książek poetyckich, ostatnią z nich, Upgraded to Serious, w 2009 roku. Zajmuje się również tłumaczeniem. Przetłumaczony razem z jej byłym mężem, bułgarskim poetą Nikołajem Popowem, wybór wierszy Paula Celana został uhonorowany nagrodą Griffin International Poetry Prize w 2001 roku. Sama Heather McHugh była też wielokrotnie nagradzana. Można tu wymienić stypendium Guggenheim Foundation lub MacArthur Foundation „stypendium dla geniuszy” jako te najbardziej prestiżowe. Heather McHugh była też w latach 1999-2006 Kanclerzem Academy of American Poets. Jest więc, można powiedzieć, autorką z najwyższej półki.

Mark Jarman urodził się w 1952 roku w stanie Kentucky. Jest absolwentem renomowanego programu creative writing na University of Iowa. Uważa się go za ważną postać dwóch pokrewnych ruchów poetyckich, Nowej Narracyjności i Nowego Formalizmu. Ciekawe jest to, że Jarman jest profesorem na Vanderbilt University w Nashville, gdzie blisko sto lat temu Robert Penn Warren był wiodącą postacią grupy poetyckiej The Fugitives (Uciekinierzy), której członkowie odegrają ważne role w pierwszej fali formalizmu w amerykańskiej poezji.  Przychylny polskiej poezji krytyk i poeta Edward Hirsch tak charakteryzuje twórczość Jarmana: „Jest to nieortodoksyjny, ale zasadniczo religijny poeta, który uważa internalizację paradoksów i stawianie czoła sprzecznościom za drogę do transcendencji.”

Cztery prezentowane Państwu utwory Jarmana pochodzą z cyklu Unholy Sonnets i ukazują się w Salonie Literackim za zgodą wydawcy, Sarabande Books z Louisville w Kentucky.

Janusz Solarz