W najnowszym numerze...

Zjednoczone stany poezji

Janusz Solarz

Janusz Solarz prezentuje tłumaczenia współczesnych poetów amerykańskich

Zaczynając, dzięki przychylności redakcji Salonu Literackiego, ten nowy comiesięczny dział poświęcony poezji amerykańskiej, czuję się zobowiązany powiedzieć kilka słów o poetach wybieranych do salonowych prezentacji. Próbowałem sobie wyobrazić jakieś wspólne podobieństwa, które miałyby hipotetycznie połączyć poetów, których zamierzam przedstawiać czytelnikom. Te próby zakończyły się porażką. Tematycznie, formalnie, światopoglądowo, biograficznie czy też w zakresie wpływu na kształt poezji amerykańskiej, autorzy ci będą się różnić, czasem diametralnie. Tak więc tym co ich łączy i równocześnie dzieli jest ich różnorodność. Są jednak dwie inne cechy, o których chciałbym wspomnieć.

Pierwszą jest mój zamiar by prezentować takich poetów, którzy nie zaistnieli jeszcze w opiniotwórczym młynie Literatury na świecie. Robert Lowell, John Ashberry, John Berryman czy Frank O’Hara znaleźli już swoich apostołów na naszym ryku. Ich wirus zainfekował już na tyle pokaźne grono młodszych i starszych poetów, że można mówić o epidemii. Czas na zmiany, na poznanie innych sposobów parania się poezją.

Drugim faktem, który wymaga podkreślenia jest to, że wszyscy poeci prezentowani w tym dziale są do pewnego stopnia związani z uniwersyteckim systemem nauki „creative writing”. Wielu z nich jest absolwentami takich programów, wielu z nich uczy w takich programach. To nie jest czas na ocenianie skuteczności lub jakości takiego sposobu kształcenia poetów. Ten fakt sam przez się stanowi ciekawy wyróżnik tej poezji, szczególnie jeśli rozpatrywać go w kontekście tego jak się zostaje poetą w naszym kraju. Mam nadzieję, że autorzy i wiersze prezentowani w moim comiesięcznym okienku dostarczą czytelnikom wzruszeń i powodów do refleksji.

Zapraszam.

Janusz Solarz

 

Carl Phillips

Carl Phillips urodził się w 1959 roku w Everett w stanie Waszyngton na Zachodnim Wybrzeżu. Na uniwersytecie studiował grekę i łacinę, a Tucydydes, Cyceron i Tacyt na długo pozostaną inspiracją jego poezji. Phillips uczył przez kilka lat łaciny i greki w prywatnych szkołach średnich. Później, pod wpływem swojego mentora, Geoffrey Hilla, zainteresował się poezją angielskich poetów metafizycznych. Krytycy odnajdują w jego wierszach odnośniki do motywów z wierszy George’a Herberta.

Christian Wiman urodził się w 1966 roku w małym miasteczku w zachodnim Teksasie, w ostatnim miejscu na ziemi, które moglibyśmy podejrzewać o atmosferę sprzyjającą rozwojowi poety. Nic dziwnego, że od rozpoczęcia studiów mieszkał w wielu miejscach, ale nie w Teksasie. Wiman jest poetą, tłumaczem, redaktorem. Uważa go się za poetę mistycznego, który poświęca swoje wiersze tematowi wiary. W swoim dorobku tłumacza ma wybór wierszy Osipa Mandelsztama. Jako redaktor, był naczelnym, w latach 2003-2013, miesięcznika Poetry, najstarszego periodyku poświęconego poezji w Stanach Zjednoczonych. W swojej karierze akademickiej, a jest to zajęcie typowe dla wielu amerykańskich poetów, był wykładowcą na Stanford University, Northwestern University i, obecnie, na Yale University. Są to wszystko uczelnie z najwyższej półki.

Natasha Trethewey urodziła się w 1966 roku jako pierwsze i jedyne dziecko pochodzącego z Kanady profesora literatury i czarnoskórej pracownicy socjalnej. Pobrali się w tajemnicy jako że związki międzyrasowe były wtedy wciąż jeszcze nielegalne. Jej ojciec czytał w tym czasie Tołstoja i zafascynowany postaciami z powieści rosyjskiego giganta literatury postanowił nadać swojej córce rosyjskie imię. Rodzice Natashy Trethewey rozwiedli się gdy miała ona sześć lat. Od tego czasu mieszkała trochę z matką, w Atlancie, a trochę z ojcem w Mississippi. Jej matka została zamordowana przez drugiego męża, po tym jak się rozwiedli, gdy Natasha miała 19 lat. Matce będzie poświęcony wielokrotnie nagradzany wybór wierszy Trethewey Native Guard. Książka ta otrzymała między innymi nagrodę Pulitzera i ugruntowała pozycję Trethewey do tego stopnia, że została wybrana dwukrotnie, w 2012 i 2014 roku, na stanowisko konsultanta do spraw poezji przy Bibliotece Kongresu USA, a więc faktycznie była “poetką narodową.”

Benjamin Lerner (ur. 1979) przyszedł na świat w podupadłej mieścinie Topeka, na skraju płaskiego jak stół stanu Kansas. Musiał być zdolną bestią skoro przyjęto go na renomowany Brown University, gdzie ukończył studia z nauk politycznych i otrzymał tytuł magistra z kreatywnego poezjowania. Jest jednym z najbardziej obsypywanych nagrodami twórców młodego pokolenia. Jego pierwszy wybór wierszy, zbiór 52 sonetów zatytułowany Lichtenberg Figures, otrzymał nagrodę im. Haydena Carruth’a, jednego z pierwszych redaktorów wpływowego miesięcznika Poetry i mojego profesora z Syracuse University. Lerner był także stypendystą Fundacji Guggengeimów jak i zdobywcą „nagrody dla geniuszy” z MacArthur Foundation. W tej chwili jest profesorem poezji na Brooklyn College w Nowym Jorku.

Jim Carroll (1949-2009) był lokatorem wielu wcieleń. Był jest tu słowem kluczem. Urodził się na Lower East Side na dolnym Manhattanie, w irlandzkiej rodzinie. Ojciec był barmanem, który szydził z długich włosów syna i przez lata drwił sobie z kobiecego zajęcia za jakie uważał pisanie wierszy. Jim, niezwykle utalentowany, dostał stypendium do prestiżowej szkoły średniej, Trinity School, gdzie dostrzeżono kilka z jego talentów, najpierw ten do gry w koszykówkę, później smykałkę do pisania fantasmagorycznych tekstów. Jako nastolatek był dobrze zapowiadającym się koszykarzem; grał na asfaltowych boiskach w Nowym Jorku przeciw koszykarzowi, który nazywał się wtedy Lew Alcindor, a później zdobędzie sześć tytułów mistrzowskich NBA. Jim Carroll nie zostanie jednak koszykarzem, zawładną nim narkotyki, a pamiątką po tych czasach, w połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, będą autobiograficzne Dzienniki koszykarskie, sfilmowane wiele lat później z Leonardo DiCaprio w roli głównej. Carroll wyzwolił się z czasem ze szponów nałogu i zaczął pisać wiersze. Stał się czołową postacią nowojorskiej bohemy artystycznej. Jego dziewczyną w tym okresie jego kariery była Patti Smith, a mieszkali razem ze skandalizującym fotografem i przyjacielem Smith, Robertem Mapplethorpem. To Smith namówiła swojego chłopaka by spróbował zająć się muzyką. Według wielu krytyków, Jim Carroll Band był ostatnią znaczącą coś grupą ze sceny punk rock’a.