W najnowszym numerze...

Jakub Sajkowski - Zestaw do kaligrafii

Jeden z moich znajomych, zapytany o to, dlaczego chciałby wybrać się w podróż po Azji, odpowiedział: Bo jest to zupełnie inna kultura. Stwierdzenie nie było może szczególnie odkrywcze, jednak całkiem dobrze podsumowywało ludzką naturę. Większość z nas lubi to, co nieznane. Jest coś osobliwie pociągającego i tajemniczego w świadomości, że jakaś kultura jest dla nas zupełnie obca, w stopniowym odkrywaniu cudzej tożsamości. Zwłaszcza, jeśli wiemy, że nie uda nam się nigdy w pełni zrozumieć niektórych zwyczajów, powiedzeń, drobnych niuansów, na których opiera się całe społeczeństwo. Przyznaję się, ja także lubię podglądać, nawet jeśli tylko cudzymi oczami. Być może dlatego kiedy tylko zetknęłam się z nowym zbiorem wierszy Jakuba Sajkowskiego, Zestaw do kaligrafii, natychmiast zabrałam się do lektury.

Był to jeden z tych tomików, na które czekałam z dużą niecierpliwością. Co miesiąc z niecierpliwością czekałam na nowy odcinek felietonu autora opisującego jego życie w Chinach (cały cykl gorąco polecam, lektura naprawdę wciąga!). już wówczas z ogromną przyjemnością wczytując się w opisy życia Państwie Środka oglądanego oczami cudzoziemca. Kiedy więc dowiedziałam się, że powstaje także zbiór wierszy, bardziej lub mniej nawiązujący do tamtego cyklu, naprawdę się ucieszyłam. Muszę więc przyznać, że w przeciwieństwie do większości opisywanych przeze mnie tomików, do tego od samego początku byłam pozytywnie nastawiona.

Już po zerknięciu na spis treści i pierwszym przekartkowaniu można zauważyć, że zbiór podzielony jest na trzy części: Mama, Ja i Toy Story. Tytuły poszczególnych wierszy składają się z polskiego słowa (niekiedy: słów) oraz odpowiadających im chińskich ideogramów. To właśnie te znaki już na samym początku przyciągają wzrok czytelnika, wyróżniając tomik na tle wielu innych publikacji, a jednocześnie stanowiąc zapowiedź czegoś obcego, nie do końca zrozumiałego. Specyficzny sposób tytułowania tekstów już na samym początku może też sygnalizować to, co później będzie się przewijało przez cały tom, stanowiąc niejako jego główny motyw – zderzenia dwóch kultur, różniących się wszystkim, od pisma aż do roli jednostki w społeczeństwie.

Społeczeństwo, kultura „my” przeciw kulturze „ja” – te hasła przewijać się będą przez cały zbiór, już od pierwszego wiersza (Szkoda kobiety,/ ale wszyscy się tu nie pomieścimy.). Jednostka zdaje się tu momentami tracić na znaczeniu w zestawieniu ze zhierarchizowanym, stabilnym społeczeństwem. Cierpienie stu tysięcy cywilów zlewa się w jedno z niesprawnym kodem captcha, niedobór przestrzeni osobistej wywołuje agresję.  Widać tu świat, w którym próba indywidualizacji nie czyni człowieka bardziej ludzkim, wręcz przeciwnie, rekwizyty na ogół utożsamiane z indywidualizmem, tutaj stają się kolejnymi maskami nakładanymi dla pozostałych członków grupy, kostiumem idealnie dopasowanym do roli. Jej twarz to wielka walizka na kółkach, w której trzyma stertę markowych ciuchów – czytamy na przykład w wierszu 面子 twarz. Ubrania, często kojarzące się nam z potrzebą wyrażenia siebie, tutaj nawet, jeśli pomagają wyróżnić się z tłumu, jednocześnie pomagają bohaterce ukryć się w nim, zgodnie z poleceniem ojca by przynosiła splendor rodzinie/ i nie mówiła nic o sobie. Obserwator – zawsze obcy, niezależnie od tego, czy znajdujemy się w Chinach, czy w jego rodzinnej miejscowości – może się w tym teatrze masek czuć zagubiony, jednocześnie jednak dostrzega absurdalność niektórych sytuacji. Nie da się bowiem innymi słowami określić chociażby sytuacji przedstawionej w wierszu 价 wartość: Mam dla was dobrą wiadomość: nie trzeba zbierać/ pieniędzy na leczenie. Mama odeszła do miejsca,/ gdzie nie ma bólu i chorób. Przez cały tom będzie nam towarzyszyć pewne poczucie groteskowości przedstawionych zdarzeń, rozdźwięk pomiędzy naszym postrzeganiem, a tym, jak wydarzenie teoretycznie powinno być odebrane. W rezultacie jeszcze długo po zakończeniu lektury pozostaje się w lekkim szoku, a przeczytane teksty niewątpliwie zapadają w pamięć.

W części pierwszej, Matka, mimo pierwszych pojawiających się zagranicznych akcentów, najwyraźniej widać to, co znane i swojskie. To tutaj można spotkać (…)urocze studentki/ w pociągu do Bielska-Białej, tutaj w barze „Klimat” pisze się raport z miasteczka, gdzie likwidują autobusy/ do jeszcze mniejszych miejscowości. Łudziłby się jednak ten, kto w tym pozornym ładzie i stabilizacji szukałby poczucia bezpieczeństwa. To właśnie tutaj możesz liczyć, że rodzina stworzy ci z okazji pogrzebu wydarzenie na Facebooku, tutaj co krok można natknąć się na miejscowości, w których nadal (…)nic się nie dzieje,/ bo byli tu Niemcy. Owszem, to wszystko jest znajome – i nie mniej przez to straszne czy dotkliwe. Całość składa się w chłodny obraz pełen śmierci (zauważalnej nawet bez rzeczywistego zetknięcia ze śmiercią) i zobojętnienia, może nawet swoistej dehumanizacji, jak w wierszu 土 ziemia, gdzie w pewnym momencie nie wiadomo już do końca, czyje to mięso staje się sztywne i łykowate pod wpływem stresu, człowieka – czy świni?

Środkowa część zbioru, Ja, jest moją ulubioną częścią tego tomiku. Mniej tu społeczeństwa jako takiego, więcej zaś obserwacji pojedynczych ludzi, więcej osobistych przeżyć bohatera wierszy. To właśnie tutaj poznajemy historię chłopca przynoszącego nauczycielowi śliwki z rodzinnego domu (i mówi, że nie ma takich nigdzie indziej// na świecie), tutaj precyzyjnymi acz obrazowymi słowami kreśli się sylwetki poszczególnych znajomych autora, a nawet można się dopatrzeć kilku słów o nim samym. Jednocześnie, mimo pozornie większej indywidualizacji, nadal konsekwentnie przewija się tutaj motyw jednostki jako części zbiorowości lub stającej w opozycji do niej. Zbiorowość zaś, pozornie zjednoczona, w istocie niejednokrotnie opiera się na bierności i niezrozumieniu. W tym kraju ludzie nadają sobie/ znaczące imiona: Niebo. Koniczyna. Cedr – czytam w wierszu 明 światło. Chęć nadawania znaczenia imionom kontrastuje tu z jak gdyby narzuconą odgórnie koniecznością dostosowania się do innych, poddania swoich potrzeb dobru ogółu, jak w wierszu 自拍照 selfie, gdzie czytamy, co myśli społeczeństwo o narzekającej na brak pracy dziewczynie: najwyraźniej myśli tylko o wyrażaniu siebie,/ a przecież w tym kraju wierzymy w kulturę „My” (…). Tę część zbioru kończy wiersz o znamiennym tytule 课 lekcja; to właśnie w nim znalazłam słowa, które moim zdaniem dobrze oddają ducha tej lektury: Postanowiłam, że od tego momentu znajdę w sobie siłę,/ żeby się uczyć, żeby się wyrwać – opowiada bohaterka wiersza, wspominając sytuacją, gdy ojciec uderzył ją za niezaliczenie egzaminu z kaligrafii i stwierdził, że jeśli nie będzie się starać, nigdy nie wyjedzie z wioski. Ta potrzeba ciągłego doskonalenia się, przy jednoczesnej świadomości, że nie tyle jest ono potrzebne dla własnej satysfakcji, co jest koniecznością, jeżeli chce się utrzymać swoje miejsce w szeregu (a tym bardziej – cokolwiek osiągnąć) przebija się przez cały tom. Moim zdaniem dobrze podsumowuje to sytuację, w której poszczególni członkowie grupy oddziałują na siebie tworząc silnie zuniformizowane społeczeństwo, a jednocześnie przez cały czas dążą do jakiejś formy zaznaczenia własnej, indywidualnej obecności.

Trzecia i ostatnia część zbioru, Toy Story, to swoisty powrót do krainy dzieciństwa. Mówię „swoisty”, bo mimo powtarzających się motywów – dziecko, lekcja, zabawa, gra – przedstawiony świat nieodmiennie wydaje się wypaczony, być może bardziej przerażający niż w poprzednich częściach zbioru. Moja nauczycielka chińskiego,/ o aparycji dziesięciolatki, robi sobie selfie/ na tle kilkuset wypatroszonych kaczek/ przygotowanych do wędzenia – tak zaczyna się zamieszony w tej części wiersz 血 krew. Pozorna niedojrzałość, dziecinność, selfie i trupy kaczek – w tym zestawieniu żaden z elementów zdaje się nie pasować do pozostałych, potęgując wrażenie chaosu, obcości przedstawionego świata. Podobne wrażenie odnosi się, czytając o dziewczynie, która na zdjęciu prezentuje się w mundurze i dorobionych w Photoshopie serduszkach na policzkach. Majaczące na krawędzi kadru zagrożenie, świadomość śmierci, kataklizmu, wojny ostro kontrastuje tu z barwną codziennością, niejednokrotnie balansującą na granicy kiczu. Prawdopodobnie tak samo muszą czuć się Chińczycy z wiersza 兰 Polska, pytający: Ach, Bolan. Europa! Czyli u was mówi się/ po angielsku? i słuchający tłumaczeń dziwnego, wysokiego przybysza zza granicy o Europie, o Polsce, jej języku i historii. Wrażenie obcości jest tu obopólne i można dojść do wniosku, że mamy tu do czynienia z kulturową Wieżą Babel – nie da się dojść do pełnego porozumienia. W rezultacie kończymy lekturę z poczuciem pewnego zagubienia i dysonansu poznawczego, coraz dobitniej uświadamiając sobie, że prawdopodobnie czasami trzeba po prostu urodzić się w jakiejś kulturze by w pełni ją pojąć. Tak, pod tym względem Zestaw do kaligrafii naprawdę może nauczyć pokory…

Nie wiem, czy kiedykolwiek pojadę do Chin. Możliwe, że nigdy nie zobaczę na własne oczy tych wszystkich zjawisk, o których pisze w swoim najnowszym zbiorze Jakub Sajkowski. A nawet jeśli, prawdopodobnie nigdy nie uda mi się do końca zrozumieć tej, całkowicie odmiennej od naszej, kultury. W jednym w pierwszych wierszy tego tomiku, ręka, przeczytałam: Nie wytłumaczę ci tego./ To nie jest kwestia języka./ Niektórych rzeczy nie da się opisać… Nie zmienia to jednak faktu, że lekturę przeczytałam z niekłamaną przyjemnością, a pozostałam po niej z pewnym poczuciem niedosytu. Zestaw do kaligrafii jest jak krótka wycieczka w nieznane, z której człowiek wraca usatysfakcjonowany, nasycony wrażeniami – i może tylko żałować, że tak krótko to trwało. Szczerze polecam.

Anita Katarzyna Wiśniewska

 

Autor: Jakub Sajkowski
Tytuł: Zestaw do kaligrafii
Wydawnictwo: Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury, Poznań 2018
ISBN: 978-83-65772-29-9

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.