W najnowszym numerze...

Wspominki tetryka

Leszek Żuliński

Leszek Żuliński wspomina, a ma co

W październiku ukazała się moja książka pt. Moje podróże literackie. Bardzo – jak na mnie – nietypowa. Owszem, jest w niej także rozdzialik całkiem literacki, ale tzw. clou odnosi się rzeczywiście do mojego wojażowania.

Nie wypada, abym się reklamował, ale chciałbym „ocalić od zapomnienia” pewien zupełnie błahy momencik, jaki tam zapisałem. No więc cytuję go poniżej, ale bez kursywy, żebyście nie myśleli, że sam siebie cytuję, choć cytuję.

Urodziłem się na Opolszczyźnie w poniemieckim miasteczku Gross Strehlic – tam po prostu wyrzuciło z repatriacyjnego pociągu moich rodziców (i babcię), którzy dopiero w Strzelcach Opolskich się poznali. A że przyszedłem na świat dopiero cztery lata po wojnie, to pierwszych „lat osadnictwa” nie doznałem. Choć pamiętam jeszcze tu i tam ruiny. Jednak odbudowa postępowała szybko.

Dementia praecox to według Wikipedii nazwa schorzenia psychicznego, polegającego na wycofaniu się ze wszystkich sfer działalności „zewnętrznej” i zatopieniu się w świecie wewnętrznym… Jako tytularny tetryk potwierdzam tę definicję. Na szczęście jestem chyba w fazie początkowej, bo jeszcze pamiętam jak się nazywam, gdzie mieszkam itd. Poza tym roszczę jeszcze nadzieję, że moje tu felietoniki są zrozumiałe. Ale liczcie się z tym, że z biegiem czasu ten ich walor zacznie słabnąć. I będziecie się zastanawiać: co on miał na myśli?

Adam Zieliński (1929-2010) to była postać szczególna. Urodzony w Drohobyczu, wychowany w Stryju, wylądował po wojnie w Krakowie, gdzie zaczynał swój żywot zawodowy jako radiowiec. Potem osiadł we Wiedniu na pozostałą część życia, czyli lat kilkadziesiąt. Tam został bogatym biznesmenem. I pisarzem. Wydał kilka książek – osobliwych, wspomnieniowych, opowiadających o „jego czasach”. Już nie pamiętam, kiedy się poznaliśmy, ale zostaliśmy – mimo 20-letniej różnicy wieku – kumplami. Adam był przyjacielem znakomitym. Dzięki niemu często bywałem w Wiedniu. Mieliśmy o czym rozmawiać… No więc przeczytajcie sobie moją unisoną i rymowaną opowieść o jego życiu…

U wydawcy „robi się” moja nowa książka pt. Moje podróże literackie. Letni alert Salonu prosi na lato o „teksty egzotyczne”. I ten poniższy tekst (który znajdzie się w ww. książce) jest w jakiejś mierze, na swój sposób, „egzotyczny”. Miłej lektury życzę…