W najnowszym numerze...

Wspominki tetryka

Leszek Żuliński

Leszek Żuliński wspomina, a ma co

Od nadmiaru głowa nie boli. Rzecz jasna mam na myśli lawinę książek. Już spory czas temu otworzył się sezam z książkami; zwłaszcza poetyckimi. Prywatne wydawnictwa zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu. Prawdziwki dorodnie rosną, a grzyby z lekka robaczywe usychają.

W poprzednim felietonie zamieściłem tu cytat z Boya-Żeleńskiego: Bierze się do tego celu / Tęgiego, starego pryka; / Sadza się go na fotelu / I siarczyście go się tyka. Odezwał się do mnie w tej sprawie nieznany mi autor Bonawentura Mićkiewicz z zażaleniem, że to on jest autorem tego cytatu. Ha!, będzie sprawa sądowa; jej rozstrzygniecie podam wam z wolnej stopy lub z aresztu.

a imię jego czterdzieści i cztery… Tak, to już 44-ty mój felietonik w tym comiesięcznym cyklu. Za pół roku ukaże się 50-ty felietonik. Z takim wyprzedzeniem wam to uzmysławiam, abyście mieli czas pleść wieńce laurowe, wygłaszać laudacje, organizować sesje naukowe i bankiety na mój temat.

Boże Narodzenie to chyba dla większości z nas najpiękniejsze święto. Co ciekawe: obchodzone także przez ateistów. Korzenie Bożego Narodzenia są tak głęboko osadzone w tradycji, że chyba mało kto je ignoruje. Ta „gwiazdka z nieba” zapuszcza w nas korzenie już we wczesnym dzieciństwie.

Dzieciństwo dopadło mnie dopiero wtedy, gdy zostałem dziadkiem. Pisałem już tu i tam dużo o mojej wnuczce Natalce; teraz ona dobiega zaawansowanego wieku dwóch latek. Chodzi, biega, zaczyna coraz więcej mówić, wiecznie jest uśmiechnięta… Radość, czysta radość!