W najnowszym numerze...

Elżbieta Lipińska

W lutowej odsłonie salonowych prezentacji nie będzie tym razem debiutantów, a para poetów z tzw. dorobkiem.

Na pierwszy ogień idzie Elżbieta Lipińska, poetka znana i dobrze rozpoznawalna w literackim światku. Jeśli ktoś jest fanem poetyckiego banału w stylu Rupi Kaur lub innej Ciarkowskiej powinien od razu brać nogi za pas. Poezja Lipińskiej to poezja celnych spostrzeżeń i smakowitego sarkazmu – choć nie da się ukryć, że sarkazm ten jest podszyty liryzmem. Poetka obserwuje, ba kontempluje rzeczywistość, by na tej podstawie opowiedzieć czytelnikowi jej własną wersję. To momentami taka jednocześnie out- i innerspace. Po co to robi? Odpowiem czytelnikom SL moim ulubionym cytatem z jednego z wierszy Elżbiety L.: „Gdybyśmy znali cel, nie byłoby o czym pisać wierszy, wystarczyłoby iść.”

Serdecznie polecam.
Paweł Podlipniak

 


 

Elżbieta Lipińska, poetka, prawnik. Urodzona w Warszawie, mieszka we Wrocławiu. Wydała  pięć książek poetyckich: „Pożegnanie z czerwienią”(2007), „Maj to łagodny miesiąc”(2008), „Rejestry”(2011), „Na końcu języka” (2013), „Kamienie” (2017). Laureatka kilku konkursów poetyckich, w tym Tyskiej Zimy Poetyckiej.

Wiersze Elżbiety Lipińskiej zamieszczone zostały także w antologiach „Wschód-Zachód. Wiersze z Ukrainy i dla Ukrainy” (2014) i „Przewodnik po zaminowanym terenie” (2016).

Wiersze w tłumaczeniu znalazły się w „Anthologii#2” wydanej przez Oficynę Off_press w Londynie.

Publikowane były również w prasie literackiej, jak Odra, Autograf, Red, Fraza, Cegła, Wakat, Portret, Rita Baum i Gazecie Wyborczej.

Strona autorska: www.elkaone.lipinscy.net.

 


 

Mały poemat anarchistyczny

1. Gra

Zapraszamy państwa do udziału w nowej,
ekscytującej grze „Mała anarchistka”!
Ta gra dla całej rodziny* umili państwu
długie zimowe wieczory, gdy za oknem szaruga,
a wokół panoszy się obezwładniająca nuda.
Gra przeznaczona jest dla 2-4 osób.

Kolejne rzuty kostką, jak w starym poczciwym Chińczyku,
przenoszą wasze pionki poprzez kolejne pola.
Celem gry jest dotarcie do środka planszy,
gdzie znajduje się Mała anarchistka.

W miarę posuwania się do przodu zdejmujecie państwo
kolejne warstwy kamuflażu,
aż na koniec najlepszy gracz dociera do
– teraz już całkowicie nagiej – Małej anarchistki.
Zwykły Chińczyk? Otóż nie. Zależnie od drogi,
wybranej przez gracza, w centrum może nastąpić
implozja albo eksplozja.

W tym pierwszym przypadku
anarchistka ponownie otacza się warstwami kamuflażu
i gracz wraca na pozycję wyjściową. Drugi to zwycięstwo!
Od czego to zależy, przekonać się możecie państwo
Tylko kupując nasz nowy fascynujący produkt.

Nie stój! Nie czekaj! Już dziś dołącz
do grona wielbicieli Małej anarchistki!

* parental advisory

 

2. Mała anarchistka dołuje

Od dwóch tygodni nikt nie wyciągnął pudełka,
pokryło się kurzem. Gra okazała się trudna
i niewdzięczna, a ludzie lubią mieć łatwo.
Nie dość, że się nakombinujesz,
na końcu zawsze czeka niewiadoma.

Nagroda czy stracony czas, ten,
który, powiedzmy sobie jasno,
można by spędzić z pilotem w ręku.
Nigdy nie wiesz. Co innego pilot,
on nie odmawia, zmiany dyktujesz ty.

Anarchistka jest jeszcze mała.
nie wie, że ciekawość i odwaga staniały.
Uczy się tego w szafie między
Chińczykiem a strzelanką.

 

3. Nowe życie małej anarchistki

Między kurzem, jedynym jej gościem
a uwięzioną anarchistką - zaiskrzyło.
W szafie nastąpił wybuch.
Po otwarciu drzwi ze środka wydobył się dym;
na dnie znaleziono szczątki opakowania.

Nastąpił ciąg nieprzewidzianych wydarzeń.
Drgające szczątki multiplikowały się w niepojętych reakcjach,
których źródła nie pojmowały najtęższe nawet umysły.
Próbowały wyrwać się z zamknięcia na wszelkie sposoby
z iterowanym dylematem więźnia na czele.

Gra była wszystkim, graczy pokonać należało
każdą dostępną metodą, czy była nią udawana przyjazność,
czy mściwość czy chwilowa skłonność do wybaczania
skutkująca powrotem do współpracy z graczami.

Drogą gwałtownie przyspieszonej ewolucji dokonywała się
rewolucja. Zasady gry zostały definitywnie złamane,
a nowe mała anarchistka ani myślała ustanawiać.
O tej pory, myślała, gram bez zasad.

Ograniczona natężeniem szaleństwa liczba graczy,
którzy są w stanie przystać na brak zasad,
uczyniła ją ekskluzywną. Koneserów
zapraszamy do gry, rien ne va plus.

 

4. Pożegnanie

Koneserzy zaproszeni do gry, ale odzew mizerny.
Wiosna, pora kiełkowania i eksplozji,
jednak luksemburskie różyczki
mimo usiłowań nowych ogrodników
mają się raczej kiepsko. Nie służy im
odczyn upraw, wbrew okrzykom
„w służbie anarchii” obojętny.

Deklarowany głośno hazard po lekkim dmuchnięciu
okazuje się być zasłoną dymną i to nawet
nie ze świecy, ale z papierosów, dla odważniejszych
z własnych upraw na balkonach.

Na widok graczy przyrośniętych do stołków
małą anarchistkę mdli.
Postanawia wyrwać się z szafy i ruszyć w świat
w poszukiwaniu prawdziwych towarzyszy.
Rozglądajcie się bacznie wokół siebie,
może to właśnie wy będziecie wybrani.

 

Rozważania na deszczowy dzień

Gdyby sfotografować twój uśmiech,
czy stałby się mój? Mogłabym ci go wypożyczać
w ciemne dni, w jasne przechowywałabym starannie
w lodzie, żeby się nie zepsuł.

Gdyby twoją pracą było patrzenie,
stwarzałbyś świat co dzień nieznany i nowy.
Najładniejsze dokumentowalibyśmy zdjęciami
albo wierszami, inne odsyłałbyś do poprawki.

Gdybyś umiał kręcić wiatr, zakręcałabym nim
papiloty, prostując to, co kręte.
A potem szlibyśmy prosto do celu
bez wątpliwości.

Gdybyśmy znali cel, nie byłoby o czym
pisać wierszy, wystarczyłoby iść.
Na szczęście cel jest tajemnicą
Deszczu, wiatru i drzew.

Nie naszą.

 

Dzień w którym umarł Lou Reed

Iggy wciąż żyje w martwym samochodzie, chociaż inni
umierają bez opamiętania. Tak sobie postanowił i tego się trzyma.
Ani się wzdrygnie, kiedy obok samochodu przepływa wielka suszona ryba.
Nic nie jest w stanie go zdziwić. Nie takie rzeczy widział, czasem nawet
za nimi tęskni. Pogadali sobie kiedyś o nich z Tomem. Nie ma jak
czarno-biała rozmowa o kolorach.  Pod jej wpływem blednie nawet
czupryna Toma.

Trzeba mu powietrza, więc otwiera okno, ale skąd miałby wiedzieć,
że wiatr nie idzie na żadne układy. Nie ma zamiaru zgrzecznieć,
wyje jak porzucony pies. Głos, który nie umie się wydobyć.
Walka o ramę podstępnie przeistacza się w walkę o ramy.
Lub ich brak. Iggy zaczyna się gubić, ale w końcu co za różnica?
Grunt, że wciąż ma siłę.

Chciałby posłuchać mandoliny, jest w nastroju sentymentalnym,
a tu tymczasem rozmowa przy obrusie w kratkę. Cóż za banał!
Więc wraca do wiatru, krzyczy: let’s scud! Ale wiatr nie potrzebuje
pasażera. Dmie, kędy chce. Mówi: bujaj się, Iggy, la la la la lalalala.
La la la la lalalala la la. Szaleństwo należy do mnie.
Spauzuj.

 

Bajki polskie

Biedny niedźwiedziu, gdybyś w mateczniku siedział,
nigdy by się o tobie Wojski nie dowiedział.

Mateczniki wycięto z korzeniami. Wytyczono asfaltowe dróżki,
chodniczki, każdy może zwiedzić były matecznik suchą nogą.
Podniecenie zwycięża atawistyczny lęk. Niedźwiedzie wymarły,
pogromcy rulez.

Badacze puszczy rekrutują się z potomków niedźwiedzi
i pogromców. Z genami dostali instynkt tropiciela.
W samym środku puszczy zapomniane jądro ciemności
czeka na odkrycie.

Co jakiś czas, w przypadkowej kolejności, otwiera się pułapka.
Ostre zęby zatapiają się w żywym ciele. Sznur zaciska się
na gardle. Zostawia ślad.

 

Rejestr snów 3

Byłam w Chinach.
Byłam w Chinach i one weszły we mnie.

Może nie wiecie, ale Chiny są
samopiszącym się wierszem.
Piszą we mnie każdej nocy czarnym tuszem,
dobrze zaostrzonym pędzelkiem.
Wczoraj zapisały Zadurę objaśniającego
polską czcionką chińską drogę,
dzisiaj białą jak śnieg Tildę Swinton
na czarnym tle limitów kontrolnych.

Zabierają mi wszystko. Czuję się jak wuj Tarabuk,
tyle że moje rękopisy wywrócono na lewą stronę.
Trudno odczytać.

 

Nocne notowania

Cassandra śpiewa o księżycu w pełni,
a nam pełnia spada na poduszkę
i robi dzień w środku nocy.

Chcemy dzikości, a litery
wychodzą gładkie i krągłe
jak wypieczona bułeczka.

Język staje kołkiem i ledwie się obraca,
zrywa związki, nie szuka nowych.

W pustej pełni
próbujemy doczekać nowiu bez snu.
Trzeba nam ostrości jak nów, jak nóż.

 

Noc kota

Ciepło i ciemno zahaczone niepewnie
na jednym rogu żółtego rogalika.
Tylko on wydaje się solidny,
ciepło i ciemno mogą zniknąć
w każdej chwili. Widać to w oczach kota,
kiedy odrywa wzrok od ulicy.

W tamtym miejscu wszystko jest blade,
niewyraźne i zgubiłam czerwoną walizkę.
Kot ma niebieskie telewizyjne oczy.
Od samego koloru robi się zimno.
Na szczycie dachu wieje i spadam.

Kot spokojnie zwija się w kłębek.
Jego to nie dotyczy.

 

Per adulti

Pamiętasz? Posłuchaj. Odwróć głowę.
Ta melodia. Ta książka. To zdjęcie.
Niegdysiejsze śniegi stopniały
I znikły. Nawet mokra plama wyschła.

Power. Jeszcze nie musi się czekać
na czerwoną czy ciemną gwiazdę,
żeby ją złapać za ogon.
Patrz. Żarzy się. Jest blisko.

Na razie dźwięk. Szumna szybkość
przemieszczeń. Ruch. Radość.
Nic z kamienia. Pomniki na potem.

 

Instrukcja obsługi

Mówcie do mnie małymi literami.

 

Carillon

Ułomnie próbujemy śpiewać nasze pieśni.
Nie, to one śpiewają nami, jak chcą,
lub nie śpiewają się wcale.

Marne z nas narzędzia. Melodia brzmi głucho
jak pęknięty dzwon, dopóki nie spodoba się pieśni.
Wtedy, o, wtedy słyszysz carillon w pełnej harmonii.

A ty, o czym byś mi zaśpiewał,
gdybyś mógł?

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.