W najnowszym numerze...

Wstępniaki Naczelnej

Dorota Ryst

Stała rubryka Doroty Ryst

Podobno „Wszystko zmierza ku lepszemu” – tak przynajmniej twierdzi Anita Katarzyna Wiśniewska w swojej recenzji… Pisząc to nie mam wprawdzie tej słodkiej pewności, ale jak mawiała z kolei Scarlett O’Hara w Przeminęło z wiatrem: „Pomyślę o tym jutro”. Póki co, mamy kolejny numer, a w nim dużo do czytania.

Podobno „nieważne co mówią, byleby mówili”… Tylko czy aby na pewno? A jeśli nawet tak, to czy wszystko jedno również co czytają, ważne, żeby czytali? Dużo ostatnio mówi się i pisze o „pop-poezji”. I zdania, jak wszystko w tym pięknym kraju, są podzielone. U nas też – warto chociażby sprawdzić co o tym pisze Alski, co Kleinszmidt, a co Płatek. A przy okazji przypominamy lekturę obowiązkową o kiczu.

No i mamy całkiem nowy rok 2018… Jak śpiewała pewna pani w starym hicie: „Wszystko będzie takie nowe i takie pierwsze”. Nic się nie zmieniło, mówicie? Nic straconego – zawsze może chodzić o inny początek – według kalendarza juliańskiego albo chińskiego albo zupełnie innego. Umówmy się jednak, że jest dobrze – może rzeczywistość kiedyś dostosuje się do umów.

Co tu dużo gadać – rok nam się kończy. Jaki był ten mijający? Jak każdy – trochę dobry, trochę zły. Coś się udało zrobić, czegoś nie. Zobaczymy jaki będzie kolejny. Mamy nadzieję, że będziemy trwać i razem z gronem autorów dostarczymy Wam wielu pozytywnych wrażeń. Dziękujemy, że jesteście z nami. Pisząc te słowa myślę o tych, bez których nie byłoby naszej Gazety – Arku, Marcinie, Sławku i wszyscy współpracownicy i autorzy, dziękuję za ten rok! I liczę na was w następnym…

Cóż – mogę tylko powtórzyć za Tuwimem: „Listopad: jeden z dotkliwszych wrzodów na dwunastnicy roku”. Ale spokojnie, zacytujmy jeszcze Stachurę: „Wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija”. I róbmy swoje. Zwłaszcza, że wieczory długie, warto się schować pod kocem i czytać. Poezję – polską, amerykańską, ukraińską. Do tego haiku. I recenzje. I rozważania Alskiego o końcu poezji. I jeszcze relacje z wydarzeń – salonowych: promocji Pomostu i z Festiwalu Fala Poprzeczna, i nie tylko. Może chwilami popadamy w leciutką jesienną deprechę z Marcinem Kleinszmidtem, czy nostalgię z Leszkiem Żulińskim, ale zaraz Jowita Opyd każe nam się ubrać elegancko i gnać do filharmonii. A w ogóle to już wieszają na ulicach dekoracje świąteczne i pewnie trzeba ogłaszać początek sezonu na Jingle Bells. Cieszmy się więc listopadem – to najmniej komercyjny miesiąc w roku.

Dorota Ryst