W najnowszym numerze...

Anna Luberda-Kowal

Do pary Krzysztofowi Michowi daję debiutantkę Annę Luberdę-Kowal. To autorka „świeża” i z mniejszym doświadczeniem, ale mim zdaniem dobrze rokująca. Jej poezja jest jeszcze nieopierzona - z jednej strony pełna nieoczekiwanych przegadań, a z drugiej strony wpadająca w manierę telegramu, ale gdy autorka okiełzna swój poetycki język i podszkoli warsztat, to na pewno czeka nas w przyszłości ze strony jej i jej wierszy wiele miłych niespodzianek. Ma ucho do fraz i potencjał, a ja zabieram sobie ten jakże dobry fragment: „wejdź w ten wiersz i spodobaj mu się”. Zapraszam do lektury.

Paweł Podlipniak

 


 

Anna Luberda-Kowal. Zaczęła pisać świadomie niespełna 3 lata temu, publikując na portalach poetyckich (jako Alga, Ana Mada). Kocha Kraków i słowa. Ta druga pasja zaczęła się w przedszkolu od wymyślania na poczekaniu słownika angielsko-polskiego oraz oglądania bajki Biały Delfin Um. Język to dla niej tworzywo zawodowe i hobbystyczne. (filolog - IFA UJ, językoznawca, tłumacz, leksykograf). Chwilowo prowadzi hodowlę drzewołazów. W śpiewie biją świerszcze na głowę. Zwyciężczyni konkursu „Napisz to jeszcze raz” organizowanego przez Redakcję Serwisu Poema za lustrzaną wersję „Olifanta” Marcina Świetlickiego, Turnieju Jednego Wiersza organizowanego przez „Poeci po godzinach”. Wyróżnienia: drukiem w XXVII OKP „O Laur Opina”, w XIV OKP im. C.K. Norwida, w Turnieju Jednego Wiersza w ramach 3 Festiwalu Dużego Formatu. Publikacje: w e-Tygodniku Literacko-Artystycznym pisarze.pl; Kwartalniku Literacko-Artystycznym sZAFa;  Antologio Poetów Polskich 2016; W stronę haiku pod red. Marcina Niziurskiego oraz Seks w pewnym mieście – antologia limeryków kosmatych pod red. Mariusza Parlickiego wydana nakładem pisarze.pl. Śląska Strefa Gender. W przygotowaniu: wiersze w Antologii „Ósme piętro”2015.Bierze udział w cyklicznych prezentacjach w Krakowie, takich jak Poezje i Herezje, Kulturkampf, Literackie Ruminacje. Redaktor portalu poema.pl, aktualnie redaktor portalu poemaX.pl.

 


 

ulica Świetlickiego

przecież mijam pana niedokładnie
nie przystaję z czerwoną torebką
prosząc o próbkę pisma jak w banku
czasem jest pan z suką
czasem ze śledziem
najczęściej z toastem
nad kontenerem z przeszłością
wyssaną z kamienicy

nie czytuję pana
lecz badam pana wpływ
na moje cokolwiek
taka sucha od niechcenia
wymiana potoczności

otwieram kolejny tomik
i z karty tytułów
wybieram porcję bólu
z kacem
ze śledziem

lub bez

 

nie wymyśliłam

budzę się w pustym pokoju
z odciskiem jego ciała na skórze
zniknie zanim dotrę do lustra
ciepło nocy próbuje jeszcze stulić powieki
tylko skąd tu tyle krwi i dlaczego
nic mnie nie boli?
na ścianie odpryski magnezji
w powietrzu naftalina

zabiłam ćmę
teraz mieszkam w domu bez świec

 

* * * (czterdzieści dwie minuty temu)

czterdzieści dwie minuty temu odgryziono mi język.
czas zaczął skapywać bordowymi kroplami.
bezwład. przez niedopatrzenie lub raczej z czystego okrucieństwa
zostawiono mi rożek kartki.
właśnie teraz, gdy słowa pochowały się w ciszę,
mogłabym tym ogryzkiem rozerwać powietrze.

a gdyby zostawić nas w ciemności
pozbawionych mowy?
wytęsknilibyśmy historię piękna czy brzydoty?

 

za ścianą cisza

miała pochmurne oczy ciepłe dłonie pachnące cynamonem
zdejmowała nam klucze z szyi wręczając ryż z jabłkami
miała ślepą kuchnię i syna gdzieś daleko

z naszą dorosłością zamknął jej się świat
w blokowym spacerniaku podnosząc wysoko bezprzytomne oczy
pokazywała niebu swoje skrzywdzenie
chodziła wzdłuż muru krzycząc jego imię
w ręce zawsze garnuszek nie wiem z mlekiem czy łzami

nie pamiętam jej głośnego śmiechu
tylko stalowy kolor chmur pod powiekami

 

pierwszy wieczór z milczącym winem

wieczór odnalazł mnie samą
więc pije ze mną wytrawnie i na czerwono
a jutro nie zapowiada się wcale
krajobraz zwolnił na głębszą chwilę
wzięliśmy czas na przeczekanie

przed każdym świtem próbuję
wyłamać chronosowi wskazówki
chwycić za gardło klepsydrę
wycisnąć z pestek tyle czasu
żeby chciało się dotrwać do goryczy

a dziś rozpuszczę włosy i namiętność w głosie
naobiecuję brak poranka
burgund zmętnieje gorączką

gdy mnie jutro spytasz o spełnienie
koński ogon żywo zaprzeczy razem ze mną
podskakując gdy będę uciekać
w drugi wieczór

 

nocna moc

odminotaurzył mi się
koszmarny nocny poplątaniec
znów trzymałam białą linę
jak ślepiec wężową laskę
znów wyślizgnęła mi się z pojęcia

zsuwam się wąskim czarnym lejem w dzienną jasność
chwilę przed zawsze jest mgnienie zrozumienia
metalingwistyczne potaknięcie
źródło impresjonizmu
jakby wyłożyć zasady szachów tuż przed blackoutem duszy
marzę by zrobić wtedy stopklatkę

ale lej może być już zalany smołą
i zobaczę wywieszkę

nieczynny do końca świata

 

cabiuna

kochasz się ze mną jakbyś bał się mnie potłuc
słowami zataczasz rozedrgane koła
wdeptujesz we mnie nowe imię strachu
by dłońmi przykryć falujący oddech
i szczelne docisnąć głowę do poduszki

kocham się z tobą jakby bóg zakrył oczy
na moment zapadam się w smolistą nicość
próbuję wyjąć widelce wbite w skórę
zostawić na drodze niczym drogowskazy

zamiast tego wyłuskuję z ust polne kamienie
wykruszam się do ostatniej drobiny próbując
słowami wznosić kolumny przepływów
powietrza nie czuć w bezokim tunelu do jutra

 

skacze po dachach domykając pokrywy snów

znów senny srebrnik nas upomina
o nalot bojowych pocałunków
pokojowych targnięć na słowa
i gesty patyczkujące się bo odarte
z cukrowej waty którą wiatr przykleił
do ścian bezpiecznego wczoraj

chodzenie bezokim tunelem
pod barwnym deszczem parasoli
każdy kęs powszedni doprawiony
zapewnieniem że przeszłość nie waży
i nigdy nie wpuści nam myślistych słów

spalonych w ucieczce z mostów
których nie umiemy odciąć
od przepaści chroń nas wspólnie
nieumówionym czekaniem

 

letnie dziwidło

wejdź w ten wiersz i spodobaj mu się
niech przygarnie zapachem niech otuli barwą
wyniesie zarys pojęcia ponad wypatrzenie
w nim przecież cała zatęsknota wersów
więc nie wypatrując zajrzyj poza ramę
nie zdążysz zadziwić siebie zapodziejesz
i zerwiesz z drzewa uśmiech kota

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.