W najnowszym numerze...

Robert Utkowski

W drugiej części styczniowej prezentacji przedstawiam Roberta Utkowskiego dziennikarza telewizyjnego i poetę, który debiutował znacznie wcześniej od Anny Nowaczyńskiej i na koncie ma już cztery tomiki. „Wpuszczenie” go na SL sprawia mi dużą frajdę i ma wszelkie cechy kumoterstwa, gdyż udowadnia nieobligatoryjność ukutego przeze mnie kilka lat temu ironicznego sloganu, że „Radom to nie miejsca, to stan umysłu”.

Żarty żartami, ale z Robertem zawodowo znamy się od wielu lat i tak naprawdę nieco mi głupio, że na łamach SL pojawia się tak późno. Niniejszym to niedopatrzenie/lenistwo nadrabiam.

Poezja Roberta stanowi dobry kontrapunkt dla prezentacji Anny, bo jest to męskie pisanie, smaczne połączenie lirycznej miękkości oraz twardości, ostrości widzenia.

Gorąco polecam
Paweł Podlipniak

 


 

Robert Utkowski (1972) - absolwent Wyższej Szkoły Pedagogicznej (obecnie Uniwersytet Jana Kochanowskiego) w Kielcach. Mieszka w Radomiu. Debiut na łamach kwartalnika „Kresy”, 1997 r.

Publikował m.in. w „Kresach” (Lublin), „Na Dziko” - dodatek do katowickich „Opcji”, „bruLionie” (Warszawa), „Kartkach” (Białystok), miesięczniku „Lamelli” (Kraków) „Miesięczniku Prowincjonalnym” (Radom). Kilka wyróżnień i nagród na konkursach poetyckich (nie zawsze pod własnym nazwiskiem).

Publikacje w antologiach i wydawnictwach pokonkursowych (Oleśnica, Sopot, Kraków).

W 2008 r. w Laboratorium Dramatu w Warszawie odbyło się aktorskie czytanie jego sztuki „TRAMTADRADA” w reżyserii Piotra Jędrzejasa. Współpracuje z radomskim pismem społeczno-kulturalnym „Miesięcznik Prowincjonalny”.

Książki: „Najdłuższa noc pod słońcem” (1999 r.), „Fluktuacje” (2003 r.), „Czarna Taksówka” (2011 r.), „Katalog Wystawy” (2013 r.).

 


 

GDZIE SĄ CHŁOPCY Z TAMTYCH LAT

Nawet wtedy, gdy idę
z rękami w kieszeniach, a kawa na obrusie
przypomina Azję. I gdy ona
odkrywa we mnie samca, a potem
zasypiam niosąc w myśli potrzebę zimowego
ciepła. I gdy w pracy - bo mam pracę - mówią do mnie
słuchaj, tak mówią, słuchaj, i stawiają na końcu
ostre wykrzykniki. I gdy kumpel
ciągnie na piwo, jak dawniej, kiedy jeszcze ona
czasem zadzwoniła, a ja tylko
nie, nie mogę, minęło, wyobraź sobie - nie
dzwoni.
I gdy mam ochotę patrzeć na odchodzące pociągi
i nie starcza czasu
na składanie słów:

mam się coraz lepiej. Wypogodziło się i niebo
pachnie ciepłym mlekiem. W butonierce kwiatek, w dłoniach
resztki śniegu. Chłopcy piszą
coraz cichsze wiersze.

 

NAWIGACJA ANULOWANA

musisz być bardzo blisko żeby wszystko
zrozumieć. literówki przenośnie najlepiej
niczego nie mówić o kolorach podobnie
z zapachem poezja
ma w sobie siłę, mały
dosłownie
pożera ginsberga czerwone wydanie z tamtych czasów
z podwójnym portretem i podwójnymi stronami od do
zatem podwójny ptasi móżdżek który rządzi światem i podwójne
zauważyłem morze zauważyłem muzykę chciałem tańczyć czy pamiętasz
pięknooka B kiedy ostatni raz tańczyliśmy? jego zęby
nie są wcale takie ostre ostatni ślad na co zrobić
ze śmiercią nic nic mój boże (smak i zapach) mój
boże. więc piotr
nie daje znaku życia. darek na mazurach nabrał wody w usta.
żadnej wzmianki o nich
nie ma w internecie.

 

XXL

w nocy broni go lew. jego zabawki i wszystko czego dotyka
poruszają się samodzielnie, choć choruje stanowczo zbyt często.

właśnie się obudził, patrzy i uśmiecha się.
nie wie, co go czeka. oczywiście, w bliższej perspektywie

śniadanie. potem obiad.
odrabianie lekcji, pierwsze randki (będziemy martwić się
i siedzieć do późna, dopóki nie wróci, i będziemy cicho, cichutko,
żeby nie odkrył, że martwimy się i siedzimy do późna, dopóki
nie wróci)

w dalszej perspektywie wiele pytań. ostatnie wspólne wakacje
i pierwsze samotne spacery. przygodne znajomości.

ptasie tropy pod oczami, kurze łapki, zniszczona
faktura. śmiech i smutek. płacz
nad niejednym rozlanym mlekiem. siedem grzechów głównych, wiele
mniejszych błędów.

lew
już zbiera siły

 

CZARNA TAKSÓWKA (WYPISY)

brodskiemu

w starym ogrodzie wszystko jest jak dawniej tak byś
pewnie zaczął i dalej
rybka w bok zerka

zauważ, zmieniłem

pokoik na ogród, tu więcej przestrzeni dla swawolnych harców,
zmienię więc także akwarium. niech będzie staw. i niech będzie
wiersz
z tym stawem, niech się stanie staw, wstawię go tu, jestem
w stanie uczynić to zatem

w stawie na środku utonęły wszystkie nasze notebooki, e-maile,
iphony.
po środzie nadszedł czwartek. potem rozpędzony
miesiąc pobiegł dalej skupione oblicze twej pięknej łowczyni
zamazując zupełnie (ręki nie dam, ale widziałem ją już kiedyś
i kiedyś

z nią byłem nawet, choć pamiętam to ledwie ledwie) teraz
szukamy wyjścia z tej niezręcznej sytuacji, parząc sobie palce
gorącą herbatą, bojąc się tej zimy jak każdej innej, mnożąc
przymiotniki i zwalniając rytm. coraz
chłodniej i chłodniej. wszystkie psy zjedzone. jednej czystej strony
nie ma już w dzienniku

 

SMITH & WESSON
BIJE CZTERY ASY

pora przestać umierać i zająć się
życiem
zapłodnić pola i pobielić dom

wybiec na ulicę

z tym i owym wypić małą wódkę, to i owo
zapomnieć
gdy pomarańcz miesza się z granatem
a w witrynach sklepów pudry
kładą się cieniem na twarzach modelek:

wieczór taki cierpliwy.
na ławkach dobrze ułożeni młodzieńcy, w bramach
przejściowe kłopoty.

ona
skąpana w ciepłym świetle, owinięta tylko w ręcznik,
milcząca.

 

TO I TAMTO

och, tak genialnie się wszystko zaczęło, lecz niechybnie
zdechnie

nic nie jest dane na zawsze, ot cała tajemnica, powiedziała,
jej słodkie uda zamknęły się na mnie nieodwracalnie; zrozumiałem to
stanowczo za późno - mierzyła znacznie wyżej, ja też nie byłem
bez winy

a wystarczyło wziąć ich wszystkich w odpowiedniej kolejności. tymczasem
zwyciężyło wrodzone lenistwo, zaczęliśmy od końca
nigdy nie dochodząc do początku i nagle wszystko stanęło
do góry nogami

(zarzucali im później to i owo, co niekoniecznie miało
pokrycie w rzeczywistości). KJ, jedyny przystępny w tamtym czasie
jakoś starał się to wytłumaczyć
poprawiając przy barze czapkę z daszkiem

napisał o niej kilka słów, z którymi nie mogłem się zgodzić
wciąż pamiętałem dziadka, który mówił do mnie
ty wredny niemcu, pewnie zwiodły go
moje przefarbowane włosy. w jego umyśle wciąż trwała wojna.

i ten wiersz Allana, z którym pewnego ciepłego popołudnia w CK wpadłem na ósme piętro
akademika ach, jaki zajebisty wiersz czytałem! - krótki? spytał kumpel myjąc zęby
- krótki odparłem. – to zajebisty. dlaczego nikt nie słucha
mądrych ludzi myjących zęby ?

mnie też nikt nie słuchał, choć czasem potrafiłem powiedzieć coś
do ładu i składu. któregoś dnia zebrałem com tam miał i klejąc nocami
wydałem w siedmiu egzemplarzach, z których pięć znalazło czytelników
w pokoju nr 811 oraz kilka pięter niżej gdzie mieszkał Jarek

musiałem o nim wspomnieć bo już od dłuższego czasu
szykował się żeby wskoczyć do jakiegoś wiersza (wszystko było
gotowe). dwa pozostałe
w szafie nabierają wartości

ale niemrawo z tym idzie. czasem czytając zniszczone zeszyty myślę o DS
któremu też się wydawało, że wszedł w ten nowy
nurt i który pisał że rzeczy dobre, ale brakuje w nich sprawy do załatwienia.
wiele lat później usłyszałem jeszcze, że tu nie ma akcji

więc to tak - czy wpadłbyś na to JB, ty,
który tak pięknie potrafiłeś patrzeć w przeszłość?
z każdym kolejnym oddechem
na szybie skraplają się resztki tamtego powietrza.

 

149,5 MLN KILOMETRÓW

możesz czuć się bezpiecznie możesz czuć się
bezpiecznie
możesz się zgadzać lub nie zgadzać możesz
głosić swoje zdanie na ten czy inny temat na temat religii polityki
ekonomii możesz dawać popisy erudycji powołując się na
teorię gier
aumanna cykle koniunktury kydlanda

możesz wierzyć w układy liter i w to, że słowa
jeszcze znaczą cokolwiek możesz ufać mediom wierzyć
w penis rasputina 28 i pół centymetra kupiony w antykwariacie
i w globalne ocieplenie klimatu możesz

budować nową wrażliwość w gospodarce
kupując na potęgę wszystko od wszystkich każdemu dając
zarobić możesz starać się zrozumieć dlaczego dlaczego
baranki boże co niedziela wlewają się przez okno

możesz nie starać się zrozumieć niczego
możesz nie starać się zrozumieć niczego

możesz czuć się szczęśliwy możesz czuć się potrzebny
korporacjom policji zjednoczonym emiratom arabskim
jeśli tylko cię stać na piaski dubaju możesz

możesz

zacząć się bać że w końcu przyjdą i zabiorą ci wszystko
markowe ubrania zegarki kolorowe czasopisma dwadzieścia
kilogramów z ostatniego roku i te dziesięć
kiedy jeszcze myślałeś że wszystko w porządku możesz się nie
zgadzać możesz się nie zgadzać możesz udawać
że się nie zgadzasz jak udajesz wiarę nadzieję miłość i to że nadal
jesteś
możesz uśmiechać się ironicznie i mówić z przekąsem
że wcale nie drżysz ze strachu

choć wszyscy twoi znajomi już zaczęli umierać
i nie mogą skończyć

 

MAKSIMUS, ZIMA – LATO

miałem swoje małe himalaje tej podłej zimy
kiedy trzęsła się ziemia i lawiny schodziły po dachach. wszyscy
pisali wiersze, gówniane wiersze bez jaj. moje
były bliźniaczo podobne

choć łudziłem się że jeszcze czasem
jestem w stanie kogoś poszerzyć. w tamtych czasach
zajmowały mnie drewniane konstrukcje
studiowałem

ciesielstwo, drewno wybaczało łatwiej niż złośliwi krytycy,
ale jak zwykle utknąłem w trzech czwartych. podobnie moja długa podróż,
z którą już nic się nie da zrobić. z roku na rok
coraz mniej słońca.

w odległym mieście umierało dziecko, nikt go nie przekreślił,
choć większość postawiła na nim krzyżyk. potem, wiele lat później,
będzie się śnić ta sytuacja,
ten port.

lubiłem też patrzeć jak śpią. z rękami nad
z rękami pod głową. zastanawiało mnie, dokąd jedziemy,
jaką drogą. maksimus kołysał nas do snu, z prawej na lewą,
wytrwale.

 

I OTO SŁOWO SIĘ STAŁO

i oto znowu się stało, palą gardło pite duszkiem
koktajle mołotowa. europa
rozszczekała się wypluwając w eter serie cyfr
z numerycznych radiostacji, cicho na tyłach pracują
jeden osiem siódma cztery
jeden osiem siódma trzy

tu lech tu lech halina tęcza halina tęcza

dzień po dniu. ostatnie minuty ciszy zanim znów rozpęta się piekło

przykładam palce tam, gdzie przechodzi główna tętnica:
nic, żadnych oznak. numer alarmowy milczy jak zaklęty.

 

TYM, KTÓRZY JESZCZE SĄ

chmury zejdą nisko,
młodzież wyjdzie na ulice
za spalonych pól, ze zburzonych miast
podniesie się krzyk

możemy stąd odejść. możemy już iść.

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2018 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.