W najnowszym numerze...

Recenzje

Krzysztof Gryko w tytule swojego najnowszego tomu ponownie odwołuje się do pojęcia ściśle związanego z muzyką i brzmieniem. Poprzednia książka to Rezonans, teraz zaś mamy do czynienia z kontrapunktem. Nie należy jednak z powodu tej przesłanki wyciągać pochopnych wniosków. O ile zjawisko rezonansu rzeczywiście silnie wpłynęło na kształt ubiegłorocznej publikacji, o tyle w tegorocznej związek ten nie jest już tak ścisły ani oczywisty. Kontrapunkt może być tu pewną sugestią lekturową oraz interpretacyjną, ale nie jest niezbędnym narzędziem badania tekstu. Wiersze radzą sobie i bez niego, choć niewątpliwie jest to ciekawy pomysł na stworzenie pewnej charakterystycznej linii dla własnych utworów i powiązanie poszczególnych książek ze sobą. Śledzenie śladów obecności kontrapunktu to też ciekawy smaczek dla potencjalnego czytelnika. W tej recenzji na pewno skorzystam z propozycji dostarczonej przez autora w tytule, ale zdecydowanie polecam wyjście poza kontrapunkt, a być może w ogóle poza jakikolwiek punkt.

Trylogia „MaddAddam” Margaret Atwood
jako niepokojąco wiarygodna wizja zagłady ludzkości

Ostatnim dziełem Margaret Atwood, wybitnej kanadyjskiej pisarki i poetki, a także feministki, często wymienianej w gronie kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla, jest trylogia „MaddAddam”. Jest to niepokojąco wiarygodna wizja zagłady gatunku ludzkiego. Autorka w opisywanym przeze mnie cyklu książkowym oparła na się na współczesnej wiedzy naukowej oraz obserwacji kierunków, na których koncentrują się badania naukowe. Wszystko to poparte zostało dogłębną wiedzą z zakresu psychologii i socjologii. Atwood widzi realne niebezpieczeństwa, które wynikają nie tyle z samej nauki, ale tego, jak osiągnięcia naukowe ludzie mogą wykorzystać. Atwood zdaje się wychodzić z założenia, że sprawa jest przesądzona - gatunek ludzki dokona samozagłady. Dlatego autorka nie przestrzega, nie udziela rad, ale tylko zastanawia się, jak proces samozagłady będzie przebiegał i do czego doprowadzi.

W poprzednim numerze prezentowaliśmy zdjęcia Grzegorza i Tomasza Kłosowskich, a teraz do moich rąk trafiła książka Dzika Polska tych autorów. Można ja potraktować jako zwykły album, jeden z wielu, jakie ukazują się na naszym rynku. Owszem, zdjęcia Kłosowskich zdecydowanie wyróżniają się na tle dorobku polskich fotografików przyrody, dlaczego jednak piszę o nim w dziale „literatura”?

Warszawa Wschodnia, sobota, godz. 7.56. Na peron nr 4 tor 3 wjeżdża pociąg „Hańcza”. Hamując, rysuje po szynach. Przeraźliwy dźwięk nie do zniesienia zupełnie nie przeszkadza mężczyźnie po pięćdziesiątce i matce staruszce studiującym treść trzymanego biletu. Trzeba szybko podjąć decyzję, bo za 2 minuty odjazd. Mijam ich w drodze do drzwi wagonu, gdzie znajduje się moja miejscówka. Syn mówi do matki: „I have no idea, mom”.

2016 – Trans. 2017 – Piosenki pikinierów. Joanna Lech nie próżnuje i rok po roku obdarowuje czytelników nową książką. Pisałam o Transie, postanowiłam więc też skomentować tegoroczną publikację. Byłam jej o tyle ciekawa, że tytuł wskazywał na wykorzystanie podobnych chwytów i zabiegów, jakie pojawiły się w Transie i rzeczywiście nie rozmija się to z prawdą. Piosenki pikinierów również mogłyby mieć swój soundtrack. Każdy wiersz to nowy utwór muzyczny, nowy wykonawca, nowy podkład. Inspiracje znów są bardzo silne, ale tym razem udało mi się nie angażować tak bardzo w związek piosenka-wiersz. Mam wrażenie większej samodzielności tekstów, ich niezależności, a tym samym większej świeżości. Nie wiem, czy to zasługa autorki, czy moja, czy może nas obu. Ważne, że działa. Działa dużo lepiej, niż wcześniej.