W najnowszym numerze...

Michał Domagalski - Poza sezonem

Styczeń. Miesiąc zimy, deszczu i noworocznych postanowień, których najprawdopodobniej i tak nie uda się dotrzymać. Miesiąc kolejnych początków, chciałoby się powiedzieć i tak też mówić będę – na przekór temu, że świat dookoła coraz bardziej zaczyna wariować. Może jednak jestem jeszcze trochę optymistką? Tym razem chciałabym przedstawić Wam książkę, która moim zdaniem dobrze wpasowuje się w estetykę tego miesiąca, nie tylko dlatego, że jest to debiutancki tom – a więc sam w sobie stanowiący jakiś nowy początek w życiu autora. A zresztą – zobaczcie sami.

Poza sezonem, pierwszy zbiór wierszy Michała Domagalskiego, został wydany przez Biuro Literackie w 2018 roku. Utrzymana w odcieniach brązu i beżu jest skromna i estetyczna, od razu zachęca do czytania. Brak jest blurbów i fragmentów recenzji, co osobiście poczytuję jako zaletę; wolę, kiedy mogę przystąpić do lektury bez cudzych wskazówek. Na wewnętrznym skrzydełku można przeczytać kilka zdań o autorze, same podstawowe informacje, tak by wiersze mogły bronić się same. Całości dopełnia czytelny druk oraz przyjemny w dotyku papier. Zadowolona z początkowych oględzin, przystępuję do lektury.

Jak bardzo nie ma. Bawię się żaluzjami./ Jak bardzo niebyt potrafi się stać – czytam w wierszu Nasienia, jednym z pierwszych w zbiorze. Ten właśnie niebyt, poczucie straty i odchodzenia, jest dla mnie jednym z głównych wyznaczników debiutanckiego tomu Michała Domagalskiego. Śmierć i przemijanie, poczucie straty, pomimo którego (dzięki któremu?) życie toczy się dalej przewijają się przez całą lekturę. Uderzają z najmniej spodziewanych miejsc, z uniesionych nóg krzesła w pierwszym rzędzie, którego nikt nie zdjął ze stołu w pierwszym dniu po końcu świata, ze strojów babć, na zakopanie szytych, nawet z wyrzuconej pestki śliwki, z której nigdy nie wyrośnie drzewo, bo została wydziobana przez ptaki. Czytając wiersze zawarte w tym zbiorze odnosi się wrażenie, że stajemy twarzą w twarz z nieustannie zmieniającym się światem, jednocześnie próbując jakkolwiek dogonić, uchwycić to, co już przepadło lub zniknie za chwilę oraz odnaleźć się w tym co nowe i jakby coraz bardziej nienaturalne. Autor balansuje na krawędzi dwóch światów, minionego i nowopowstałego, szukając w nich jakichkolwiek stałych punktów, co wydaje się być coraz trudniejsze. Od miesiąca mieszkam w bloku, w którym nikt nie jest stąd – głosi fraza otwierająca wiersz Zalasewo. To wrażenie obcości, poszukiwania swojego miejsca i znajomych twarzy w tłumie towarzyszy czytelnikowi przy lekturze wielu z tych wierszy. Gonimy za czymś, co ciągle nam umyka, w coraz bardziej nienaturalnym świecie, jednocześnie nie mając większych nadziei, że na końcu lektury uda się to nieuchwytne „coś” złapać. Jednocześnie, chciałabym jednak wierzyć, że jednak płynie z nich jakaś nadzieja. Rzeczy odchodzą, ale pojawiają się nowe. Przetrawione przez ziemię/ cząstki rozeszły się po kościach jednosezonowych/ roślin.

Kiedy coś przemija, musi nadejść nowe. Tak jest w życiu, tak też jest w wierszach. Być może właśnie dlatego innym bardzo istotnym motywem tych wierszy jest rodzenie się nowego życia. Znacząca część zbioru poświęcona jest bowiem właśnie wydarzeniom związanym z ciążą i narodzinami dziecka. Nowy głos w tym temacie, stereotypowo uważanym za typowo „kobiecy”, nie tylko wyłamuje się z utartych konwencji społecznych, ale też niejako desakralizuje poruszaną przez siebie tematykę. Nie tracąc ani na chwilę szorstkiej uczuciowości, charakterystycznej dla całego swojego debiutanckiego tomu, autor nie waha się przedstawiać również bardziej ludzkich stron oczekiwania na dziecko, a później – pierwszych dni z nim. Jednocześnie autor nie popada jednak w tani sentymentalizm. Jego wyważony język, niejednokrotnie nie tylko ocierający się o język reklam i anonsów prasowych, ale wręcz czerpiący z niego pełnymi garściami (Uwaga! Zachować/ do późniejszego wykorzystania. Przeczytać/ uważnie. Ważne:/ Nie wyrzucać/ do śmieci.) wnosi ze sobą powiew świeżości, ale też niejako wydłuża dystans pomiędzy wierszem a emocją, pozwalając czytelnikowi na złapanie oddechu. Można w tych wierszach odnaleźć nie tylko próbę adaptacji do nowego stanu rzeczy, ale też – podobnie zresztą jak we wszystkich innych tekstach – całą gamę celnych obserwacji i komentarzy odnośnie społeczeństwa. Nie można być/ sobą, kiedy się jest/ matką – czytamy na przykład w jednym z ostatnich wierszy całego zbioru, Nareszcie, i ten zaledwie trójwersowy komentarz zaskakująco dobrze podsumowuje wiele nierozwiązanych dyskusji społecznych.

Jak już wspomniałam wcześniej, w czasie lektury warto zwrócić uwagę na język, jakim posługuje się Michał Domagalski. Język bezpretensjonalny, zaskakująco powściągliwy i, być może właśnie z tego powodu, celny i zapadający w pamięć. Próżno tu doszukiwać się piętrowych metafor i wydumanych opisów, nie upatrzymy tu też bogatych nawiązań kulturowych, a przynajmniej nie tych prezentowanych czytelnikowi celowo. Autor Poza sezonem nie próbuje zachwycać nas swoją erudycją i stylem, nie odbiega aż tak daleko od języka, jakim posługujemy się na co dzień, mimo to ani na chwilę nie wątpimy w to, że mamy tu do czynienia z autorem dojrzałym i świadomym swojego warsztatu. Wiele tropów pojawia się jak gdyby mimochodem, mimo to po zakończonej lekturze okazuje się, że to one tworzą kanwę wiersza. Te nienachalne nawiązania, w połączeniu z bezpruderyjnym i rzeczowym językiem, tworzą charakterystyczny styl Michała Domagalskiego, uderzając celnie i pozostając w pamięci jeszcze długo po zakończeniu lektury.

Czytam ostatni wiersz, Deadline. Czuję się niespokojna, jakby nagle bardziej dotarło do mnie, że zawsze jest (…) tak zwane bóg wie/ co jeszcze, które najczęściej przychodzi/ w nocy. Ten niepokój, towarzyszący mi przez całą lekturę, zostanie we mnie jeszcze długo po tym kiedy zamknę książkę i starannie odłożę ją na półkę. Wiersze, które przeczytałam, nie sprawiają przyjemności, są zawiesiste, gorzkie i ta gorycz zostaje z człowiekiem także po zakończeniu lektury. Mimo to, uważam, że warto – a nawet należy – się z nimi zapoznać. Dojrzałość obserwacji i odczuwania świata oraz sprawność warsztatowa autora złożyły się na całość trudną i bolesną, ale też ważną i wartościową. To jeden z tych tomów, które mogę polecić z czystym sumieniem, ale też z ostrzeżeniem – zaczynasz czytać na własne ryzyko.

Styczeń. Za oknem mokro, zimno, znowu ciemno.

Kiedyś będzie wiosna.

Anita Katarzyna Wiśniewska

 

Tytuł: Poza sezonem
Autor: Michał Domagalski
Wydawca: Biuro Literackie, 2018
ISBN: 978-83-65125-74-3

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.