W najnowszym numerze...

Recenzje

Należę do ludzi, którzy – mówiąc bardzo szeroko i oględnie, tym samym pewnie nieco krzywdząco – z literaturą, sztuką i filozofią Wschodu mają pewien problem. Nie mam żadnych złudzeń co do natury tego problemu, który ewidentnie wynika z moich własnych ograniczeń. Niezmiennie i nieustająco staram się te ograniczenia przezwyciężać, stąd m.in. wybór tematu pracy magisterskiej (haiku w Polsce). Skutek tych działań jest różny: nadal nie czuję, ale jakby więcej rozumiem; to wciąż obcy teren, ale rozpoznaję terytorium. Trudno zatem powiedzieć, czy najnowszy tomik Bartosza Suwińskiego padł na podatny grunt, czy wprost przeciwnie. Zbliżenie tych wierszy do haiku jest ewidentne, na co już zwrócił uwagę Paweł Dąbrowski. Zbliżenie nie znaczy oczywiście, że jest to realizacja gatunku, lecz może dawać pewien obraz tego, na co natkniemy się w Wyraju. Ale Wyraj – jak wskazuje tytuł – jest jednak tomem bardzo silnie osadzonym tutaj, w przyrodzie i przestrzeni Europy środkowo-wschodniej, w jej historii i krajobrazie.

Poezja Jerzego Suchanka niewątpliwie jest wymagająca, momentami nawet męcząca. To taki typ wiersza, który oczekuje od czytelnika maksimum skupienia i wytrwałości, cierpliwości i samozaparcia. Raczej wydusza siły z odbiorcy, niż je wdusza, choć nie ma to zupełnie związku z tytułem tomu sprzed dwóch lat. Na taką lekturę trzeba się przygotować, ale nie jest tak, że za swój cały wysiłek nie dostajemy nic w zamian. Może nie dostajemy tego na tacy, lecz poczucie dobrze wykonanej pracy podczas czytania jest uczuciem godnym docenienia.

Dobra poezja to taka, która porusza nasze psychiczne wnętrzności, powoduje, że przestajemy być obojętni, zaczynamy wątpić, a więc – myśleć. To z wątpienia przecież Kartezjusz wyprowadził swój niepodważalny wniosek: „Myślę, więc jestem”. Można bowiem zwątpić we wszystko, ale nie w istnienie podmiotu wątpiącego. Mocno osadzona w podmiotowości jest debiutancka książka Anny Adamowicz pod archaicznym tytułem Wątpia (daw. „wnętrzności”). W ciekawy sposób pokazuje ona i łączy dwie postawy człowieka wobec siebie i świata: racjonalną i irracjonalną, które przenikają się, ponieważ jesteśmy bytami psychologiczno-biologicznymi. Dlatego jej poezja, choć jest głęboko zanurzona w języku analityki medycznej, charakteryzuje się poetycką wrażliwością.

Czy warto wydawać rodzinne wspomnienia? Sagi przedstawiające dzieje niewielkiej grupy ludzi, z natury swej subiektywne i wybiórcze? Myślę, że tak. Wielka historia składa się przecież z drobnych zdarzeń i opowieści o nich. Tak jak nie ułożymy mozaiki bez pojedynczych kamyków czy szkiełek, tak nie opowiemy losów zbiorowości bez przyglądania się jednostkom. I znów – nie tylko tym stojącym w świetle reflektorów, ale i tym, którzy budują codzienność, tworzą rzeczywistość nieco w cieniu.

Wyobraź sobie teraz, że do pokoju wpada ciepłe, jesienne słońce. W powietrzu migają zabarwione tęczowo drobinki kurzu, a lekki wiatr zza niedomkniętego okna porusza kartki nowego tomiku leżącego na stole. Cztery czwarte – zdążysz przeczytać. Przed oczami mignie Ci jeszcze nazwisko autorki: Anna Nawrocka, ale to by było na tyle, bo zbiór otwiera się właśnie na trzeciej stronie. Zerkasz. Nagłówek głosi: Z listów do Wiktorii. Zaczynasz czytać, bo przecież perspektywa wsunięcia się między cudze listy zawsze ma w sobie coś kuszącego, prawda? …zajechaliśmy pozawczoraj przed zmierzchem. Jest rok 1945 i właśnie dotarłeś do Lauban.