W najnowszym numerze...

Recenzje

Dobra poezja to taka, która porusza nasze psychiczne wnętrzności, powoduje, że przestajemy być obojętni, zaczynamy wątpić, a więc – myśleć. To z wątpienia przecież Kartezjusz wyprowadził swój niepodważalny wniosek: „Myślę, więc jestem”. Można bowiem zwątpić we wszystko, ale nie w istnienie podmiotu wątpiącego. Mocno osadzona w podmiotowości jest debiutancka książka Anny Adamowicz pod archaicznym tytułem Wątpia (daw. „wnętrzności”). W ciekawy sposób pokazuje ona i łączy dwie postawy człowieka wobec siebie i świata: racjonalną i irracjonalną, które przenikają się, ponieważ jesteśmy bytami psychologiczno-biologicznymi. Dlatego jej poezja, choć jest głęboko zanurzona w języku analityki medycznej, charakteryzuje się poetycką wrażliwością.

Czy warto wydawać rodzinne wspomnienia? Sagi przedstawiające dzieje niewielkiej grupy ludzi, z natury swej subiektywne i wybiórcze? Myślę, że tak. Wielka historia składa się przecież z drobnych zdarzeń i opowieści o nich. Tak jak nie ułożymy mozaiki bez pojedynczych kamyków czy szkiełek, tak nie opowiemy losów zbiorowości bez przyglądania się jednostkom. I znów – nie tylko tym stojącym w świetle reflektorów, ale i tym, którzy budują codzienność, tworzą rzeczywistość nieco w cieniu.

Wyobraź sobie teraz, że do pokoju wpada ciepłe, jesienne słońce. W powietrzu migają zabarwione tęczowo drobinki kurzu, a lekki wiatr zza niedomkniętego okna porusza kartki nowego tomiku leżącego na stole. Cztery czwarte – zdążysz przeczytać. Przed oczami mignie Ci jeszcze nazwisko autorki: Anna Nawrocka, ale to by było na tyle, bo zbiór otwiera się właśnie na trzeciej stronie. Zerkasz. Nagłówek głosi: Z listów do Wiktorii. Zaczynasz czytać, bo przecież perspektywa wsunięcia się między cudze listy zawsze ma w sobie coś kuszącego, prawda? …zajechaliśmy pozawczoraj przed zmierzchem. Jest rok 1945 i właśnie dotarłeś do Lauban.

Krzysztof Gryko w tytule swojego najnowszego tomu ponownie odwołuje się do pojęcia ściśle związanego z muzyką i brzmieniem. Poprzednia książka to Rezonans, teraz zaś mamy do czynienia z kontrapunktem. Nie należy jednak z powodu tej przesłanki wyciągać pochopnych wniosków. O ile zjawisko rezonansu rzeczywiście silnie wpłynęło na kształt ubiegłorocznej publikacji, o tyle w tegorocznej związek ten nie jest już tak ścisły ani oczywisty. Kontrapunkt może być tu pewną sugestią lekturową oraz interpretacyjną, ale nie jest niezbędnym narzędziem badania tekstu. Wiersze radzą sobie i bez niego, choć niewątpliwie jest to ciekawy pomysł na stworzenie pewnej charakterystycznej linii dla własnych utworów i powiązanie poszczególnych książek ze sobą. Śledzenie śladów obecności kontrapunktu to też ciekawy smaczek dla potencjalnego czytelnika. W tej recenzji na pewno skorzystam z propozycji dostarczonej przez autora w tytule, ale zdecydowanie polecam wyjście poza kontrapunkt, a być może w ogóle poza jakikolwiek punkt.

Trylogia „MaddAddam” Margaret Atwood
jako niepokojąco wiarygodna wizja zagłady ludzkości

Ostatnim dziełem Margaret Atwood, wybitnej kanadyjskiej pisarki i poetki, a także feministki, często wymienianej w gronie kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla, jest trylogia „MaddAddam”. Jest to niepokojąco wiarygodna wizja zagłady gatunku ludzkiego. Autorka w opisywanym przeze mnie cyklu książkowym oparła na się na współczesnej wiedzy naukowej oraz obserwacji kierunków, na których koncentrują się badania naukowe. Wszystko to poparte zostało dogłębną wiedzą z zakresu psychologii i socjologii. Atwood widzi realne niebezpieczeństwa, które wynikają nie tyle z samej nauki, ale tego, jak osiągnięcia naukowe ludzie mogą wykorzystać. Atwood zdaje się wychodzić z założenia, że sprawa jest przesądzona - gatunek ludzki dokona samozagłady. Dlatego autorka nie przestrzega, nie udziela rad, ale tylko zastanawia się, jak proces samozagłady będzie przebiegał i do czego doprowadzi.