W najnowszym numerze...

Tadżykistan 1986

W roku 1986 z ramienia ZLP wyjechałem do ZSRR – tym razem do... Duszanbe, stolicy Tadżykistanu. Jedna gwiazdeczka zaświeciła nad moją głową – była to początkująca poetka, którą już wcześniej poznałem w Moskwie, gdzie ona studiowała w Instytucie im. Gorkiego.

Była to Gula. Wstępowała ona właśnie na drogę kariery literackiej. W swoim rodzinnym Duszanbe szybko stała się oczkiem w głowie tamtejszego środowiska literackiego; byłem w jej rodzinnym mieście i widziałem jak była doceniana, choć wtedy jeszcze bardzo młoda. Studia w moskiewskim Instytucie Literackim Gorkiego rozpoczęła w roku 1976. Po ich ukończeniu wróciła do Tadżykistanu i została redaktorką w czasopiśmie „Pamir” – organie Związku Pisarzy Tadżyckich. W 1983 roku wydała swój debiutancki tomik wierszy w wydawnictwie Irfon. Nosił tytuł Uzdrowienie. Czytałem dawnymi laty te wiersze wielokrotnie. Nauczyłem się z nich odczytywać trudną jeszcze wtedy ewolucję poezji rosyjskojęzycznej, która kurczowo trzymała się swojej „narodowej melodyki”, sylabotonicznej śpiewności, imażynistycznej urody, więc bardzo rzadko odważała się wkraczać na lodowisko wiersza nieregularnego.

A potem Gula gdzieś mi przepadła… Jednak odnalazła się. Wyjechała do Francji. Kiedy myślę o tym wszystkim, stają mi przed oczyma dzieje dawnej emigracji arystokracji rosyjskiej oraz inteligenckiej, także artystycznej. Spory szmat kultury rosyjskiej znalazł swój przytułek pod dachami Paryża.

Wróćmy do Guli. Urodziła się w 1959 roku w Duszanbe i tam się wychowała. W rodzinie poety, a więc w atmosferze sprzyjającej nimbowi literatury. Toteż szybko zaczęła sama pisać wiersze i umieszczać je na łamach lokalnych czasopism, a potem prasy moskiewskiej. To już był wyczyn nie lada. Przebić się z forum republikańskiego na ogólnokrajowe to było trochę tak jak polskiemu poecie wejść na szpalty prasy europejskiej. I do końca lat 80., i obecnie udaje się rzadko. W ZSRR „rządziły ” tymi karierami lokalne związki pisarzy (np. Związek Pisarzy Tadżykistanu) i tłumacze. Tłumacz mający „wejścia” do prasy np. moskiewskiej czy leningradzkiej mógł tam prezentować ludzi pióra z dalekich republik i pełnił wobec nich rolę w rodzaju impresariatu czy agencji literackiej. A druk w centralnym „tołstom żurnale” – to był awans na wyższą półkę.

Nawiasem mówiąc myślę, że taka sytuacja była korzystniejsza dla autorów niż obecna. Wypływali oni na „imperialne” wody; byli czytani na ogromnym obszarze i docierali – nie tylko teoretycznie – do milionów odbiorców. Od Bugu aż po Kamczatkę mieli „swój teren” czytelniczy. Teraz poeta z Gruzji, Tadżykistanu, Uzbekistanu, Kazachstanu itd. jest zazwyczaj skazany na swój obszar językowy, czyli o wiele mniejszy niż dawny ZSRR. Gdzie imperium, a gdzie etniczna, republikańska enklawa? To tylko jeden z przyczynków do historii „patriotyzmu radzieckiego”… Co by jednak nie mówić dzisiaj, z perspektywy minionych wydarzeń, Rosjanie nie tłumili „literackiej etniczności”. Szczycili się nią; uważali wielokulturowość za swoje bogactwo; ubierali ją w szaty tolerancji i „internacjonalizmu”. Owszem, żądali lojalności, a nawet posłuszeństwa, ale nie jest prawdą, że nie dawali nic w zamian. (Wiem, że to teza karkołomna w dzisiejszych czasach, ale artykułuję ją nie tyle z „zapalczywości ideowej”, co faktograficznej).

Tak więc, po latach Gula „odnalazła mi się” w Paryżu, jej filmy w TV Arte robią karierę, zdobywają nagrody, wygrywają festiwale. Jak się okazało – tego dowiedziałem się już po latach – Gulya podjęła jeszcze studia w rosyjskim Instytucie Kinematografii; debiutowała filmem dokumentalnym pt. „Dwoje” nakręconym w Studio Tadżikfilm; kręciła także materiały dla moskiewskiej TV Ostankino (m.in. film „Angel”, 1992). We Francji producentem jej filmów były m.in. Arte-France i Carmin-Films. W efekcie Mirzojewa weszła do europejskiej czołówki dokumentalistów.

Gula specjalizuje się w tematyce kulturalnej i etnograficznej. Nagrody zdobył m.in. jej obraz pt. „Shabbat” (1990), poświęcony kulturze żydowskiej. Znane stały się filmy „Return to Dushanbe („Powrót do Duszanbe”, 1990) i „Beyond the Forest” („Za lasem”, 1999). Pierwszy traktował o historii i fenomenie Tadżykistanu; drugi – o Turcji. Tamten region świata, jak widać, stał się specjalnością Gulyi. Wraca tam jako twórca, wraca swoim sercem; wraca – jak ją znam – z poczuciem misji – tej, że może i musi opowiedzieć Zachodowi o miejscach, które kocha.

Kiedyś stałem z Gulą w Pamirze, w miejscu skąd pokazywała mi na odległym horyzoncie taki cypelek, gdzie zbiegają się granice Tadżykistanu, Afganistanu i Chin. Jej oczy płonęły. Myślę, że wiem, co czuje, gdy staje za kamerą.

Wspomnienia, drobiazgi, szczegóły... Te tadżyckie pachną bawełną i owocami granatu, te moskiewskie – szampanem i kawiorem, inne – wielkim stepem i wiatrami… A to załączone zdjęcie to moja komitywa z Tadżykami na gruzach tzw. Twierdzy Gissarskiej.

I jeszcze kilka słów o Rostowie nad Donem... Zapamiętałem dobrze ten wyjazd w maju 2005 roku. Odbywały się tam Słowiańskie Spotkania Pisarzy – zlot celebrowany nawet przez przedstawicieli Kościoła Prawosławnego. Ale najbardziej oczarował mnie Don – majestatyczny, leniwy, szeroki i rzeczywiście cichy (taki, o jakim pisał Szołochow). Sporo historycznych śladów polskich i całej tej mieszaniny miasta pięknego z miastem ubogim. Najbardziej egzotycznym epizodem była wycieczka do nieodległego Nowoczerkaska – dawnej stolicy Kozaków Dońskich. Są tam do dziś – a jakże! Dumni i celebrujący własną tradycję, choć niewiele już przypominającą czasy niegdysiejszych atamanów. Ich stroje przypominają raczej mundury straży pożarnej, a twarze już nie takie zawadiackie. To, czego brakuje, można obejrzeć w miejscowym Muzeum Kozaczczyzny. Ostatniego dnia pobytu byłem też w miejscowym amfiteatrze na plenerowym koncercie. W tle cudowna, biała cerkiew, nad głową feeria sztucznych ogni niczym w Las Vegas, ale ja jak sroka w kość przede wszystkim wpatrywałem się w prowadzącego tę imprezę. A był nim znany rosyjski celebryta Światosław Bełza, w prostej linii potomek naszego Władysława Bełzy (Kto ty jesteś? Polak mały...) – a więc i podczas tej podróży wszystko zaczęło i skończyło się na literaturze...

Leszek Żuliński

 

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2018 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.