W najnowszym numerze...

Mirka Szychowiak

Listopad na Salonie Literackim stoi, i to mocno, pod znakiem kobiet. Jako pierwszą P.P. czytelnikom prezentuję Mirkę Szychowiak. To postać doskonale znana w światku poetyckim, choćby za sprawą organizowanego przez nią konkursu „O granitową strzałę”. Nie jest też, rzecz oczywista, debiutantką poetycką, a i proza jej nieobca.

Wiersze Mirki Szychowiak cechuje liryzm, miejscami konfesyjny, z jednoczesną ostrością obserwacji i celnością puent. To poezja smutnych konstatacji o życiu  i jego okolicach, mocna i pokazująca, że podział na pisanie „męskie” i „kobiece” bywa czysto umowny.

Dla siebie zabieram ten doskonały fragment: „Nie dostrzegam w ludziach niczego ważnego, ale to mnie chwilowo nie martwi”. Mnie także.

Serdecznie polecam!
Paweł Podlipniak

 


 

Mirka Szychowiak – Finalistka Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina. Publikowała w Odrze, Autografie, Obrzeżach, Nowej Okolicy Poetów, Cegle, Szafie, Trumlu, Arteriach, Arkadii, Dyskursie, Literackiej Polsce. Laureatka kilkunastu ogólnopolskich konkursów poetyckich, W wrześniu 2005 roku ukazał się jej debiutancki tomik Człap story. W 2010 roku zostały wydane dwa tomiki poetyckie autorki: Jeszcze się tu pokręcę (nominacja do Nagrody Literackiej Nike) – nakładem Instytutu Mikołowskiego oraz Proszę nie płakać wydany przez SAPiK w Szczecinku (jako główna nagroda w OKP Malowanie słowem). We wrześniu 2015 roku ukazał się czwarty tom poetycki – Gustaw znikąd wydany przez Zaułek Wydawniczy „Pomyłka” w Szczecinie. W listopadzie 2015 r. wydany został  debiut prozatorski Mirki Szychowiak – Gniazdozbiór (wydawnictwo ME-KOMP).  2016 rok – to kolejna książka poetycka – Jakie to życie jest krępujące, a w 2018 roku ukazał się 6 tom poetycki – Trzeci migdał wydany przez Wydawnictwoj. Finalistka Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania. Jej teksty znajdują się w antologii dolnośląskiej literatury Rozkład jazdy oraz w Warkoczami. Antologia nowej poezji;  We wrześniu tego roku wiersze Mirki Szychowiak, przetłumaczone na język ukraiński, znalazły się w Nielegalny prąd. Antologia wierszy wrocławskich i podwrocławskich w wyborze Jacka Bieruta. Jej teksty tłumaczone były również na język włoski, a także  angielski: w dwujęzycznej antologii Free over blood wydanej w październiku przez Off_Press i Zeszyty Poetyckie oraz w European Literature Network. W tym roku w miesięczniku „Nowaja Polsza” – ukazały się wiersze autorki tłumaczone na język rosyjski.

M. Szychowiak mieszka w Księżycach pod Wrocławiem.

 


 

Prezentowane wiersze pochodzą głównie z nowego tomiku Mirki „Trzeci migdał”.

 

Chwilowo (wizyty domowe)

Muszę wyjść z domu, chociaż na zewnątrz
duszno. Małe, wredne muszki wpadają
na człowieka, wchodzą do nosa.

Duszno, jak już wspomniałam, i ślepo
od słońca; nie mam lasu i rzeki, nawet
strumienia nie mam, ale muszę stąd
wyjść, bo się wścieknę. Będzie dobrze,
doktorze – odnajdę leśną drogę, może
znak albo kamień, rozległe pola, sarny
i jakieś robaki. Żadnego człowieka.

Nie dostrzegam w ludziach niczego ważnego,
ale to mnie chwilowo nie martwi, doktorze.
Chcę nikogo nie słyszeć, żadnych słów.
Chcę tylko odgłosów – pisków, szelestów,
bo zrobiłam się ostatnio jakaś romantyczna
i zamierzam sama przez to przejść 

 

Ćwiczenia

Zgódźmy się w końcu, że czystość to pojęcie
abstrakcyjne, bo inaczej zaczniemy się spalać
w domowym laboratorium, gdzie metodą prób
chcemy uzyskać wolną strefę i przestrzeń.

Trudno nazwać ten pomysł złotym środkiem.
Popatrz – w mieście morderców nikt normalny
nie zapyta, czemu ktoś zginął od strzału w plecy.

Ty unikasz spraw, gdzie rządzą przypadki
– ja wchodzę w nie bez pukania. Kto to przetrwa,
kto jeszcze nawywija, kto szybciej się zmęczy?

 

Odpuść

Już się przejadłam tą prawdą.
Zalega teraz we mnie, wędruje w górę,
dochodzi do ust i cofa się tchórzliwie.
Mówię sobie: nie ma, babo, widoków,
że coś się z tego wylęgnie. Lepiej odpuść.
Żyję więc pół na pół, nie stwierdzam  niczego,
nie chce mi się zgadywać ani przypuszczać.

Pora na coś bardziej ludzkiego.

  

Spokojnie, panie (wizyty domowe)

Gabryś był nawiedzony, panie doktorze. We śnie
zobaczył białego
gołębia na parapecie. Mocno naciągany
argument dla takiej duszy
szczypiaszczej
jak ja. Raj rajem, piekło piekłem,
ale jestem zainteresowana,
kto jest szefem czyśćca, bo mnie
najbardziej odpowiada ten ustrój. Republika
dla normalnych ludzi.
Mówiłam mu
: zostaw ten różaniec,
tam nie kryje się żadna odpowiedź.
Nagły apetyt
na któregoś z bogów
może zmienić się w chorobę
nieuleczalną.
Gabryś chciał mnie nawracać, doktorze.
Nauczanie początkowe życie
załatwiło mi bezpłatnie i nie dam się wkręcić
w żadne parapety. Nadrabiać braki
pod koniec życia? Niech spada.
To nie ja zobaczyłam Boga w oknie,
to nie ja zadrżałam.
Spowiadam się z cudzych grzechów
i tego się trzymajmy

 

Halo? (wizyty domowe)

Halo, ma pan psa?
Doktorze, czuję, że one nie przepadają
za wami, ale gdyby się pan postarał,
to kto wie.
Z nimi jest tak, że kocha się w całości.
Obesra, szczeka w nocy, w całym domu
sierść i kości schowane w takich skrytkach,
że dopiero smród podpowiada, gdzie są.
Ale pies to pies, a nie człowiek, i jemu
wybaczam prawie wszystkie katastrofy.
Dzwonię do pana, bo miałam zamiar
oddać swojego psa do poprawczaka.
Pomyślałam jednak, że jak się komuś
zwierzę, to nie oddam. Nie musi pan nic
mówić, nie po to dzwonię, żeby słuchać,

ale żeby mi przeszło.

 

List z ucieczki (wizyty domowe)

Wracam do nich, panie doktorze.
Deszcz już nie zacina, chmury wywiało
z wyspy. Dom bezpiecznej wiosny
dla ślimaków nie zatonie. Napiszemy
ostry list do szefa kuchni w Nantes
– niech na nic od dzisiaj nie liczy.

Skrzydlaki pilnują wyspy na zmianę;
czasem któryś narobi nam na głowę,
ale nie w takie gówno się wchodziło.

W tym podglądaniu jest jakaś
perwersja, aż kusi, żeby się wtrącić
w ich ślimaczenie, ale nie wypada.
Lepiej się pomodlić, żeby nikt nas
nie znalazł i nie wziął pod but, do ust.

 

E l  c z t e r y

Nie mogę udawać, że nic się nie stało,
że to tylko k o t. Przejechanego
prawie na śmierć łaskawie przyniósł
do domu. Twój kot uczy się ż y c i a,
powiedział, kładąc mi na kolanach
zakrwawione rude nieszczęście.

 

Bez zapowiedzi (wizyty domowe)

Znowu jestem pierwsza – to takie dziwne, wiesz?
Chciałam tylko przyjść, zaczepić kogoś, posłuchać,
o kim dzisiaj będą kłamać, o co się kłócić, przez kogo
płakać. A tutaj pusto. Zero człowieka, żadnych śladów.
Jestem pierwsza i ostatnia, za drzwiami zimna kanapa,
której nienawidzę. W niczym mi nie pomogła, nie
ułożyła mnie od nowa, a obiecałeś, że z tego wyjdę.
Ktoś kogoś oprawił w ramki i powiesił na ścianie
jak martwy pejzaż. Teraz patrz i zachoruj na mnie.
Tego ci serdecznie życzę, jebany doktorku. 

 

Jednym ruchem

Tutaj nie ma pięter, pieczęci, zaginął zbiór
odcisków, piętno stało się niewyczuwalne.

Schodzą się umorusani chłopcy z gwiazdami
szeryfa i przerażone dziewczynki z lalkami,
którym zapadły się szklane oczy.

Starość musi tutaj stać w kolejce, nie jest
przywilejem, ale nie narzeka, bo nigdzie
się nie spieszy. Siadła grzecznie i rozdaje listę
zaginionych dzieci – niemą prośbę o wsparcie.

Młodość przyszła z ciekawości, ciężko oddycha
i dodaje sobie lat. Jeszcze nie wie, że w tym
eksperymencie jest materiałem wyjściowym.

Ucinanie pamięci jednym ruchem. Zanim
cokolwiek się zacznie, z czymś na sen
wymiesza się ból i potoczy się życie we śnie.

Zostaną blizny, ale to jedyna metoda naturalna.

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2018 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.