W najnowszym numerze...

Na tle kwitnącej w Europie sztuki baroku, także Polska muzyka nie pozostawała w tyle. W siedemnastym wieku na terenach naszego kraju najważniejszym mecenasem sztuki był Kościół. Jednakże kler wyznaczał również niejako kierunki rozwoju dziedzin artystycznych, bowiem wysocy rangą duchowni, studiujący głównie we Włoszech, po powrocie do kraju, wraz z wiedzą zdobytą na rzymskich uniwersytetach, przywozili się sobą także zamiłowanie do wspaniałej sztuki twórców tamtego regionu. Tak więc w Polsce coraz częściej gościli włoscy architekci, malarze i właśnie muzycy.

Już w 1619 roku przy katedrze na Wawelu działalność rozpoczął około trzydziestoosobowy zespół wokalno-instrumentalny, składający się głównie z Włochów, mający uświetniać uroczystości kościelne i państwowe. Muzycy prowadzili również zajęcia w przykatedralnej szkole, a o jej absolwentów  zabiegano w całej Polsce. W połowie wieku podobne zespoły posiadało też Wilno, Płock, Poznań, Włocławek, Łowicz, Jasna Góra i Warszawa.

Początkowo muzyką zajmowali się głównie zakonnicy, jednakże sukcesywnie do śpiewów zaczęto dopuszczać także osoby świeckie, w tym nawet chłopów. Dla wielu z nich była to życiowa szansa na awans społeczny.

Obok śpiewów, w kościołach prężnie rozwijała się również muzyka organowa. Tworzono wiele rozmaitych form, nierzadko dalece skomplikowanych technicznie, jak na ówczesne czasy. Niestety, z powodu licznych wojen, do dziś zachowało się niewiele tabulatur będących zapisem siedemnastowiecznych kompozycji organowych.

Muzyka w tym okresie nie pozostawała jednakże zamknięta za murami kościołów i klasztorów. Jej wielkimi entuzjastami na ziemiach polskich byli również Wazowie. Wprawdzie łożyli oni na sztukę mniejsze kwoty, niż miało to miejsce w innych krajach Europy, jednakże zespół muzyczny utrzymywany przez Wazów, zaliczano do najlepszych na starym kontynencie. W zależności od potrzeb, kilkudziesięciu muzyków wykonywało muzykę świecką, użytkową lub towarzyszącą przedstawieniom scenicznym oraz religijną. Artyści ci zapewniali rodzinie królewskiej możliwość obcowania z najmodniejszym wówczas repertuarem, a ponadto zespół stanowił wzorzec wykonawczy dla innych kapel. Również  Zygmunt III Waza śpiewał oraz grywał na klawesynie w wolnych chwilach, a jego syn Władysław IV pasjonował się teatrem i operą.

Pierwszym Polakiem pełniącym obowiązki kapelmistrza był Bartłomiej Pękiel, który w nagrodę za zasługi dla muzyki polskiej, otrzymał od króla dobra pod Warszawą – tereny, na których dziś znajduje się pałac Belwederski. Pękiel cieszył się sławą wybitnego organisty. Komponował sporadycznie, głównie na potrzeby liturgii, a jego Audiatemortales (Słuchajcie śmiertelni) bywa określane mianem pierwszego polskiego oratorium.

Główną przyczyną skromnej ilości zabytków polskiej muzyki z tego okresu jest potop szwedzki. W prawdzie wojny nękały Europę bezustannie, jednakże zwykle potyczki toczyły się na obrzeżach kraju, a przynajmniej z dala od miast. Niestety skandynawscy najeźdźcy zalali właśnie centrum Rzeczpospolitej, a wycofując się, jeśli tylko pozwalały na to warunki, palili bądź wysadzali w powietrze wszelkie kościoły, zamki i pałace, a wraz z nimi wszystko, czego nie dało się zrabować i wywieźć na północ. Szacuje się, że w ten sposób w niektórych regionach całkowitemu zniszczeniu uległo ponad osiemdziesiąt procent zasobów dóbr materialnych, a wraz z nimi, niestety również tabulatury i partytury.

Koniec wieku siedemnastego to czasy saskie. August II Sas zwany Mocnym wsławił się jako orędownik sztuki niemieckiej i francuskiej, zapatrzony w dwór Króla Słońce. Tak więc za jego panowania do Rzeczpospolitej ściągnięto z zachodu wielu muzyków, mających uświetniać uroczystości, bądź umilać czas członkom rodziny królewskiej. Paradoksalnie w okresie tym w tzw. Polskiej Kapeli nie było polskich artystów.

August II w pierwszej połowie osiemnastego wieku wylansował w Europie modę na wykonywanie polonezów i mazurów. O polskich stylizacjach było na tyle głośno, że mazur trafił do oratorium Vivaldiego, opery Haendla, a polskie rytmy taneczne kilkakrotnie pojawiają się nawet w twórczości Bacha. Jednocześnie pojawiało się także na rynku europejskim wiele kompozycji „polskich”, które faktycznie z muzyką polską nie miały nic wspólnego. Dzieła te tworzona poza granicami kraju i tam wydawano, a utwory opatrzone zapisami „chorea polonica” czy „polacca” w żaden sposób nie nawiązywały do tradycji sztuki polskiej. Najbliżej naszej rodzimej muzyki znalazł się w ówczesnym czasie Georg Philipp Telemann – kapelmistrz hrabiego Promnitza. Telemann w polskich melodiach znalazł „wiele rzeczy dobrych i urozmaiconych, które mu później także w poważnych rzeczach oddały usługi” i faktycznie w niektórych jego dziełach dopatrywać się można motywów tańców polskich.

Jowita Opyd

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.