W najnowszym numerze...

Rafał Kasprzyk

Do pary Piotrowi Gajdzie daję we wrześniu Rafała Kasprzyka, debiutanta, którego pierwszy tomik ukazał się dosłownie na dniach.

To dobrze rokujące na przyszłość wiersze, dobrze rokujący autor. W poezji Kasprzyka jest nuta nostalgii i przeczucie utraty, przemijania. Jest też zasób po męsku ukrywanej czułości. Warto zwrócić uwagę na bardzo dobre, jak na autora-debiutanta, obrazowanie poetyckie i zapadające w pamięć frazy. Ja dla siebie zabieram, ot, choćby te: „Ostatnio pod ziemią zacząłem powoli oswajać wiersze,/ jak myszy, które przychodzą wygłodniałe po resztki jedzenia.” Czy „Wczoraj na moich oczach ukamienowali ciszę,/ wychłostali ją twardym ramieniem koparki.”

Zapraszam do lektury wierszy i obserwowania dalszego rozwoju poetyckiego tego autora.

Polecam!
Paweł Podlipniak

 


 

Rafał Kasprzyk – urodzony 1980 roku w Nisku. Wydał debiutancki tom wierszy Interakcje (2018). Publikował w „Sztafecie” , „Przeglądzie Rudnickim”, „Arkuszach Literackich”,  kwartalniku mniejszości polskiej na Ukrainie “Krynica”, ogólnopolskim almanachu poezji religijnej A Duch wieje – kędy chce, w almanachach poezji Spojrzenia 4 i Spojrzenia 6, a także w „Dzienniku Polskim”. Dwukrotny laureat międzynarodowej „Podróży Poetyckiej” w 2007 i 2008 r. Laureat konkursów poetyckich: „ O wawrzyn Sądecczyzny”, im. Dionizego Maliszewskiego, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej w 2012 i 2018, im. Leopolda Staffa w 2017. Nagroda Wieści Regionalnych w VII ogólnopolskim i polonijnym turnieju poetyckim Prezydenta miasta Mielca o „Srebrne pióro” w 2011 r. W 2018: I Nagroda w XXV Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „Krajobrazy słowa”, II Nagroda w VI OKP „O lubeński dzwon”, wyróżnienie w X OKP „7 grzechów głównych”, wyróżnienie w XI Konkursie Literackim „O Laur Dziewina”, wyróżnienie w XXXVIII OKP „O Laur Jabłoni” , wyróżnienie w VII OKP „ O trzos króla Eryka” , wyróżnienie w OKP „Mój list do świata”.

 


 

Źródło

Wczoraj na moich oczach ukamienowali ciszę,
wychłostali ją twardym ramieniem koparki.
Przyglądałem się jak powoli biczowali grunt
pod ukrzyżowanie kolejnych męczenników.

Zaczęli stawiać te wszystkie krzyże dróg,
ulic, wiaduktów i mostów. Milczące domy,
marzenia na szkieletach traw.

Teraz będą uprawiać życie,
orać ugór świata na głębokość
szybkich nieregularnych oddechów,

aż do spełnienia, aż do zmartwychwstania tej ciszy,
która po latach otworzy wszystkie rany.

 

Zmiana perspektywy

Ostatnio pod ziemią zacząłem powoli oswajać wiersze,
jak myszy, które przychodzą wygłodniałe po resztki jedzenia.
Jeszcze kilka dni i będą jadły mi z ręki.

Perspektywa stalowego chodnika perfekcyjnie
ogranicza przestrzeń do absolutnego minimum
i zawsze otwiera człowieka na oścież.

Wracam do domu i zmieniam perspektywę patrzenia.
Wchodzę w ustawienia komputera i wybieram nowe tło.
Obraz Ziemi z perspektywy kosmosu.

Powoli zaczynam oswajać samego siebie.

 

Cząstki elementarne

Obserwuję podwórko. Przez piksele moskitiery
wklejonej latem w kuchenne okno,
rozbieram świat za szybą na części pierwsze.

Trzy koty przybłędy właśnie ostrzą pazury
na wystających z szopy kawałkach drewna,
za płotem dzika róża trzyma mocno w garści owocu
molekuły letnich zachodów słońca.

Zastanawiam się, co powiedzieć, kiedy zadzwonisz.

Chyba tylko tyle, że przeczesuję rozczochraną
czuprynę świata zbyt ostrym grzebieniem
i sprzątam martwe już sekundy, rozsypane
w wilgotnych śladach bosych stóp na podłodze.

Jutro znów, zanim wrócisz, rozbiorę śmierć
na części pierwsze.

 

Czasem

Na podwórku sąsiada rozebrali dom.

Zostały po nim zmęczone zardzewiałe rowery,
na których wysoka trawa próbuje teraz nauczyć się jeździć,
sterta śmieci, kilka butelek po wódce,
nie do końca jeszcze rozebrany kaflowy piec,
ostatnia relikwia wypiekanego chleba
i dziura w ziemi – wielka rozpadlina ciszy,
w której kąpią się przelatujące ptaki.

Czasem, kiedy nikt nie patrzy wchodzę
w otwartą dłoń ciszy podwórka, do najdalszych jej krańców,
nad przepaść ostatniego oddechu, by zrozumieć
granice pomiędzy tym co jest, a tym co Jest.

A czasem po prostu patrzę
na otwarty po latach widok z tarasu.

 

Epilog wszechświata

Żonie

Patrzę jak dzielnie walczysz z kurzem -
drobinami ciemnej materii naszego domu.
Najpierw meble, potem podłogi i schody.

Zastanawiam się tylko, jak pokonasz powietrze.

Światło lubi bawić się najdrobniejszą strukturą rzeczywistości
ruchem jednostajnie otwartym na tajemnice.

Bo widzisz, drobiny kurzu nie są
tylko drobinami kurzu, tak jak pióra
w sypialni przy łóżku, to nie tylko pióra -
to okruchy snów, namacalne dowody wyższych wymiarów.

Dziś sprzątamy, mówisz. Uśmiecham się.
Tak jakby tajemnice można było posprzątać
jak wczorajsze okruchy chleba w kuchni.

luty 2017

 

Falstart

jak nazwać to moje ciągłe łażenie
podziemnymi korytarzami kopalni
po prawie osiem godzin dziennie
jeśli nie falstartem mojej własnej śmierci
codziennym treningiem z umierania

tam na dole wyobraźnia stwarza swoje własne światy
by potem na górze poskładać je na nowo
i już z nie wiesz co jest bardziej prawdziwe
światło gdzieś na końcu tunelu czy błękit nieba

 

Filetowanie

Wracam do domu po całodziennym łowieniu w jeziorze
jego cisza patrzy na mnie białym mięsem ryb
poukładanym równo na stole

dokładnie po kolei oddzielam wszystkie ości i kręgosłupy z głowami
koty czekają kiedy ścieram ociekający krwią stół

zastanawiam się co zrobić z naszymi ustami
które czasem próbujemy naprawiać milczeniem
jak nożem do ryb i zaczynam filetować słowa

idealnie oddzielony od szkieletu świata filet języka grzęźnie w gardle
wypełnia usta nieznanym jeszcze gatunkiem mięsa

 

Jednym ruchem

Dzisiaj zrobiłaś idealną fotografię.
Jednym płynnym ruchem samochodu na podjeździe,
udało ci się zamknąć cały kosmos -
czarny prostokąt na białym tle.

Kiedy ci o tym mówiłem, wzruszyłaś ramionami,
jakby cię to w ogóle nie obchodziło.

Wieczorem, gdy elektrownia włączyła w domu ciszę,
wszechświat znowu podchodzi pod nasz dom,
a ty, trzymając ciszę w dłoniach, kolejnym płynnym ruchem,
rysujesz go na mojej twarzy- biały prostokąt na czarnym tle.

 

Obecność II

Dziadek zawsze bardzo dużo palił,
a tydzień przed śmiercią, to nawet trzy paczki dziennie.
Pamiętam doskonale resztki płuc na dywanie,
krwawy obrys ciała , który do dziś mi towarzyszy.

Pamięć przesypuje się niewidzialną klepsydrą framugi,
każdym skrzypnięciem frontowych drzwi,
każdym kolejnym przejściem. Włazi w przestrzeń
i meszka w pęknięciach drewnianych stropowych belek.

Ostatnio zostawiła ślad. Dziurę w ścianie na korytarzu,
którą syn zrobił zupełnie niechcący, a której
nie mam odwagi naprawiać.

 

W drodze do Liverpoolu

spała obok mnie gdzieś pośrodku powietrza
podczas gdy ja kradłem kątem oka
okruchy jej snów co spadały na puste krzesło
pomiędzy nami jak bezpańskie psy

obudziłem ją chyba zbyt głośnym patrzeniem
dziwną koniunkcją naszych świadomości
przedtem jednak udało mi się złapać tę chwilę
krótką przerwę w nieskończoności zdarzeń
wprost do tego wiersza

na szczęście niczego się nie domyśliła

listopad 2017

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2018 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.