W najnowszym numerze...

...czyli słowo o Festiwalu Stolica Języka Polskiego.

Okres 31 lipca – 7 sierpnia 2016 roku to czas kiedy po raz drugi w Szczebrzeszynie odbywał się Festiwal Stolica Języka Polskiego, a wszystko pod hasłem Między przeszłością a przyszłością. Na ich stronie internetowej można przeczytać, co uczyniłam przed wyjazdem: Festiwal Stolica Języka Polskiego to wydarzenie skierowane do odbiorcy, który w poszukiwaniu kulturalnych wydarzeń na najwyższym poziomie chętnie ucieka, podczas wakacyjnych podróży, do malowniczych i kameralnych miejsc. W Szczebrzeszynie, jednym z najpiękniejszych miast Roztocza, nasi goście będą spędzać czas w towarzystwie wybitnych pisarzy, muzyków, aktorów i poetów, a nad wszystkim czuwać będzie duch Bolesława Leśmiana, patrona tegorocznej edycji imprezy. Prawda. Uciekłam żeby się zresetować kulturalnie, a pomysłodawca festiwalu chyba tego właśnie chciał. Nie musiałam daleko jechać bo mieszkam w otulinie Roztocza, więc nawet grzech by był gdybym nie pojechała uczestniczyć w czymś, co jest mi tak bardzo bliskie. Wstęp na wszystkie imprezy wolny. Kultura w plenerze, na świeżym powietrzu. Leżaki czekały na chętnych by np. z kawą latte w dłoni zanurzyć się w świat odpoczynku, relaksu, a jednak współistnienia ze szczebrzeszyńską łąką kulturalną.

Bardzo mocno i ambitnie brzmiała wizja festiwalu: Wypracowanie strategii rozwoju – łączącej tradycję, rozmaite zasoby kulturalne, przyrodnicze, historyczne oraz nowe możliwości wynikające ze współczesnych trendów promowania kultury. Ciekawe, czy taki obraz faktycznie zaistniał? Program na to wskazywał, a jaki był rzeczywisty odbiór festiwalu przez tych, którzy w nim uczestniczyli? Biorę worek i wrzucam do niego tradycję, kulturę oraz walory przyrodnicze tego terenu i… mam KRAINĘ POETÓW – tego chcieli pomysłodawcy – ale są także znani autorzy prozy, publicyści, dziennikarze, filmowcy czy inni artyści, a wśród nich np. Wiesław Myśliwski, Olga Tokarczuk, Mariusz Szczygieł, Adam Wajrak, Szczepan Twardoch, Grażyna Plebanek, Katarzyna Tubylewicz, Łukasz Orbitowski, Anna Dziewitt-Meller, Ewa Winnicka, Cezary Łazarewicz i inni. Z poezji dopatrzyłam się spotkania z poetami z Roztocza: Piotrem Linkiem i Zbigniewem Dmitrocą oraz działu KRAINA POETÓW, w którym znalazłam takie nazwiska jak: Bohdan Zadura i Marianna Kijanowska, Jakub Kornhauser i Barbara Klicka, Darek Foks i Andrzej Sosnowski, Aneta Kamińska, Aldona Kopkiewicz i Joanna Mueller. Przeglądając program dało się odczuć, że poezja „dobiegała” do całości na chwilkę, może nawet po to by posłuchać o prozie. Ten świat królował, chociaż organizatorzy starali się by codziennie dotknąć wierszy i zauważonych problemów przyklejonych do ich pleców.

Podczas mojego pobytu usłyszałam, że poezja nie jest recenzowana i nie jest promowana dlatego tomiki nie istnieją na rynkach. Justyna Sobolewska, Michał Nogaś i Agata Pieniążek mówili, że w księgarniach przeważnie możemy spotkać trzy tomiki znanych poetów, a współczesny poeta żeby został zauważony musi brać udział w konkursach. Podkreślone było, że właśnie taka sytuacja obecnie ma miejsce w Polsce i jest smutna i dziwna. Absurdem jest także to, że poeta otrzymuje wiele nagród, jest znany w Internecie ale nie ma recenzji jego książki. Nie ma na nią popytu? Tu tkwi problem. Popyt kształtuje to, co stoi na półkach w księgarni. To od nas także zależy, my możemy sprawić, że poezja zaistnieje gdy będziemy o nią pytać i przede wszystkim będziemy ją kupować. Z własnego doświadczenia dopowiem, że poezja nie istnieje w wyborach książek do przeczytania. Czytelnicy nie wypożyczają takich pozycji, to biblioteka nie zakupuje. Błędne koło ale rzeczywistość macza w tym palce, a wszystko związane jest z finansami. Nie ma wzbudzonej w nas kultury obcowania z poezją.

Na festiwalu poruszano też problem obiegu wydawanych książek i, niestety, poezja została zaklasyfikowana do drugiego obiegu. Wydawnictwa, które zajmują się wydawaniem tomików najczęściej są małe i, biorąc pod uwagę koszty, rzadko dają taką książkę do księgarni sieciowych. Promują tomik jak tylko potrafią ale pozostaje on w zamkniętym obiegu. Duże, znane wydawnictwa na swoich stronach internetowych w zakładce „Wydaj u nas” mają najczęściej zamieszczoną adnotację  „nie wydajemy poezji”. Duża kropka postawiona przed poetami, bo w szufladzie, teraz często już mobilnej, zaczyna brakować miejsca lub pamięci.

Podczas festiwalu swoje miejsce miała również KOLONIA ARTYSTÓW, czyli wystawa prac twórców związanych ze Szczebrzeszynem. Fajna nazwa. Biorąc jednak pod uwagę kolejne: KRAINA POETÓW czy MIASTO KULTUR, to zrodziło mi się stwierdzenie, że ten, kto wymyślał nazwy paneli festiwalu, uwielbia metafory dopełniaczowe. To niczym wytrych do drzwi na kulturalną imprezę, chociaż dziwne, bo drzwi są szeroko otwarte. W sumie to reklama rządzi światem, a ona lubuje się w tym środku stylistycznym i stara się pokazać, że ta metafora nie jest wyklęta i brzmi, brzmi, brzmi…

Urszula Kopeć-Zaborniak

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.