W najnowszym numerze...

×

Wiadomość

Failed loading XML...

Cała nadzieja w literaturze to główne hasło tegorocznego Festiwalu Stolica Języka Polskiego, który odbył się od 6 do 12 sierpnia w Szczebrzeszynie. W tej edycji organizatorzy postanowili zająć się literaturą jako rozmową, kontaktem człowieka z człowiekiem, sposobem porozumiewania wspólnot i społeczeństw. To fakt. Mądra idea. Dalej w festiwalowej gazetce przeczytamy: W czasach podziałów i niepokojów kultura, a w szczególności literatura jest według nas najlepszym sposobem komunikacji. Jasno sprecyzowane poglądy, konkretne deklaracje, a jak było w rzeczywistości?

Festiwal miał bogaty repertuar spotkań. Zarówno dzieci, młodzież jak i dorośli coś ciekawego dla siebie mogli znaleźć. Przyciągały same tytuły spotkań np.: A słowa się po niebie włóczą i łajdaczą – cykl spotkań poprowadzonych przez Katarzynę Kłosińską z Michałem Rusinkiem i Dorotą Masłowską, Ciekawe nogi złodzieja, Dzieci wiedzą lepiej. A dorośli?, Najlepiej w życiu ma twój kot, Redaktor potrzebny od zaraz czy Salon polityki – przyszłość Europy. Od godziny 10-tej do nocy ktoś znany zaprzątał myśli ludzi, którzy mimo przelotnych opadów, licznie przybyli na festiwal. Wstęp był bezpłatny jedynie niektóre koncerty wieczorne były biletowane. Stoiska z książkami promowały twórców, którzy przenikali otoczenie wokół nas a byli to np.: Sylwia Chutnik i Grażyna Plebanek, Dorota Masłowska, Olga Drenda, Jacek Dukaj, Jakub Żulczyk, Szczepan Twardoch, Michał Olszewski, Wiesław Myśliwski i inni. Był przewidziany także czas dla poetów w cyklu nazwanym Spotkanie z poetami – codziennie od 19.00. Planowana była obecność Jacka Podsiadło ten jednak nie przybył. Inni poeci to: Urszula Kozioł, Wojciech Bonowicz, Maciej Robert, Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Kamila Janiak, Radosław Jurczak, Andrzej Sosnowski. W pamięci zostały mi szczególnie tytuły książek Kamili Janiak, zwłaszcza jeden wywołuje uśmiech: Kto zabił bambi?

Do Szczebrzeszyna przyjechałam z Dyskusyjnym Klubem Książki działającym przy Miejskiej Bibliotece Publicznej w Cieszanowie. Czekaliśmy z ciekawością na spotkanie Pisarki boksują, czyli Sylwia Chutnik i Grażyna Plebanek w roli głównej. No tak, dużo było o sporcie bo one trenują, o ich współpracy przy pisaniu cyklu wspólnych felietonów ale nie było reakcji publiczności na „ciosy” bo… ich nie było. Raczej grzecznie. Kulturalne spotkanie, które bardzo szybko upłynęło i nic w szczególności po nim nie pozostało. Nic się nie tłucze po myślach - oprócz kolorowych włosów S. Chutnik – kto ją zna wie, że to jej wizytówka.

Całkiem inne było spotkanie z Dorotą Masłowską. Przenieśli je do sali w szkole i to był problem bo przyszło na nie dużo ludzi. Nie wszyscy weszli do środka, a tylko tam było słychać jej odpowiedzi na pytania, ale brakowało powietrza. Ludzie siedzieli na krzesłach, parapetach, wniesionych szkolnych ławkach albo na podłodze. Język jakim odpowiadała bardzo różnił się od pisarek z wcześniejszego spotkania czyli S. Chutnik i G. Plebanek. Widać było, że jest między nimi przepaść. Dorota ważyła wszystko, co powiedziała tak długo, że jej „yyyyyy” i poprawianie ręką włosów przeszło do historii spotkania. Ludzie to szybko zauważyli. Zaczęli między sobą komentować, że jaka to z niej pisarka skoro nie potrafi się płynnie wyrażać. Wyłapywali jej błędy stylistyczne, w szczególności powtórzenia danego wyrazu kilka razy pod rząd. Było mi jej żal. Chyba nawet nie zdawała sobie sprawy, co się dzieje między publicznością. Z drugiej jednak strony, tak naprawdę to jest jej styl pisania, porozumiewania się, styl blokowiska, z którego wyrosła i właśnie przez to została dostrzeżona. Uważała na to, co mówi bo media już kilka razy mocno ją „przycisnęły”, o czym także wspominała. Jest kontrowersyjna pisarką i nikt temu nie zaprzeczy. Młodziutka, ze swoim patrzeniem na świat XXI w. a z tego co mówiła, ma ciekawe i mądre spostrzeżenia, które mają wypłynąć w kolejnych książkach. To spotkanie daje do myślenia. Czy widownia miała rację w swych komentarzach, których D. Masłowska nie słyszała? Może ona już je zna bo ktoś, w innym miejscu, rzucił jej nimi w twarz? Oryginalność często boli, ale czy w tym przypadku ma poparcie? Czy musi mieć?

Dorota Masłowska miała także spotkanie autorskie z dziećmi. Hmmm… bardzo mnie ciekawi, co im mogła mówić. Jakoś mi nie pasuje do tego działania, ale mogę się mylić. Może właśnie do tego jest stworzona? Tylko do której swojej książki nawiązywała? Do obrazków Jak zostałam wiedźmą? Nie byłam na tym spotkaniu, a bardzo zastanawia.

Kolejny festiwal za rok. Organizatorzy już pewnie teraz myślą o nowych pisarzach, poetach, dziennikarzach, aktorach czy piosenkarzach, którzy mają atakować wszystkie nasze zmysły. We mnie nadal tkwi hasło Cała nadzieja w literaturze. Ono ma moc.

Urszula Kopeć-Zaborniak

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.