W najnowszym numerze...

Karol Samsel

Dziś na Salonie kolejny autor, którego przedstawiać nie trzeba - Karol Samsel. Poeta tłumaczony na wiele języków, krytyk, polonista, laureat nagród poetyckich. 

Zapraszam do lektury.

Paweł Podlipniak

 


 

Karol Samsel, ur. w 1986 roku. Doktorant Wydziału Polonistyki UW, magister filozofii w Instytucie Filozofii i Socjologii UW, prezes Warszawskiego Koła Norwidologicznego oraz Koła Literatury i Kultury Modernizmu. Doktorat poświęcił zbliżeniu twórczości Cypriana Norwida i Josepha Conrada do siebie. Poeta i krytyk literacki, autor siedmiu tomów wierszy, w tym najnowszych: Dormitoria (2011), AltissimumAbiectum (2012) i Dusze jednodniowe (2013). Na podstawie materiału korespondencyjnego Seweryna Pollaka z Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie opracował edycję Listów do Seweryna Wandy Karczewskiej. Laureat nagrody im. Władysława Broniewskiego (2010) i zdobywca statuetki im. Wandy Karczewskiej (2011). Jego wiersze zostały przełożone na języki bułgarski, serbski, czeski i słowacki. W przygotowaniu znajduje się książka krytycznoliteracka Karola Samsela, pt. Strona Anteusza.

 


 

z tomu Więdnice

 

Czechowicz rozmawia ze swoją matką

spójrz matko na usta wypełnione torfem, tej nocy je opróżnisz.
niech mówią językami wieczorów świata: to nasze Aberdeen,
nasze zbocze zdarzeń. Najdelikatniej – ząbkami grabi – rozerwałaś
balon w moim podniebieniu, nadpłynęło kargo w morzu białej

krwi – łepek jaskółki owinięty w afisz „La Belle Dame sans Merci”
z Teatru Starego. to wiosna tępicieli – piszemy nadal listy z prośbą
o ratunek, tytułujemy: żuk na bransoletce. Lublin naszych ciał:
skrzydła tomahawku i kija wędrowca – opowieść o obrożach

pozmienianych w igły babiego lata. dojrzeliśmy matko,
zjawiamy się więc nago na drodze do Piask, chusty spadają
do samych stóp, ostatni lot koloru: nośny, nieustawny –
– wielka unia domów stawianych w zimnym państwie.

eksplozja w kolebce.

12.05.2012

 

Z Lascaux

 

1

boga, którego istnienie wykazałeś, pawle
florenski, wyobrażałem sobie niemal
od początku. przyjaciół zapewniałem,
że nie był substancją, lecz migdałem

 

2

jednego wylewu, kto wie – może wrostką
w rzeźbniku albo tangiem na akropolu?
teraz jednak powiedz jasno: który z nas,
pawle, mógłby być śpiewem, śpiewem

 

3

z lascaux? wszyscyśmy kolędką, kolędką
rozrodu dosuniętą do pieśni o narodzeniu
pańskim. żaden z nas widunem ani żaden
słowikiem, miękką wełną życia. dlatego

 

4

umrę, pawle: mój gnój po świętym gaju
żuraw rozniesie jak brunatną mąkę.

Charleville Lios na Ri, 3.01.2013

 

Witkacy mówi do swojego ojca

marmur i sperma, ojcze. czy pojąłeś już, jak jedno złączyło się z drugim?
z uczuciem jakiego – niewypowiedzianego przecież – ucisku wniknęły
w siebie plecy mężczyzny i grzbiet delfina? upał przemienienia,
powiadam ci, a ty uwierz mi na słowo: moje oko obrosło naskórkiem,

by jak to Joba – nie widzieć nieszczęścia. o szkaradne, szkaradne.
zająłbyś wieś i tak zgwałciłbyś kobietę, wybijając jej miednicę.
zadenuncjowałbyś i tak kastrowałbyś szpiega znalezionego
w domu. ale zrobić to ze mną, przeklęty Kronosie, idioto

z Jeruzalem? pleść księżycowy alarm i wbijać w moją dłoń
gwóźdź zakopiańskiej różdżki? oszalałeś do cna? chciałeś
coś zlepić, widząc śnieg i białko trące o siebie? zapewne
tak, ku mojej trwodze tak – góra z moich ust wybiegła

więc do ciebie – mała armatka drżąca na wietrze,
trzcina cukrowa i kulka z podbrzusza. spe salvi,
spe salvi – jęczała oczekując, łasząc się do rąk.

10.05.2013

 

Łodzie

To nie czas, by mówić. Staję się
łzą Hölderlina. Nie powiem więc
tobie: moje stopy, mój kark, moje
jądra; nie zagrożę ci już gawędą

o czerwonym pyle. Nie w ten sam
sposób, nie w tej samej muzyce
mięso jest mięsem, a symbol
jest symbolem.

Prawo miłości?

Odwiązałem dziś łodzie,
żadna nie odpłynęła.

22.03.2013

 

Więdnice

Boże mojego serca, już mnie nie wysłuchasz
tak, jak nie wysłuchałeś młodego Jalu Kurka
masturbującego się w łazience „Berensy”
w dniu pierwszego wieczoru autorskiego.

Nadejdą wielka pauza i małe ciało
Kazimiery Iłłakowiczówny – rozdarte
gamą na dwie więdnice, wbite na pal
suchej energii. Aleksander Gierymski

zabije żonę, a po niej syna, odkroi oko
od harmonii chleba. Boże mojego serca,
to serce oszalało. Pomyliłem je z horlą
i zniosłem z żywej łodzi.

16.03.2013

 

Piastun

Jakże mam cię przywitać, dziewczyno zabita w ogródku jordanowskim?
Ekran mojego domu spłonął, a dżet kamery odszedł, by sławić mowę
dawnych założycieli. Jak wypowiedzieć sok ciała, który nie upodobnił się

do maku, gałęzi ani do czarnej rosy? Wyjawcie mi to, jeżeli tylko potraficie,
proszę: jak przemienić się w skaner badający dojrzewającą anagennę, jak
u progu epoki wyrazić nie w pełni czytelną naturę lasów i terminali? A ja –

– śpiewający pieśni nosicieli głów, owoc biały i chłodny, smętny, błękitny
piastun dziwek i łzy – czym właściwie się stanę? Młody Hesse spada w gaj
trzaskających głosów. W ziemię uderza dłonią jak mięsem fajerwerku.

Dorasta do włóczni.

25.06.2013

 

Teresa Tarwid

Raport sanitariusza. Umarła, czytając Dziewczęta
Gojawiczyńskiej. Ach, ciało głupie jak liść kapusty
albo serce w bębnie. Małych konstelacji nie ma,
nie ma wiar ani zapewnień. To poezja śmierci:

ptak, kamień i polip śpią na jednym brzegu.
Trwa zatem wielka cisza – łączymy co dzień
domy, jednoczymy światy hotelu i stepu.
Nowe prawo chleba? Odchody, zapomnienie.

14.04.2013

 

Metolla

Katarzynie Tchórz

Biegnę do Ciebie, mój Boże – biegnę ja, Lizawieta Ławronna,
rozrosła jak jesion i drżąca jak lustro wody w oparzelniku.
Ach hajla, metolla: kość kuny przebija gipsowy stanik,
krem staje się krwią, kieł zrywa pień śliwy.

Zagmatwałeś to wszystko, mądry Adonai. Jest,
dajmy na to, lipcowy świt. Znajduję pod halką
parskający kamień. Ach hajla, metolla, halesja,
tenera: więc spałam w pysku stepu i nigdzie

domu słodkiego żalu? Biegnę więc do Ciebie,
mój Gospodarzu, rozrosła jak tucznik i drżąca
jak wieniec. Padający buhaj, wrzask kawaleryjski:
hajla, metolla. Dziewczynka wyszyta na przodzie

chorągwi.

8.06.2013

 

Pogrzeb w Alpach

Odeszli. Pochłonęło ich rozcięte łono wahadła – żar. „Żar”
Maraia. Piasek perspektywy rzucany na węgiel. Byli zrozpaczeni
i sponiewierani: pod ich kurze nogi wylano butlę wody ognistej.

Prażenie, musowanie – przemiany śluzu w śnieg, dostawy srebra.
Krystalizacja. Zabrakło mnie, Panie, w rzeczach najmniejszych –
– w tych, w których jak w czaszce albo w miednicy mógłbym

umyć twarz. W domu, w chlebie, w łóżku. Dopominałem się
o nie – ja, kamień bijący w herb, wiosenny wytrysk na tarczy
Achillesa. Lecz to pogrzeb w Alpach:

złota elegia w drewnianych łapach ody.
Podziemna aria w jajowodach łąk.

25.05.2013

 

Birnam Wood

panie mój, wyobraziłem sobie śmierć
w wilgotnej daczy elegii i przeraziłem się.
tylko tyle ma z nas pozostać? banderola
new yorkera, którą owiniemy rękę
aleksandra sołżenicyna? mątwa, którą
przyłożymy do ust walta whitmana?

zasługiwaliśmy na dużo więcej. spójrz,
ilu opowiedziało się za nami: tę sylabę
utrwaliła głagolica, tamtą recytowało
himmelkomando – jeden oktostych
żydowską radością, drugi irańskim
pojednaniem, trzeci sercem gawędy,

włosami naszej mowy, przybojem rytmu.
o panie mój, o prątku utopii, rosyjska
orchideo – wyobraziłem sobie śmierć
w starej wozowni poematu i nie mogłem
uwierzyć: ten koniec przyniosły nam
rzeki początku? ten znak stylusem?

7-8.02.2013

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.