W najnowszym numerze...

Janusz Taranienko - przeszłości

Lektura przeszłości Janusza Taranienko dla mnie samej była pewną podróżą w czasie, choć w zupełnie innym sensie, niż ten, który ukrywa się pod tytułem. Przenieśmy się więc najpierw do tej mojej przeszłości. Jest czerwiec roku 2011. Kilka miesięcy wcześniej, jeszcze jako uczennica liceum (klasa maturalna), po raz pierwszy wysłałam swoje wiersze na ogólnopolski konkurs poetycki („O srebrne piórko MDK” organizowany przez Młodzieżowy Dom Kultury w Białymstoku). Niespodzianka – wyróżnienie, pojechałam na I Ogólnopolskie Seminarium Poetyckie „Obecność”, mój tekst po raz pierwszy znalazł się w książce, dostałam pierwsze pieniądze za stworzoną poezję (choć to dość szumne określenie na moją ówczesną twórczość), po raz pierwszy uczestniczyłam w warsztatach literackich, które dały mi niezłego kopa i tak naprawdę były początkiem mojego pisania, bo nauczyły mnie wielu podstawowych kwestii. I teraz historia zatacza dziwne koło: recenzuję książkę ówczesnego jurora, co – przyznam szczerze – nie jest wcale takie łatwe. Dodajmy do tego jeszcze fakt, że w jury zasiadała także Teresa Radziewicz, która w 2014 roku wydała swój tom rzeczy pospolite w Salonie Literackim. I to właśnie ci państwo, wespół z Wiesławem Szymańskim (notabene już nieżyjącym, a upamiętnionym w książce Taranienki), udzielili mi pierwszych porad związanych z pisaniem wierszy. Kilka lat później trzymam w rękach przeszłości i życie obraca się o sto osiemdziesiąt stopni, role nagle się zmieniają, porządek zostaje wywrócony do góry nogami.

Moja podróż do przeszłości to jedno, a drugie to podróż, którą odbył autor, a wespół z nim odbędą i czytelnicy. Koncepcja książki jest bardzo klarowna, język niezwykle przystępny. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że wszystko tu krąży wokół śmierci, od tytułu i motta aż po ostatnie słowa ostatniego wiersza. Nie ma tu zbyt wielu gier językowych, brak eksperymentów z formą, obrazowanie bywa niekiedy dość naiwne, metaforyka toporna, zdarzają się banały. Czasem w samym środku utworu pojawiają się nagle rymy, które niczego nie organizują, a raczej wprowadzają zamęt lub nawet nieplanowaną śmieszność (wyruszyłem z wami, z zamkniętymi na wieki wiekami, / przed najwyższe oblicze by zapalić znicze, / w jedyne światło, gdzie żywym niełatwo). Ale! To wszystko jest elementem marginalnym i tak naprawdę nieistotnym w całości. Ten tom jest przede wszystkim do samego szpiku, do tego, co za Borgesem moglibyśmy określić jako „rdzeń rdzenia”, prawdziwy. Prawdziwość zwierzeń autora przekłada się na autentyczność czytelniczych doznań. Nie ma tu miejsca na oszustwo i kluczenie w poszukiwaniu sensu, stąd zabawy słowem byłyby całkowicie niewłaściwe. Co nie znaczy, że nie pojawiają się gry tekstowe. W ramach smaczku mogę przywołać choćby niezwykle rzadko stosowany, a ciekawy chwyt: Taranienko nawiązuje w bezowocne: doprawdy do z głowy czyli polemika / z więcej wczoraj niż jutro, cytując fragment drugiego z wierszy, wchodząc z nim w polemikę właśnie.

Wszystko, co napisałam do tej pory, zaledwie krążyło dookoła przeszłości. Meritum tej książki to zanurzanie się w tym, czego (kogo) już nie ma. Wyprawy te mają charakter bardzo osobisty, wiążą się z osobami najbliższymi poecie. Ale odbywane podróże są także konfrontowaniem się ze swoją wcześniejszą wersją i z tym, co samemu kiedyś się napisało. Wiersze są nierzadko pomostem nie tylko na przestrzeni dni czy miesięcy, ale nawet lat. Wobec konieczności mijania muszą pojawić się rozważania eschatologiczne, ale nie ma nie jasnych i raz na zawsze ustalonych odpowiedzi. Zdumiewająca jest powtarzalność zdarzeń i historii, ale nie jednostkowych istnień, choć podmiot czasem widzi w sobie własnego ojca. U Taranienki cały świat obraca się wokół człowieka, to on zawsze jest osią, wokół której krążą także przedmioty czy natura, zatem przestrzeń ludzka jest jedyną przestrzenią, po jakiej porusza się podmiot (nie ściany przecież czynią dom / nie krzak agrestu ani nie przedmioty // więc podróżuję wśród domów niezdarnie). Wobec niezbywalnego faktu śmierci jedyne, co może zrobić, to powrócić do tego, co minione, sam sobie odpowiedzieć na niezadane pytania, prowadzić dyskusje, w których jako jedyny zabierze głos, bo nadzieja, jaka towarzyszy choćby Józefowi Baranowi (być może powrócimy tam do rozmów / które przerwaliśmy tu / w najważniejszym miejscu), Januszowi Taranience nie wystarczy. Hipotetyczność pośmiertnej egzystencji jest zbyt mała, by móc na nią postawić wszystko, więc ucieczki w przeszłość są nieuniknione, tym bardziej, że nadchodzi także poczucie własnego kresu, obawa o to, czy nie za późno już na miłość / czy nie za późno już na życie.

Choć tych śmierci i przeszłości pełno w książce białostockiego poety, nie jest to zbiór trenów ani zapis koniecznych w życiu każdego cierpień. Powaga całości nie sprawia, że nie ma tu miejsca na dystans czy humor. Pamiętanie i przeżywanie wciąż na nowo nie jest szkodliwym rozpamiętywaniem. Skupienie na drobnych rzeczach, błahych zdarzeniach, nieistotnych z pozoru szczegółach daje poczucie czułości i bliskości, jaka musiała być udziałem autora i osób, którym dedykowane jest gros wierszy. To sprawia, że czytelnik wkracza w przestrzeń o dużych znamionach prywatności, ale nie czuje się tam intruzem. Doznania podmiotu są głęboko ludzkie, w przeszłości można czuć się jak we własnej głowie.

Janusz Taranienko swoją książką nie dokona rewolucji, ale też nie o to tutaj chodzi. Najtrudniej jest pisać o rzeczach naprawdę ważnych i bardzo osobistych, a na dodatek robić to dobrze. Autor porusza podstawowe kwestie ludzkiej egzystencji, które pozostają niezmienne, o których napisano już nadto i więcej, a jednak wciąż nie dość, by się z nimi oswoić. Dlaczego w tytule tej recenzji obok przeszłości znalazła się przyszłość? Bo śmierć jest w obu perspektywach. Namysł nad odejściem bliskich jest patrzeniem w przyszłość autora, mnie i Ciebie. Jednak patrząc w przepaść, można – wzorem Taranienki – mrugnąć do niej okiem.

Anna Mochalska

 

Autor: Janusz Taranienko
Tytuł: przeszłości
Wydawca: Instytut Filologii Polskiej Uniwersytetu w Białymstoku, Stowarzyszenie Schola Humana, Białostocka kolekcja filologiczna nr 2, Białystok 2015
ISBN: 978-83-86064-22-9 oraz 978-83-943277-0-5
ISSN: 2450-1913

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.