W najnowszym numerze...

W każdym domu jest pudełko, album lub sterta kopert ze zdjęciami. Skarby te, otwierane z pietyzmem kilka razy do roku, na ogół leżą na półkach zapomniane i przykryte grubą warstwą kurzu. Kiedy jednak już się je otwiera, w pamięci nagle ożywają nie tylko wspomnienia – to bowiem może się zdarzyć przy każdej okazji – ale też historie dotyczące tych członków rodziny, których nawet nie zdążyło się poznać, historie przekazywane od pokoleń, niekiedy bliżej powiązane z teraźniejszością, niż można by przypuszczać.

Podobne uczucia budzą wiersze Anny Baśnik zawarte w tomie „Slajdy”. Na pierwszy rzut oka jest to kolejny zbiór bardziej lub mniej autobiograficznych tekstów, rodzaj ubranej w wiersze kroniki rodzinnej, niezrozumiałej dla osób spoza „kręgu wtajemniczonych”. Takie teksty jednak, choć niewątpliwie mogłyby mieć wartość literacką, same w sobie byłyby zbyt hermetyczne. Tutaj tymczasem, pod pozorem snucia kolejnych historii, ujawniają się coraz to nowe treści, powrót do historii nie tylko jednej rodziny. Chociaż przekazywane historie połączone są z konkretnymi osobami czy miejscami, tak naprawdę każdy może w nich odnaleźć cząstkę tego, co jego właśni rodzice czy dziadkowie opowiadali mu przy okazji oglądania starych zdjęć czy pamiątek. „Pamiętamy slajdami postrzępionymi / malowniczo i rozrzuconymi w czasie” – pisze Anna Baśnik w wierszu „Slajdy”. Istotą tego zbioru zdaje się być głównie to „rozrzucenie w czasie”. Przeszłość miesza się tutaj z teraźniejszością. Obie te przestrzenie czasowe mają swoje dobre i złe chwile. Tak naprawdę autorka nie mówi czytelnikowi, że kiedyś było lepiej czy gorzej, nie umoralnia go, nie wskazuje, które czasy były lepsze do życia. Przeszłość to dzieci, które wychodząc z domu po kawę zbożową mogły już nie wrócić, ale też babcia trzepiąca poduchy i śpiewająca godzinki. Tak jak teraźniejszość to nie tylko mocno świecące słońce w czasie wakacyjnych rejsów, ale też samotna filiżanka herbaty, „choć kupiłam przezornie dwie. by zaczarować los (…)”.

Kiedy zobaczyłam tytuł: „Slajdy”, skojarzył mi się on z prezentacjami multimedialnymi, w których jedno krótkie hasło czy rycina stają się punktem odniesienia do dłuższego wywodu. Tak jest i tutaj – historia rodziny to tylko wstęp, po którym następują dalsze treści. Wiersze uzmysławiają czytelnikowi, że tak naprawdę zawsze są jakieś wybory, które trzeba podjąć, jacyś ludzie, których się kocha, że zmienia się otoczka czasowa, ale nie to, co naprawdę jest ważne. Wspomnienie babci miesza się tu z nieuchronnymi przemyśleniami, że „czas siwieje na naszych włosach”. Babcia Rozalia we wspomnieniach osoby mówiącej miała już swoje lata i włosy jak piórka, jednak ten zapamiętany wizerunek jest tylko wstępem do opowieści, że „była odważna. w młodości jeździła na saksy”, miała sześcioro dzieci i wierzyła w niektóre przesądy.

Cały zbiór nosi, mimo wszystko, znamię pewnego sentymentu do czasów, które już minęły. Już może nawet nie chodzi o przeszłość jako taką, tą z młodości dziadków czy wujków, ale choćby o czasy dzieciństwa, kiedy „wystarczyło niewiele. chleb polać śmietaną. posypać cukrem.” I chociaż w tym wszystkim jest świadomość, że niektóre dzieci nie mają prawdziwych świąt, a maskotki dziecięce niekiedy znają więcej tajemnic, niż powinny, to jest także pamięć o spokoju przydrożnych kapliczek i wieczornym szczekaniu psów przy bramach. Kiedy czyta się te wiersze, widać obrazy rodem z pocztówek i pierwszych wakacyjnych wspomnień. Kobiety w chustkach na głowach, zapalane w noc Kupały ognie i płynące wodą wianki. A w tym wszystkim świadomość, że „są gdzieś ogrody spokojne. słoneczniki u bram.” Gdzieś – ale niekoniecznie w tym miejscu i czasie. Wspomnienia mogą mieć piękne kolory, można za nimi tęsknić, jednak po pewnym czasie przestają być stuprocentowo realne, stając się kolejnymi obrazami, niekiedy niepowiązanymi ze sobą. Tymczasem wciąż trzeba się zastanawiać, „czy dalej przymykać oczy (…) ze skrawków trzeźwości/ zszywać codzienność”. Tak naprawdę bowiem nie ma lepszych i gorszych czasów, są właśnie jedynie slajdy, kolaż bieli i czerni, pomiędzy którymi jednak wciąż jeszcze znajduje się miejsce na setki innych barw – jeśli tylko ktoś umie poświęcić wystarczająco wiele uwagi, by je znaleźć. 

Słuchając historii rodziny z czasów wojennych czy nawet wcześniejszych, widzimy je jak gdyby zanurzone w sepii. Przed naszymi oczami majaczą postacie bez twarzy, miejsca, w których nigdy nie byliśmy i daty, których nie upatrzy się w podręcznikach do historii. Trudno jest wciągnąć się w coś, czego ta naprawdę nie rozumiemy. Zupełnie inaczej jest z tomem „Slajdy”. Autorka ze szczególną wrażliwością wyłapuje te elementy, które wydają jej się istotne do nakreślenia pełnego obrazu rzeczywistości. To właśnie dlatego osoby, które nam przedstawia, choć wciąż pozostają duchami z przeszłości, mają własne rysy twarzy, własne głosy, którymi zdają się mówić. Chociaż autorka przytacza swoje wspomnienia związane z babcią Wiktorią, pozwala jej samej mówić: „najbardziej boję się – kiedy trzeba uciekać jak się stoi/ a krzyczą ogień.” W tym momencie babcia przestaje być jedynie obcą osobą, a staje się kobietą, która ma świadomość, że czasami dziecko można ocalić jedynie wyrzucając je przez okno razem z resztą pakunków. Tak samo jak o wiele łatwiej jest wyobrazić sobie stryjka, który lubi kobiety i alkohol, wciąż tęskniącego za dalszą podróżą, niż jego ugrzecznioną wersję, jaką zapewne na ogół sprzedaje się słuchaczom w czasie rodzinnych pogawędek.

Doskonałym uzupełnieniem tego nieco nostalgicznego zbioru wierszy są ilustracje wykonane przez syna autorki, Pawła Baśnika. Ze starych, zniszczonych fotografii wyłaniają się kolejne zarysy osób, które już dawno odeszły lub zmieniły się. Są to obrazy, którym trzeba się przyjrzeć, żeby dostrzec wyraźnie, co przedstawiają, dopiero po chwili twarze nabierają wyraźnych rysów, a zza pęknięć papieru zaczynają być widoczne sylwetki budynków czy drzew. Tak samo, jak z wierszami zawartymi w tym zbiorze, dopiero z pojedynczych fragmentów uzyskuje się całość pozornie zapomnianego obrazu. Nie ma tu nadmiaru kolorów, detali, które zamiast upiększać, zaburzałyby odbiór całości. Obrazy te – o prostej kolorystyce i nieprzesadzone pod względem wykonania – doskonale komponują się z opowieściami, które snuje autorka w swoich wierszach.

Wiele jest historii rodzinnych i jeszcze więcej zdjęć. Zbiór „Slajdy” Anny Baśnik to też rodzaj kroniki. Tutaj jednak, w przeciwieństwie do innych tego typu publikacji, za fasadą pięknych słów i obrazów można rzeczywiście zobaczyć prawdziwych ludzi, miejsca czy rozterki, które towarzyszą nam na co dzień. Czytając te wiersze można naprawdę w nie uwierzyć, podobnie jak w to, że przeszłość, nawet ta pozornie dawno zapomniana, naprawdę jest częścią także i obecnego życia. I już choćby dlatego warto jest zapoznać się z tym zbiorem. Ostatecznie – rzadko można spotkać się z duchami, a jeszcze rzadziej – usłyszeć od nich tak wiele ciekawych historii.

Anita Katarzyna Wiśniewska

 

Autor: Anna Baśnik
Tytuł: Slajdy
Wydawnictwo: Stowarzyszenie Promocji Sztuki „Łyżka Mleka”, Kalisz 2014
Książka z serii: Biblioteka Łyżki Mleka, tom 1
ISBN: 978-83-937024-0-4

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.