W najnowszym numerze...

Kacper Płusa - wiersze na żółtym papierze

Druga książka Kacpra Płusy wiersze na żółtym papierze składa się właśnie z wierszy na żółtym papierze, w sensie dosłownym i metaforycznym. Dosłownym – bo zbiór jest skomponowaną artystycznie całością, w której nie ma miejsca na przypadkowość elementów. Stąd świetnie komentujące teksty grafiki Krzysztofa Schodowskiego, bardzo dobrze współgrająca z literą kreska i rzeczywiście żółte zabarwienie stron. Metaforycznym – bo to poezja szalona, zarażająca chorobą, rozedrgana. I choć będzie to pewnym – choć niewielkim – nadużyciem, można powiedzieć, że wiersze na żółtym papierze są spodziewaną i w jakiś sposób zapowiedzianą kontynuacją ze skraju i ze światła, bowiem w debiutanckim tomie Płusy pojawiają się takie zdania: (…) Świszczą na przegubie ręki pierwotnymi akcentami w nadziei, że pojawi się ktoś obłąkany (…)., Wiem, że muszę zejść te parę stopni po schodach i drabinie bytów. Przyznaję – to frazy wyrwane z kontekstu, ale idealnie odpowiadają temu, o czym traktuje najnowsza poezja młodego autora. Zejdźmy razem z nim te parę stopni, by zbadać silną siatkę powiązań między tym, co było, a tym, co jest.

Płusa obrał pewną drogę i konsekwentnie nią podąża. Jego poetyka zasadniczo się nie zmieniła, oscyluje wokół podobnych aspektów. Jednak inny jest kąt widzenia (patrzenia) i zasób doświadczeń. Droga poety nie ma charakteru linearnego; to podróż w głąb (dośrodkowa), co powoduje zawężenie widzenia, ale jednocześnie dzięki temu zamiast panoramy na plan pierwszy wysuwa się szczegół. Pojawił się ktoś obłąkany, kto jest zdolny zejść głębiej, być niżej (a więc bliżej tego, co przyziemne). Cała część pierwsza to historia choroby, która toczy się za siedmioma synapsami, za siedmioma neuronami, a więc w głębi podmiotu, stając się czymś niezwykle prywatnym. Wciąż istnieje przestrzeń miejska, publiczna, ale często jest przestrzenią obcą, opresyjną. Płusa mówi: odkryłem dla siebie klaustrofobię i rzeczywiście jego teksty anektują mniejsze obszary. To, co w ze skraju i ze światła było tylko drobnym motywem, tu zostaje rozbudowane. Wcześniej przechadzaliśmy się po poetyckim krajobrazie, teraz autor wybiera z niego te elementy, które wydają mu się najważniejsze i patrzy na nie z bliska. W debiucie było trochę bluesa i jazzu, wspomniany został John Coltrane. W najnowszej książce tej muzyki jest więcej: mamy m.in. cały ten jazz i list do tadeusza nalepy. W pierwszym tomie już w drugim wierszu spotkaliśmy Arthura Rimbauda, zaś w drugim poświęcony mu jest ostatni utwór – list do arthura rimbauda. Tych zależności jest więcej, jednak wypadałoby bliżej przyjrzeć się wierszom na żółtym papierze, bo to im poświęcony ma być niniejszy tekst.

Najnowszy tom Płusy jest niezwykle sensualny i choć pojawiają się wątki metafizyczne, to powiedziałabym, że całość nastawiona jest na ciało, staje się ono punktem centralnym, bowiem choć choroba dotyczy psychiki (wnętrza), jednak doświadcza jej przecież zewnętrze, to ono czuje, że napięcie buduje się elektrowstrząsami, to ono musi z siebie zrzucić wszystkie doznania związane z pobytem w szpitalu (podobno komórki człowieka wymieniają się co cztery lata. / ze szpitalnych włosów i skóry, ze szpitalnej piżamy / wyleczę się w roku mundialu.). Nawet jeśli pojawia się kwestia tak elementarna religijnie jak grzech pierworodny, jego skutki leczy się także poprzez ciało (dziś naginam twoje biodra jak gałęzie. zabliźniam dreszczem zadane przez stwórcę cięcie.). Już wiersz sodoma poprzedzający trzy zwarte części składające się na tom zapowiada ten swoisty „zwrot cielesny” (ujmuję go w cudzysłowie, bo niemożliwe jest ustalenie w tekście recenzji związku „zwrotu cielesnego” Płusy ze zjawiskiem zwrotu cielesnego w kulturze): gdzie nie ma kościołów zwierzęta złożone z sierści i piór udają dzwon. Leszek Żuliński w swojej recenzji słusznie pisze, że w najnowszym tomie Płusy znalazło się (…) miejsce na erotyzm, ja jednak zaryzykowałabym twierdzenie, że ten erotyzm jest jedną z najważniejszych osi konstrukcyjnych. Doświadczenie ciała musiało także przynieść namysł nad sferą erotyki, znacznie bardziej rozbudowany niż w ze skraju i ze światła. Niemalże cała druga część – wiek klęski – poświęcona jest temu zagadnieniu, przed oczyma czytelnika przechodzi cała plejada kobiet. Także w części trzeciej pojawiają się dwa listy kierowane do przedstawicielek płci przeciwnej, z których zwłaszcza jeden – list do fridy kahlo – ma charakter bardzo intymny i erotyczny. Widzę u Płusy jakąś głęboką tęsknotę za kobietą, a raczej za kobiecym ciałem, bo to jedyny element rzeczywistości, którego można tak głęboko doświadczyć. Kobieta to oprawione w ludzką skórę mięso, ale jest w tym raczej tkliwość, a nie potępienie, choć postaci żeńskie traktuje podmiot niejednoznacznie. W wieku klęski pozostaje nam pocieszenie w postaci obcego ciała, które chociaż na moment staje się bliskie.

Parafrazując nieco Poświatowską – z tęsknoty pisze się także listy. Niemal wszystkie wiersze z ostatniej części – epistolarium – poświęcone są zmarłym artystom. Pisanie jest jedyną formą kontaktu, namiastką dialogu, świadectwem porozumienia. Poezja Płusy klasycznie oscyluje między miłością i śmiercią. Eros i Tanatos to dwa ramiona, między którymi rozpięte jest słowo. Słowo, które jest koniecznością, świadectwem bólu; niepisanie (…) usprawiedliwia tylko śmierć autora, pisanie jedynie szaleństwo. Oba ramiona mają w sobie magnetyzm, są siłą, której nie sposób się oprzeć. A ponieważ lekarze zabraniają (…) pokuty. / rozlania ofiarnej krwi na torach kolejowych, jedyne, co można zrobić, to żebrać na rozdrożach (…) z pragnienia pieszczoty.

Tekst wieńczący wiersze na żółtym papierze zdaje się także wieńczyć jakiś etap twórczości Płusy. A przynajmniej tak można podejrzewać. W liście do arthura rimbauda padają znamienne słowa: jedziemy w stronę przeciwną do światła. odjeżdżamy daleko stąd. / odjazd! odjazd! odjazd! Nie wiem, gdzie odjeżdżamy razem z autorem, ale czekam na kolejną podróż, jeszcze dalej do wnętrza człowieka, bo czyż nie jest tak, jak sugeruje Andrzej Onchimowicz, że wszyscy czujemy podobnie i tylko nie chcemy się do tego przyznać? Kacper Płusa zagarnia dla nas wewnętrzne obszary, których się boimy i to jest największa siła jego poezji.

Anna Mochalska

 

Autor: Kacper Płusa
Tytuł: wiersze na żółtym papierze
Wydawnictwo: Miejska Biblioteka Publiczna im. C. K. Norwida w Świdnicy, Świdnica 2015; Nagroda Główna w VIII Ogólnopolskim Konkursie na Autorską Książkę Literacką – Świdnica 2015
ISBN: 978-83-938243-1-1

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.