W najnowszym numerze...

×

Ostrzeżenie

JFile::read: Nie można otworzyć pliku: http://spacery.salonliteracki.pl/wydarzenia/feed/.
×

Wiadomość

Failed loading XML...
Michał Pranke - b

Do imprezy trzeba się przygotować. Ubrać, odsłaniając to, co ma być odsłonięte i zasłaniając to, co ma być zasłonięte. Wybrać odpowiednią muzykę, podłączyć sprzęt. Zadbać o pokarm dla ciała (before) i duszy (after). Do imprezy nie trzeba się przygotowywać. Iść na żywioł. Przyjść późno lub później. Poznać znajomych w trakcie, w ciągu. Najważniejszy jest blichtr. Blichtr trwa. Do blichtru niedaleko Michałowi Pranke w jego debiutanckim tomiku b (Nagroda Specjalna XX edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina). Tyle, że Pranke jest świetny, naprawdę świetny. W czym?

Na pewno w neolingwistycznym wykorzystywaniu możliwości języka, w podchodzeniu do niego w taki sposób, w jaki didżej traktuje muzykę (okładka książki współgra z jej zawartością, choć może sugerować i didżejkę, i płytę gramofonową) – jako do narzędzia, które ma wywołać określony, z góry założony efekt (nie ma tu miejsca na przypadkowość, nawet zgrzyty mają swoją funkcję), będąc jednocześnie dla homo ludens elementem zabawy, zapomnienia, odkrywania siebie. Stąd wiele zabiegów fonetycznych, powtórzeń, stąd obracanie języka, wywracanie go na drugą stronę, by pokazać, jakim podlega regułom i jak je rozluźnić, żonglować nimi. Pranke w swoim didżejowaniu chce być swobodny, choć jednocześnie jest niezwykle uporządkowany, wręcz pedantyczny. Widać, że nad swoimi tekstami długo i skrupulatnie pracował – zarówno jeśli chodzi o pojedyncze teksty jak i redakcję całego tomiku. Wymiar formalny nie przytłacza jednak treści, lecz jest z nią nierozerwalnie związany. Szczególnie istotna wydaje się u tego młodego toruńskiego poety figura koła – „(…) a my: wywracamy ramionami wielkie koła,/ ciężkie jak ręcznik – biorąc sobie okolicę zdarzeń od osi obrotowych” (Kto?) – połączona ze znaczeniem paradoksów w filozofii (nawiązanie do Eubulidesa z Miletu) oraz z rolą koła i punktu w matematyce (geometria Euklidesa z Aleksandrii) – „(…) punkt to jest to, czego się już nie da/ podzielić na części. Mniejsza o wyższą matematykę” (Chrzęst). O Euklidesie Pranke wspominał w ankiecie Biura Literackiego przygotowanej dla uczestników Połowu (2013)[1]. Przy całym swoim giętko-twardym podejściu do języka są więc dla niego ważne „proste fakty, proste wnioski” wynikające ze złożonych często procesów myślowych. Dlatego też można mu wybaczyć miejsca nieco mętne czy może po prostu zwodzące czytelnika na manowce, wymagające od niego stałej czujności, intelektualnego zaangażowania.

Jest Pranke świetny także w tworzeniu lirycznej atmosfery. Neony, sen, miasto, intymność (życie wewnątrz) przeplatana z funkcjonowaniem w społeczeństwie (życie na zewnątrz), przenikanie się kiczu i błazenady z tematami poważnymi takimi jak śmierć (np. w Odczycie dźwięku oraz w wierszu Drobiazg, drzazga, tętno) czy miłość. Do tego perspektywa kosmiczna (w tym nadawanie jej codziennym sytuacjom, np. wizytom w sklepie – wiersz Imperium kontratakuje), cykliczność istnienia (utwór Bardzo Wielki Wybuch, aluzje do filmów z serii Gwiezdne wojny). Czerpanie z kultury popularnej jak w trzecim utworze z mini-cyklu Zarzewie, czyli w 3. Dance, dance, dance to the radio (piosenka Radio Hello zespołu Enej) – „Dzień dobry, nie mam nic do powiedzenia, tak gada mi radio,/ tak radio gada mi. Dzień dobry. I załóż na siebie radio-podsłuch,/ powiedziałem do ciebie, kiedy gadało mi radio”. Czerpanie z innych języków – z angielskiego i niemieckiego. Wykorzystywanie elementów baśniowych i książek zakorzenionych w kulturze w celu ich reinterpretacji, symbolicznego misz-maszu czy skłaniania odbiorcy do refleksji nad kampem – „(...) a może nawet tymi trzema/ siedzącymi rzędem małpkami, zostanę:// Stasiem, słoniem i Nel”(1. Kij w szprysze w mini-cyklu Zarzewie); „podpisano:/ trzy świnki, Małgosia i Jaś” (1991. Ether); tytuł wiersza Who Killed Bambi?. Wszystko to sprawia, że czytelnik może poczuć się jak na dobrej postmodernistycznej imprezie. Zresztą, zdaje się, że o wzloty i upadki właśnie tu chodzi, o falowanie (być może dlatego tak często pojawia się „morze”, odtwarzanie/ otwieranie okien i drzwi, przeciąg i wietrzenie), o wchodzenie i wychodzenie, o nieustanną akcję. Jakby nie można było istnieć w bezruchu, nawet jeśli konkretna sytuacja do tego zmusza: „Jadę do ciebie uparcie i uparcie stawiam się. Siadam/ uparcie tyłem do kierunku jazdy. I niedługo już będę,/ bo wiem przecież, jak czekasz na mnie. Jeszcze kilka/ stacji” (Who Killed Bambi?) – choć w tym przypadku jest to bardziej skomplikowane, bo podmiot liryczny porusza się razem z pociągiem.

Ton utworów Pranke określiłabym jako rozrywkowo-poważny. Anna Kałuża zauważa, że: „Podmiot tych wierszy często zachowuje się jakby komunikował mroczną wiedzę, dzięki której stanie się jasne, że wyłącznie udajemy, iż żyjemy w świecie marzeń i nostalgii. Na tego rodzaju cynizm zbiorowej świadomości Pranke odpowiada artystowsko, wybierając objęcia sztuki i iluzji”[2]. Można do tego dodać, że mrok poeta oświetla elementami o oślepiającej sile takimi jak wspomniane wcześniej neony, które pełnią tu funkcję symulakrum – pozorują rzeczywistość. Żeby się utwierdzić w tym, co prawdziwe, rozróżniać prawdę od fałszu, podmiot nie może być sam – zwraca się do „ty” lub mówi o wspólnocie – „my”. Jest to zbiorowość ludzi uczestniczących w grze (także literackiej – pachnie Derridą?), rozdrabniających się i scalających na powrót (mini-cykl Start:). Ciekawe jest w tym kontekście sporadyczne czerpanie z motywów religijnych – czy religia jest rodzajem snu? W Nokaucie czytamy: „Mikrofon zjeżdża w dół jak przyśniony Mesjasz, którego nam/ matki i babcie modlitwą sprowadziły przed próg. Oto właśnie/ idzie ten, który miewa sny! Ten, z którego nie zlezie już krzyż”. Nie do końca wiadomo, ile w tym powagi, a ile blichtru, szyderstwa, ironii czy po prostu zabawy. Wiersze Michała Pranke nie są jednoznaczne w interpretacji. Zwłaszcza, że umiejętnie łączy on nowoczesność z przeszłością. Tytuł tomiku odnosi się przecież do strony A i strony B 7-calowej płyty gramofonowej, na której od lat 50. XX wieku nagrywane były single. Główna piosenka znajdowała się na stronie A (u Pranke A zawiera zdecydowanie więcej wierszy), zaś strona B („flipside”) zawierała utwór mniej popularny. Jak już wspomniałam, równie dobrze okładka i tytuł mogą sugerować współczesne imprezy. Co takie rozdwojenie oznacza? Uniwersalizm zabawy, jej ponadczasowość? Występowanie blichtru imprezowego pod różnymi postaciami w zależności od czasów historycznych oraz niemożliwość usunięcia pozorności w relacjach międzyludzkich (również w poezji)?

Pranke zjawisko blichtru i samo słowo „blichtr” świadomie wykorzystuje. Tak samo jak kategorię pokoleniowości, z której wyraźnie sobie drwi lub przynajmniej nie chce być jej niewolnikiem (rok 1991 w tytule kilku wierszy). Tak samo jak (nie)definicyjność wiersza – słynne „Z lewej równo, z prawej poszarpane” (Darek Foks, Orcio). Dla Pranke wiersz może być równy z obu stron (i nie chodzi tu bynajmniej o prozę poetycką), ale ściśle się tego nie trzyma. Tomasz Dalasiński o jego debiucie: „Pranke pisze niezwykle dojrzale, a co najważniejsze – z pomysłem, rozmysłem i artystycznie nienagannie. W b widać jeszcze, że szuka własnej drogi (w języku czy obrazowaniu), ale powiem Ci, Michale, że zmierzasz we właściwym kierunku. Oby tak dalej”[3]. I choć kategoria „dojrzałości” nie za bardzo do mnie przemawia (brzmi klasycystycznie), to trudno nie zgodzić się z Dalasińskim w kwestii warsztatowej pomysłowości Pranke i tego, że jest on bardzo konsekwentny w swoim „projekcie” poetyckim. Marta Podgórnik w komentarzu do wierszy tego poety w antologii Połowu pisała nawet o „dykcji Sosnowskiego”, która rzekomo jest u niego wyczuwalna. Myślę jednakże, że niepotrzebnie sytuuje się młodych poetów pomiędzy dwoma biegunami – Andrzejem Sosnowskim a Marcinem Świetlickim – co ma ułatwić ich recepcję (po co?). Pranke z pewnością nie jest epigonem Sosnowskiego (jeśli w ogóle da się nim być), nawet w przypadku gdy oczytany czytelnik jakieś wpływy zauważy lub koniecznie chce zauważyć.

W każdym razie, Pranke jest świetny albo świetnie nas prowadzi po swoim poetyckim świecie i kołyszemy się w rytm jego muzyki (poezja pneumatyczna). Obojętnie, czy się na jego imprezę przygotujemy czy nie albo czy go uznamy za przygotowanego lub nie, będziemy w stanie wskazującym na spożycie dobrej poezji i ona w nas zostanie. Na zawsze lub na długo. Skoro otworzył nam drzwi, wejdźmy. W środku jest A i B. CD nastąpi i będzie grać dalej. Dalej!

Jolanta Nawrot

 

Autor: Michał Pranke
Tytuł: b
Wydawnictwo: Dom Literatury w Łodzi, Łódź 2015
ISBN: 978-83-62733-29-3

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.