W najnowszym numerze...

Pasmo - Maciej Raś

Maciej Raś pochodzi z Krotoszyna.
Studiuje lingwistykę.
Pisze powoli.

 

Tyle dowiadujemy się z notki o autorze na okładce książki wydanej jako nagroda główna w konkursie o „Granitową strzałę”. Jest to chyba rzeczywiście powoli pisane – gdyby policzyć ilość znaków ze spacjami, to byłoby tego wszystkiego może połowę objętości tomów szybciej piszących autorów. Oczywiście nie szybkość i nie ilość tu się liczy, a namysł i tak chyba należy rozumieć owo „powoli”. Udało się. Zbiór jest nie tylko przemyślany, ale przede wszystkim „myślący”.

 

wchodzę do wody mimo pierwszych chłodów

 

Tak zaczyna się otwierający książkę wiersz Drągwie, a kończy się frazą Mamy pierwszą jesień, co jeszcze wyjaśnię. Z kolei wiersz ostatni, również zaczynający się od wchodzę do wody (…), kończy się zdaniem mamy trzecią jesień i już dość wyjaśnień. Wiemy więc, jak długie jest tytułowe pasmo. Dwa lata, trzy jesienie. Coś ważnego wydarza się w tym czasie. Co?

Jest to z pewnością jeden z "typowych debiutów" w tym znaczeniu, że rozprawia się z tym, co działo się w życiu przed debiutem. To oczywiście nic złego. Można to wykonać różnie i tu jest dobrze, pomysłowo wykonane. Przede wszystkim trudno jest ustalić, czym ostatecznie jest owo pasmo, nie udaje się też jednoznacznie zinterpretować opisanych wydarzeń. Logiczna konstrukcja nie jest i raczej nie miała być budulcem książki. Być może specyficzny wycinek rzeczywistości opisany tu wymyka się także opisującemu. Obserwuje on proces, który jest tylko częściowo podatny na obserwację, niejasny, kapryśny. Jeśli tak jest, to wiersze z wdziękiem odzwierciedlają owo zagubienie. Można jednak odczytać jakieś ślady i powracające motywy.


Ślepniemy
w kinie, gdy na naszą tylko prośbę
wyświetlają film raz jeszcze, ponieważ
zdarzyło nam się przespać pewien ciąg:


zbiegamy w pokrzywy, co tam wyrastają

 

(Czwarta okoliczność pasma)

 

Osią książki jest, jak sądzę, „wykluwanie się”, zmiana kształtu jakiegoś wszechświata. Upadają nie tylko dawne przyjaźnie, ale wyobrażenia o przyjaźni, zmieniają się cele i spostrzeganie życia. W wierszach można znaleźć sporo obserwacji dotyczących własnego punktu widzenia – podobnie jak obserwuje się rosnące kończyny. Ten punkt widzenia zdaje się urywać i podążać własną drogą, a za nim twórca, tworzący kronikę wędrującego punktu widzenia. Jest więc obserwacja autonomicznych decyzji własnego ego – chwilami niemal zimna, przypomina analizę kształtu żuczka na gałęzi. Czasem pojawia się jednak jakieś zmieszanie obrazu – obawa lub fascynacja.

Mamy więc do czynienia z ciągłą, niestabilną inicjacją. Te inicjacje jednak nie mają w sobie niczego dostojnego. Żadnego rytuału, przeważa „zwyczajność”, która sama w sobie jest zjawiskiem jakby zaskakującym.

Ta nieokreśloność i fragmentaryczność jest obecna choćby w wielu wielu tytułach, sugerujących coś jakby sprzeczne zeznania, płynność wymykającej się prawdy. Wersja Aśki, Wersja Molly, Wersja Idy, Tyle Ashbery. Całość nie skupia się na poszukiwanej prawdzie, a na bezowocności samej w sobie i tej bezowocności się przygląda.


Następne cięcie.
W kolejnej scenie


znajdujemy się w kuchni,
przytuleni do siebie,


wpatrzeni w gotującą się
wodę. Nagle Ida postanawia


sprawdzić o czym to jest
naprawdę (ale to już poza


kadrem)

 

(Wersja Idy)

 

Wiersze są napisane z dużą świadomością, starannie, można nawet powiedzieć „zadbane”. Użyte środki może specjalnie nie zaskakują, ale też nie jest powieleniem cudzych języków czy sposobów obrazowania. Może się z tego wykluć zjawisko bardzo ciekawe poetycko.

Sławomir Płatek

 

Autor: Maciej Raś
Tytuł: Pasmo
Wydawnictwo: Strzeliński Ośrodek Kultury, Strzelin 2013

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.