W najnowszym numerze...

Golem - Piotr Gajda

Najnowszy tomik Piotra Gajdy posiada niezwykle frapujący tytuł. Każdy zna oczywiście legendę o Golemie, kreaturze stworzonej w szesnastym wieku przez praskiego rabina. Opowieść ta jest znakomitą przypowieścią na temat potęgi i jednocześnie grozy jakie może nieść ze sobą pismo. Wydaje się, że nadając taki a nie inny tytuł swojemu tomikowi, Gajda, celowo lub też mimowolnie, określił swoje postrzeganie języka. W poezji omawianego autora język jest Golemem, wytworem naszego umysłu, który jednak nie chce poddawać się naszej woli, próbując żyć na swój własny sposób, co może zarazem fascynować i przerażać. Język u Gajdy jest niczym mityczne stworzenie, nieprzewidywalne i obce, a zmaganie się z nim prowadzi zawsze w najbardziej niespodziewane miejsca.

Golem to zbiór trzydziestu pięciu dosyć rozbudowanych utworów, z których każdy jest wspomnianym powyżej zmaganiem się z nieznanym i nieodgadnionym. By pokazać nam swoją prawdę o języku, Gajda używa strategii poetyckich, które znane są już z jego wcześniejszych tomików. Retoryczne pytania, wycieczki w stronę lingwizmu, rozlewająca się fraza gromadząca w sobie natłok metafor, to wszystko jest do znalezienia w omawianej książce. Jest to strategia dosyć dobrze już opracowana przez innych twórców, by wymienić tutaj chociażby Macieja Meleckiego czy też Krzysztofa Siwczyka, jednakże autor Demoludów przekształca ten styl po swojemu, znać tutaj próbę zbudowania osobnego idiolektu. By lepiej zrozumieć użyte w Golemie techniki, warto zapoznać się z fragmentem tego tomiku:

 

Sklepienie

Ta historia zaczyna się jak koniec, albo jak zima
w Wielkanoc, gdy już nie możemy istnieć
w dotychczasowej postaci ani w tym czasie
i miejscu, pod niebem naruszonym przez
kosmiczne próbniki, które zastał w oddali

martwą ciszę. (…)

                     (…) Kto więc wniesie
ciężar stygnącej lawy? Kogo zamkną w bursztynie
obdarowując historię? Ten przetrwa, a tamten

zginie, opowiadając do końca o domach
ze szkła, ścianach strzelistych niby granie zboczy,
od których odpadali alpiniści,
niosący w plecakach rodzinne fotografie
w wysokiej rozdzielczości, supły

na poskręcanych linach, ponieważ koniec
znanego im świata zapisali pismem kipu.

(Sklepienie, str. 37)

 

W powyższym fragmencie można zauważyć wszystkie wymienione wcześniej cechy charakterystyczne dla pisania Piotra Gajdy. Godnym uwagi jest zwłaszcza ostatnie zdanie przytoczonego fragmentu. Zaczyna się ono od obrazu szklanych domów, by skończyć na przytoczeniu południowoamerykańskiego sposobu zapisu, a po drodze zahaczamy jeszcze o alpinizm oraz rodzinne fotografie. Ciąg metafor, przeistaczających się jedna w drugą, wiedzie nas na obrzeża wyobraźni, w miejsce gdzie język zostaje całkowicie wyzwolony. Nie jest to łatwa lekcja czytania, jednakże, jeżeli damy ponieść się płynnej, wizyjnej frazie na której Gajda opiera koncept swoich utworów, lektura ta może być naprawdę satysfakcjonująca.

Bardzo ciężko jest wyłowić podmiot liryczny tekstów Gajdy. Wynika to z jednego prostego powodu – bohaterem wierszy zawartych w Golemie jest język. Narrator jest w tekstach Golema wycofany, prawie niewidoczny; jest on osobą która, zupełnie jak Jehuda Löw ben Becalel, przygląda się szaleństwu stworzonej przez siebie istoty. Czasem odnosiłem wrażenie, że żywioł rozbestwił się na łamach omawianego tomiku tak bardzo, że jedyne co pozostało autorowi to gwałtownie skończyć wiersz, powtarzając tym samym gest rabina Löwa, odbierającego życie poprzez wymazanie litery z czoła homunkulusa.

Większość utworów najnowszego tomiku Gajdy reprezentuje dosyć wyrównany poziom, jednak został w Golemie zamieszczony utwór, który przyciągnął moją uwagę na dłużej. Jest to jeden z najkrótszych tekstów omawianego autora jaki dane mi było przeczytać. Wiersz ten składa się tylko z jednego zdania i jest jakby szalką Petriego na której można w pełni dostrzec całą maestrię z jaką Gajda buduje swoją przestrzeń poetycką. Nie ma chyba lepszej i zwięźlejszej prezentacji czego możemy się spodziewać od wydanej przez Instytut Mikołowski książki, dlatego też chciałbym zakończyć tą recenzję na przytoczeniu wspomnianego tekstu. Mam nadzieję że zaciekawi on na tyle by sięgnąć po cały tomik. Wiem, że tak by było w moim przypadku.

 

Duch

Żył w skafandrze, w który podstępnie
przyoblekli go kłamcy, chcąc izolować ducha
od otwartych przestrzeni, żeby już nigdy
nie poszybował wysoko jak dron, lecz jak on
spadł z hukiem na dno wąwozu, bo kłamiąc,
pragnęli, by był jak Brytyjczycy w roku tysiąc
osiemset czterdziestym drugim, z których
szesnastu i pół tysiąca opuszczających
w pośpiechu Kabul, jeden dotarł do Indii.

(Duch, str. 14)

  

Autor: Piotr Gajda
Tytuł: Golem
Wydawnictwo: Instytut Mikołowski 2014
Książka z serii: Biblioteka Arkadii – Pisma katastroficznego, tom 106
ISBN: 978-83-60949-55-9

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.