W najnowszym numerze...

Maria Żywicka-Luckner - w cieniu afery

Wiek XXI, środek Europy. To fakty, które trzeba sobie nieustannie przypominać w czasie lektury W cieniu afery (dzienniki więzienne) Marii „Majki” Żywickiej-Luckner. Lekarka pełniąca funkcję lekarza sądowego została skazana. Dwa wyroki – jeden został podtrzymany, drugi uchylony, a oba wydane na podstawie zeznań tego samego świadka. Już ta informacja zamieszczona na ostatniej stronie okładki powoduje, że mówię „nie rozumiem”. Zaczynam czytać i to nierozumienie powraca jak refren. A po przeczytaniu całości wiem, że zrozumieć nie chcę.

Zapiski z „dołka”, z „przejściówki” i z aresztu śledczego. Jak mawia moja przyjaciółka „co się zobaczyło, już się nie odzobaczy”. I już nie da się zapomnieć tego świata, który jest tuż obok, który w każdej chwili może wyciągnąć ręce po każdego z nas. Wrzucić do celi z kimś kto zabił albo ze studentką pedagogiki zatrzymaną „za przejazd z biletem ulgowym bez ważnej legitymacji studenckiej” – nie jest ważne czy jesteś winny, czy nie. Tutaj można się przekonać na własnej skórze, że „młyny sprawiedliwości mielą powoli”. Ale mielą. Starają się zetrzeć na proch, złamać. Tyle tu sposobów na upodlenie, na odczłowieczenie, stłamszenie człowieka. Od najprostszych: „Na celi rzęsistkowica, a tu jedna miska na trzy. Wyjaśniam dziewczynom, co to za choroba. Dziewczyny przerażone. Bezskutecznie proszą o badania”, czy „Nie idziemy do lekarza. Kara”. Są więzienne drelichy, które trzeba wiązać sznurkiem, jest mielonka, która „pachnie szczurami i smakuje ohydnie”, są pytania typu „A czy pani wie, że na pluszaki potrzebna zgoda dyrektora?!”, brak najprostszych rzeczy. To wszystko służy złamaniu kręgosłupów – „Dziewczyny z karnego (piętro wyżej) chodzą, gdzie chcą. Mogą dzwonić. My nie. Jeszcze nieudowodniona wina, a już skazane”. Najbardziej dojmujący jest brak bliskości i tęsknota. Ale nie ma tu afektacji – jest prosto, czasem dosadnie: „Mam wyjebane – to magiczne kredo na wszystko”, „Jak się nie umiesz jebać, to się nie ruchaj”. Mało przymiotników, dużo równoważników zdań. Proste zapisy. Możliwie chłodno, możliwie beznamiętnie. Nawet zapisy snów autorka stara się  zapisać jak najprościej: „W nocy sen – list. – Kto pozbawia człowieka wolności, podlega karze od 3 do 5 lat – czytam”. Tylko czasem konstatacje: „Tu kochanie ma inny wymiar, to jest inne kochanie, takie aż do bólu, do strachu, że za chwilę nie będzie kogo kochać, że zostanie zabrane, że odejdzie…”.

Emocje, z założenia, miały się zmieścić w drugiej książce – w wydanym równolegle tomiku poezji macanka na spoko i trendy, ale i tutaj mamy wiersze – szczególne, poświęcone ojcu. Mamy też fragmenty, szkice – można chwilami zajrzeć poetce przez ramię, podejrzeć jak rodziła się poezja. I choć macanka to osobna, poetycka historia, myślę, że trzeba ją czytać razem z tym dziennikiem.

Przeczytajcie tę książkę. I powtarzajcie sobie w trakcie lektury – środek Europy, XXI wiek. Nigdy nie wiadomo kiedy można się zarazić… „Tu ludzie tworzą nowe światy. Światy wymigane palcami i wykrzyczane z okna do okna. Światy za kratami i mleczną szybą. Jakby nasze twarze były zaraźliwe. Państwo nie zakupi szczepionki na tego wirusa. Wirus AŚC1 szaleje”.

Maria Jaśminowska

 

Autor: Majka Maria Żywicka-Luckner
Tytuł: w cieniu afery. dzienniki więzienne
Wydawca: Unia Polskich Pisarzy Lekarzy, Warszawa 2017
ISBN: 978-83-942437-8-4

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2018 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.