W najnowszym numerze...

Katarzyna Michalczak - Pamięć przyjęć

„No to mamy impas” – powiedział jeden z moich znajomych. Bezgłośnie zgodziłam się z nim i wróciłam do czytania. Za oknem śnieg dramatycznie znikał ze wszystkich co bardziej oświetlonych powierzchni. Z drugiej strony, znika tak już od paru ładnych dni. Czarno-biała okładka tomu Katarzyny Michalczak Pamięć przyjęć błysnęła, gdy padło na nią światło lampy.

Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy, był nietypowy, kwadratowy format i szkic na okładce. Tytuł i autor odrobinę nikną na tle szkicu z okładki, ale ciągle jeszcze pozostają na tyle widoczni, by nie stanowiło to większego problemu. Z tyłu – dwa blurby, których lekturę jak zwykle zostawiłam sobie „na później”. W środku trzydzieści jeden wierszy i dwadzieścia czarno-białych zdjęć. Krótka, nienachalna informacja o autorce na końcu tomiku i lista laureatów Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina, który to konkurs wygrała autorka w 2016 roku. Całość prezentuje się schludnie i porządnie, widać, że w ten zbiór zostało włożone dużo pracy.

***

Po przejrzeniu szaty graficznej, przystąpiłam do lektury. Stosunkowo szybko doszłam do wniosku, że nie jestem pewna, jakie jest moje ogólne wrażenie odnośnie tego zbioru. Niezaprzeczalnie, mam tutaj do czynienia z autorką, która całkiem dobrze zdążyła opanować warsztat, czuje język i nie waha się go używać. Skróty, potoczne wyrażenia, zbitki słów oparte na podobnym brzmieniu (co z tą fotą i tofu?), to wszystko sprawia, że język w debiutanckim zbiorze Katarzyny Michalczak jest tworem żywym, prawdziwym. Wiersze, które czytamy, prawdopodobnie moglibyśmy usłyszeć na ulicy, gdyby przechodnie mówili wierszem, a nie prozą, oczywiście. Absolutnie nie należy traktować powyższego stwierdzenia jako zarzut. Wręcz przeciwnie, uważam, że ten momentami rozchwiany, pocięty na krótkie wersy, aby chwilę później zaskakiwać czytelnika długimi frazami język jest jednym z najmocniejszych punktów tego zbioru. Jest bardzo charakterystyczny, własny, swoisty dla autorki a jednocześnie na tyle bliski codziennej mowie, by mógł trafić do niekoniecznie zainteresowanego poezją odbiorcy.

Kolejną rzeczą, która urzekła mnie w tym zbiorze, jest fakt, że w dużej mierze opiera się on na rekwizytach. Podczas lektury zasypuje nas hałda przedmiotów, które codziennie mijamy na ulicach, w mieszkaniu, w czasie zabawy z dzieckiem. Sterta ciuchów. Manekin. Truskawki. Łyżki. Zbiór przypadkowych przedmiotów zyskuje nowe znaczenie, nie tracąc nic ze swojej banalności i codzienności. Okazuje się, że kiedy czytasz: tak szczerze to co noc kładę w nogach łóżka/ siatkę Lidla, to może być jedno z najsmutniejszych wyznań o samotności, jakie widziałeś od dawna. Że można bać się zrobionej przez kogoś zupy, nawet jeśli (…) nie było powodów do obaw. soczewica, kapusta, zwykły/ pęczak.

Tak jak „zwyczajny” może się wydawać język autorki i przedmioty, które przewijają się przez jej wiersze, równie mocno osadzona w codzienności jest poruszana przez nią tematyka. Związki międzyludzkie, relacje które zaczynają się i znikają, dzieci i to, co umieją powiedzieć lub zrobić. Wszystko to wydaje się bardzo ludzkie, przystępne, można się z tym utożsamić. Kiedy po opisie dnia z rozrabiającym synem bohaterka wiersza stwierdza: miałam ochotę się trochę poharatać. ha!, łatwo jest to zrozumieć, nawet jeśli do czynienia masz raczej z cudzymi dziećmi niż z własnymi. Tak samo, jak łatwo jest zrozumieć, że nie wolno jeść truskawek kiedy jesteś na nie uczulony. Kiedy czytasz tytuł wiersza: nieudane związki, udane rozstania, nie pozostaje nic innego jak tylko przyklasnąć. To wszystko są słowa, miejsca i zdarzenia, które człowiek przeżywa dzień po dniu, stąd też czytając wiersz, potrafi zrozumieć. Czuje zmęczenie i samotność, i radość, czasami. Nienachalną, przystępną emocjonalność opakowaną w taką formę, by bez zbędnego banalizmu i egzaltacji trafić czytelnika w czuły punkt. I bardzo dobrze, dobrze jest przeczytać o czymś, co się zna i rozumie, na chwilę przyciągnąć się bliżej ziemi. Przeczytać o ludziach, których mijasz na ulicy, dziecku, które w kwietniu jeszcze nie mówiło, smutnej Azjatce na bazarze o poranku. Niektórzy nas mijają, niektórzy/ zostali w domach.

Pewnym minusem tego, skądinąd dobrego, debiutu jest dość widoczne zróżnicowanie poziomu zawartych w nim tekstów. Katarzyna Michalczak dobrze wie, co chce przekazać. W wyważony sposób operuje na obrazach i języku, odróżnia sceny z życia warte opisania od tych nieistotnych. Z drugiej jednak strony, ciągle jeszcze nie zawsze udaje jej się utrzymać cały tekst na porównywalnym poziomie. Obok zaskakujących, trafnych spostrzeżeń, fraz i puent pojawiają się też takie, które ocierają się o granicę banału, niekiedy wręcz nieznacznie ją przekraczając (jak choćby wracam do siebie, do wszystkich moich/ „nigdy więcej” lub zapach spermy i snu). Są to jednak niewielkie techniczne usterki, które nie zakłócają odbioru całości w zbyt dużym stopniu i najprawdopodobniej z czasem całkowicie zanikną.

***

Tym, co budzi moje największe zastrzeżenia w przypadku zbioru Pamięć przyjęć są zamieszczone w nim zdjęcia autorstwa Tomasza Nalewajka. Autor prezentuje nam dwadzieścia wycinków z rzeczywistości: oparte o mur narty, słoiki z jedzeniem i breloczek z matrioszką, stojak na rowery... Zdjęcia niewątpliwie przyciągają uwagę podczas pierwszego, pobieżnego oglądania tomiku. Wyróżniają Pamięć przyjęć na tle wielu innych publikacji, chociażby dlatego, że patrząc pobieżnie łatwiej jest skupić się na obrazie niż na tekście.

Z drugiej strony, już podczas samej lektury, coraz bardziej nachodziła mnie myśl: w porządku, są tu zdjęcia... i po co? Być może pozostają one w jakimkolwiek związku z treścią pojedynczych wierszy lub chociaż samego tomiku, jednak mi nie udało się takowego znaleźć. Może pomijając fakt, że i wiersze, i zdjęcia, przedstawiają pojedyncze sceny z życia codziennego. O ile jednak w przypadku wierszy łatwo jest znaleźć jakiekolwiek powiązania i motywy przewodnie, zdjęcia po prostu... są. Wzbogacają szatę graficzną (chociaż można by się pewnie kłócić, czy na pewno jest to ten najlepszy dobór ilustracji jakie dla niniejszego tomiku można znaleźć), poza tym jednak moim zdaniem niczego nie wnoszą.

Ilustracje, jak i sam tomik, oceniłabym jako bardzo nierówne pod względem poziomu. Obok kilku naprawdę ładnych ujęć (jak choćby genialne zdjęcia z samochodzikiem dziecięcym czy martwymi biedronkami), pojawiają się przeciętne, niezapadające w pamięć oraz kilka takich, które mnie jako odbiorcę zwyczajnie irytują (dziwne odbicia flesza na zdjęciach ludzi i psa). Oglądając je, miałam wrażenie jakbym przeglądała galerię zdjęć w cudzym telefonie. Są zbyt hermetyczne, by mogły mnie naprawdę poruszyć czy zainteresować, chociaż pewnie mają znaczenie dla twórcy.

***

Po zakończonej lekturze Pamięci przyjęć Katarzyny Michalczak nadal mam bardzo mieszane uczucia. Z całą pewnością, nawet jeśli poetyka autorki niespecjalnie do mnie przemawia, nie mogę powiedzieć, że jest to zły zbiór. Wiersze charakteryzują się wysokim poziomem dojrzałości, a sama autorka bardzo dobrze gra językiem, bawi się nim, nadaje słowom nowe znaczenia, zmusza do zatrzymania się. Z drugiej strony, jak już mówiłam, w mojej opinii jest to tomik bardzo nierówny, obok genialnych fraz zdarzają się takie ocierające się o banał. Można się zastanowić, czy dodatkowe przemyślenie doboru wierszy nie wyszłoby na dobre całej publikacji.

Jak zawsze, kiedy nie potrafię zdecydować, jakie dokładnie mam zdanie odnośnie książki, nie pozostaje mi nic innego niż zachęcić Cię do samodzielnej lektury i wyrobienia sobie opinii. Warto, bo mimo wszystko są to wiersze, które rzucają się w oczy, maja coś do powiedzenia, zasługują na chwilę wnikliwej lektury.

Wychodzimy z impasu. Zbliża się wiosna.

Anita Katarzyna Wiśniewska

Autor: Katarzyna Michalczak
Tytuł: Pamięć przyjęć
Wydawnictwo: Dom Literatury w Łodzi, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi
ISBN: 978-83-62733-60-6

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.