W najnowszym numerze...

Tablica pamiątkowa na budynku przy Al. Stanów Zjednoczonych 18 w Warszawie

Już niebawem kolejne Igrzyska Olimpijskie – wyśrubowane do granic możliwości wyniki, zmagania czasem na granicy człowieczeństwa i wszechobecna reklama i komercja. Łatwo zapomnieć, że wznowieniu Igrzysk przez Pierre’a de Coubertina przyświecały idee wszechstronnego rozwoju człowieka, porozumienia między narodami, znalezienia płaszczyzny, na której ludzkość uzyska wyższy stopień rozwoju zarówno duchowego jak i cielesnego, poprzez szlachetną rywalizację. Warto przypomnieć, że zmaganiom sportowym towarzyszyły Olimpijskie Konkursy Sztuki, obejmujące malarstwo, rzeźbę, grafikę, muzykę, architekturę i literaturę (początkowo również choreografię i dramat, ale z tych dyscyplin zrezygnowano bardzo szybko). Pierwsze konkurencje artystyczne (z takimi samymi medalami i dyplomami, jakie zdobywali sportowcy) odbyły się podczas Igrzysk w Sztokholmie w roku 1912. Miały być kontynuacją tradycji starożytnych igrzysk i helleńskiej idei kalokagatii (połączenia dobra z pięknem) – podczas greckich igrzysk starożytnych konkurencje artystyczne stanowiły normę, obok zapaśników i biegaczy nagradzano także np. muzyków. Coubertin, nawiązując do tej idei głosił, że dla człowieka ważny jest rozwój fizyczny, ale też duchowy i kulturowy. I że powinny się one dla dobra ludzkości przenikać i uzupełniać.

Zasady były proste: wysyłane przez „zawodników” prace musiały być oryginalne (wcześniej niepublikowane) i inspirowane sportem. Najbardziej skomplikowany organizacyjnie był, jak łatwo się domyślić, konkurs literacki - nadesłane utwory na potrzeby gremiów jurorskich, w których zasiadali wybitni artyści trzeba było przetłumaczyć na kilka języków. A zainteresowanie tymi zmaganiami rosło – w 1928 roku w Amsterdamie zaprezentowano 1100 dzieł z całego świata. Co ciekawe pierwszym medalistą w kategorii literatury (w roku 1912) był… baron Pierre de Coubertin (który otrzymał złoto olimpijskie za Odę do sportu, zgłoszoną pod pseudonimem).

Szkoda, że po Igrzyskach w Londynie w roku 1948 zaprzestano organizowania Olimpijskich Konkursów Sztuki i Literatury – na pewno wzbogacały ideę igrzysk, może czyniły je bardziej humanistycznymi. A może dziś byłyby tylko promocją sztuki? To też dużo. Tak czy inaczej – szkoda. Tym bardziej, że Polacy zdobyli w tych konkurencjach sporo medali (a pamiętać trzeba, że polska reprezentacja zadebiutowała na Igrzyskach dopiero w roku 1924, w Paryżu):

Amsterdam 1928:
złoto – Kazimierz Wierzyński (poezja),
brąz – Władysław Skoczylas (grafika).

Los Angeles 1932:
złoto – Józef Klukowski (rzeźba),
srebro – Janina Konarska (grafika).

Berlin 1936:
srebro – Józef Klukowski (rzeźba),
brąz – Jan Parandowski (proza),
brąz – Stanisław Ostoja-Chrostowski (grafika).

Londyn 1948:
złoto – Zbigniew Turski (muzyka).

Może jeszcze kilka słów o złotym medalu Kazimierza Wierzyńskiego. Otrzymał go za Laur olimpijski – cykl zawierający 14 utworów o tematyce sportowej i pokrewną im Pieśń o Amundsenie. Ten migawkowy zapis przebiegu poszczególnych konkurencji  mistrzowsko odtwarza ich dramaturgię, rytm i dynamikę. Wrażenie autentyzmu, potęguje wprowadzenie postaci znanych zawodników, którzy w poetyckim obrazie stają się równi antycznym herosom. Laur to prawdziwa apoteoza młodości, tężyzny, sprawności i fizycznego piękna, pean opiewający walkę i zwycięstwo, ale to osiągane wysiłkiem ciała i woli, w szlachetnym współzawodnictwie. Nie powinno dziwić, że właśnie Wierzyński stworzył taki cykl – był autentycznym miłośnikiem i znawcą sportu (pracował nawet jako redaktor „Przeglądu Sportowego").

 

Skok o tyczce

Już odbił się, już płynie! Boską równowagą
Rozpina się na drzewcu i wieje jak flagą,
Dolata do poprzeczki i nagłym trzepotem
Przerzuca się, jak gdyby był ptakiem i kotem.

Zatrzymajcie go w locie, niech w górze zastygnie,
Niech w tył odrzuci tyczkę, niepotrzebną dźwignię,
Niech tak trwa, niech tak wisi, owinięty chmurą,
Rozpylony w powietrzu, leciutki jak pióro.

Nie opadnie na siłach, nie osłabnie w pędzie,
Jeszcze wyżej się wzniesie nad wszystkie krawędzie.
Odpowie nam z wysoka, odkrzyknie się echem,
Że leci prosto w niebo, jest naszym oddechem.

Kazimierz Wierzyński (z tomu Laur olimpijski, 1927)

Dorota Ryst

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.