W najnowszym numerze...

Tomasz Pietrzak

Dziś kolejny autor z dorobkiem - Tomasz Pietrzak, który za sprawą tomiku wierszy „Rekordy" znalazł się w tym roku w gronie 20 finalistów Nagrody Literackiej NIKE 2013.

Jest mi bardzo miło prezentować czytelnikom "Salonu"  wiersze Tomka, gdyż znamy się od ładnych kilku lat jeszcze z portalu poetyckiego bej.pl - obecnie kompletnie zgrafomaniałego - gdzie Tomek występował pod nickiem Obi-Wan Kenobi.

Prezentujemy dziś wiersze z "Rekordów" oraz premierowe wiersze z tomu "Widzenia", który ukaże się jesienią. Niech więc moc i "Rekordy" będą dzisiaj z nami. Tomku - trzymamy kciuki za NIKE.

Zapraszam do lektury.

Paweł Podlipniak

 


 

Tomasz Pietrzak (ur. 1982), autor tomów wierszy "Stany Skupienia" (KIT Stowarzyszenie Żywych Poetów, seria Pisma Literackiego RED, 2008) i „REKORDY” (MaMiKo, 2012). Publikował m.in. w Toposie, Gazecie Wyborczej, Odrze, Kresach, Wyspie, Rita Baum, Red, fo:pa, Dekadzie Literackiej, Portrecie, Kwartalniku Literackim BLIZA, Kwartalniku Literackim WYSPA, ARTeriach, Kwartalniku sZAFa, Migotaniach i artPapierze. Za swój tom „REKORDY” został nominowany do Nagrody Literackiej NIKE 2013. Jego wiersze znalazły się m.in. w antologii Amnesty International "Daj Słowo", a także w słoweńskiej antologii "Moral Bi Spet Priti" autorstwa Brane Mozetica. W przygotowaniu trzeci tom „WIDZENIA” – książka ukaże się jesienią 2013r. Wiersze Pietrzaka tłumaczone były na angielski, słoweński, czeski. Mieszka  w Katowicach.

 


 

z tomu Rekordy (2012)

 

Pulsar

Tęsknię za tobą Żydzie,
za twoim owłosionym ciałem,
za nocami, które były długie i czarne
jak sztolnie Katowic.

Bez ciebie staję się hetero.

Wpuszczam koszulę, krótko strzygę włosy.
Tęsknię za tobą Żydzie. Za falującym
radiem i jezderkusie, które nagle wypadało,

gdy coś rozbiło się w pył. Podają, że w pył idą
też galaktyki, dziś ze trzy, suche i niebieskie.
I nagle przypominasz mi się, kiedy mówiłeś

o czkającym pulsarze, co wisi nad nami,
ale go nie ma i co rusz wysyła sygnał - martwy,
zimny, a jednak sięgający w gorące miejsce.

 

Basta

Pompeje się sypią, a miały być przecież na zawsze
- to powala, chociaż nawet wielka Gondwana kiedyś
rozlazła się w szwach i poszły w proch szpetne gady.
Tu też Jowisza wzięło kruszenie i kuchnie wypełnił
grzyb. Dokąd więc wrócą - w jakiś wtorek lub piątek -
ci co spalili chleb w piecu? Czy podtrzymywać im ściany?

Domy zmęczone pustką pragną już tylko spocząć, dachy
nie chronić ode złego i burz, a malowidła nie prężyć się
dla niczyjego oka. To miasto wreszcie kładzie się do snu.
Śnijcie więc brzuchate tykwy, wychudzone posągi Liwii
i Druzusa, luli laj suche termy, trzy palestry i świątynie,

bezpłodne oliwne gaje i pawilony z kamiennymi rybami.
Czas wysyła was w końcu na przemiał, żar w proch
i pył, a wiatr – prosto na języki rzek. Po kolei, basta –
jaszczury, potem wy, a tuż za wami – gwarni i żywi,
jeszcze w bezsennych, betonowych blokach – my.

 

POGŁOSY [fragmenty]

I. Bis

żyj tak jak świat żyje – wiecznie się odradzając
Marzanna Kielar Monodia

Wracasz w starej jakli, lżejszy o bagaż,
cięższy o lata. Język masz na powrót włożony
do krtani. Zmieniłeś wyznanie, wspomnienia
też nie są takie same, tak jak to stygnące miasto.

Świat postanowił ulepić się na nowo z tego,
co w nas jest gliną i życie wraca na powierzchnię,
wychodzi z siks. Znów bierze się lekcje chodzenia,
oddychania pełną piersią, znów wypełza się z wody.

Wszystko stwarza się na nowo i odrasta odmienione.
Spójrz na tę żabę, która przysiadła na bucie.
Miliony lat temu była rybą, wijącą się bezbronnie
w pysku gada, dziś  wie, że jak tylko drgniesz,

trzeba uciekać.

 

IV. Alija bet, 1943

Lipmanowie jak wyjęci z Gottlieba – handełes i czarna kura
domowa, trzy kroki za nim. Nawet do zdjęcia pozuje z ukrycia.
Jaka tam żona? Służka, o czym świadczą - jego: krochmal,

kanty, biel - jej: zdarte dłonie, pieprzowa twarz. Znów
jest gwarno w telawiwskim porcie. Łodzie ciągną czwórkami
do brzegu – skłócone języki całej Europy. Pierwszy meldunek
- studio fotograficzne uchodźcy Kugelszwarca: żona, teść, babka

pamiętająca Cara, syn, nie syn – trzaska się im portretowe
i wrzuca w powielacz. Chaim, Aron, Lejb – mówią, że ubyli,
a tu znów ich przybywa, taśmowo. Kiedy tak stoją w atelier,
dzień po przybyciu, ktoś za broszki rozdaje im role. Głos

zza plandeki mówi: masz brata – Węgra, siostrę – Rumunkę,
matka - będzie Holenderką z tanio wydanym dokumentem.
Dostaniecie chleb, co do reszty trzeba dogadać się samemu.

 

Z tomu Widzenia (2013)

 

KAUFHAUS [fragm.]

#1

Tam wciąż jest Kaufhaus - żywy, czerwony,
a we mnie smak metalu. Pora przetopu w toku
i wszystko idzie ku gorącu. Lato. Mówią o piekle;
przekonuję - to od huty bije. Za chwilę noc,
a z nią druga zmiana wyjdzie z domów.
Znam wszystkich, którzy idą w kolumnie.
Coraz mniej, coraz starsi. Rdza unosi się
w powietrzu. Tłoki są głośniejsze
niż w dzieciństwie.

Opisuję to na ostatnią chwilę.

 

#3

Siedzimy pod klopsztangą.
Sień wyziera na przestrzał,
za nią popołudnie i szykują się
wojenki na kije.

Nasz plac wypowiada traktat
ich placom i wieść niesie się Hanią.
W górze mieszkania, w każdym rozgwar.

O, powszedniości,
która wypełniasz mój brzuch,
sycisz oczy - trwaj mimo wszystko,
wbrew wszystkim.

 

#5

Moje ich domy i cegły, na których pisało się
imiona i kurestwa. Moje ich domy i okna,
w których białe gardiny, żeby nie widzieli.

Mój jeden mieszkaniec ich domów, sprawca
wojen na kije, generał klopsztangi, major
hasioka. Jak tylko wyrośliśmy z armii,
wrośliśmy w siebie i tak dwadzieścia lat

w pokoju w tle Huty Pokój. Ten ich dom
nas wchłania, jak wchłoną innych przed
nami. To stąd ciepło, to stąd dobry sen.

 

Gubione

Umlauty prześladowały moją rodzinę,
aż ktoś za Rusa odstrzelił je z nazwiska
i imion, a z nimi odcięto pikielhauby
ze zdjęć i wrzucono do pieca. Poszły

z dymem stulecia i imiona, co brzmiały
zbyt berlińsko. Dziś za stołem Krzyś,
jakiś Józek (wiadomo po Stalinie).

No cóż, takie były czasy
i jak mi tłumaczyła babka:
czasami rodzimy się dwa razy
a czasami nawet trzy.

 

Sarajewo

Lewa strona rodziny to kocioł bałkański.
Po prawej tłuści, przeklęci Habsburgowie.

Jeśli już spotykamy się na urodzinach,
to najpierw zaczynamy od  podziału stołu:
śledzie wędrują na lewo, kiełbasa na prawo.

Nie zmienia to jednak faktu, że jak to z urodzin,
wszyscy wychodzą głodni. I to nas jakoś łączy,
póki stół pełny, póki blat szeroki, póki co.

 

Bałkan

Spojrzałem na miasto, a ono odwróciło wzrok,
stało się energumenem. Bo cóż więcej może

z niego wysnuć Polaczek, nieznający wojen?
Te ulice w niczym nie różnią się od pompejskich,

a te kopczyki - od kurhanów po praprawojnach.
Tymczasem ciężar rośnie i czuć go w rozmowie.

Mówią, że za linią wiele zostało, a pod nami więcej
– wskazują palcem, długim i  białym od wapna.

To garnizon, kino, dobite Jeruzalem. Dziś - plac.
Trzeba tutejszym wierzyć na słowo, bo noce są

długie i parne, a w domach wciąż trwa czujka.
Rano za to luz. Parzy się kawa, oddycha pełną

piersią, chociaż okien nie otwierają. To odruch,
jak wtedy, gdy odwracasz głowę od zdartego

nagle strupa. Tu też coś zarasta. Dokłada się
cegieł i samosiejki pracują. Tramwaj już wrócił,

w domy wprowadzili się nowi. Też przyglądają
się miastu, ale w oczy sobie nie zaglądają.

 

Pięć

Patrząc na to –
pięć palców wiele zmienia.
Pną się domy twardsze od ciał
i wojny pociągają za cyngiel.

Jest też czym wskazać tamtą,
tamtego, tych, którzy coś okrutnego
zrobili komuś w dzień, noc, w przedświcie.

Przy tym bunt w koloni planktonu,
to chwilowa zmiana kursu - śliska sprawa,
ale nieprzyprawiająca ryby o głód.

Na punkcie pięciu oszalały nawet małpy.
Nic tylko podnoszą na siebie kamienie i dzieci.

Mówi się nawet - i to kwestia ewolucji -
że śmierć  też zachłysnęła się tymi pięcioma –
przestała spokojnie przychodzić, zastawać
we śnie lub zaczajać się w chorobie.
Zwyczajnie – chwyta i zaciska.

A tu taki wąż, bez palców sunie lasem.
Wojen nie toczy, nie wyrywa nikomu z ramion,
nie wskazuje spośród tłumów.

Zwija się za to w kłębek
po tłustej myszy i myśli
- jak tu jeszcze pokrzyżować szyki?

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.