W najnowszym numerze...

Paulina Korzeniewska - Pogodna biel dobrego samopoczucia

Dwadzieścia osiem. Dokładnie tyle wierszy mieści się w Pogodnej bieli dobrego samopoczucia. Propozycja na luty roku zwykłego, nieprzestępnego, po jednym tekście na każdy dzień. Poetycka wersja kalendarza adwentowego – jeden biały chłodny utwór na codzienne rozpoczęcie białego chłodnego poranka, w oczekiwaniu na pogodną biel płatków śliwy (lub innych drzew kwitnących na biało). A ja za tę biel zabrałam się w pełnym rozkwicie wiosny i nie wiem, czy jest to na nią najlepsza pora.

Ta książka niewątpliwie ma na siebie pomysł, od samego początku jasny i przejrzysty. Wszystkie wiersze pisane są z perspektywy podmiotu męskiego. „Język faceta” – jak mówi o nim w blurbie Justyna Sobolewska – wyraźnie zakrzywia optykę. Dostajemy chłód, szczerość, dystans (często pozorny), wahanie, niekiedy wycofanie (lub nieumiejętność zaangażowania). Przeżycia bohaterów – jak słusznie zauważa Jakub Sajkowski – „autorka traktuje zarówno ze zjadliwą ironią, jak i z czułością”, a Sobolewska dopowiada: „co za ironiczny impet, co za ostre cięcie”. Korzeniewska jednak przede wszystkim daje swoim bohaterom biel przestrzeni: staje z boku i pozwala im mówić, nie wtrąca się, nie narzuca swojego punktu widzenia. Tytuł jest tu raczej zwodniczy, bo choć nie jest tak, że podmiot nieustannie cierpi, trudno jednak odnaleźć w jego egzystencji jakieś wyraźne jasne punkty; to raczej małe radości niż wielkie szczęścia. Biel wyobraża dystans, chłód, samotność, obiektywizm (do pewnego stopnia), choć niekiedy również spokój, ukojenie, bezpieczeństwo. Biel daje zwodniczą nadzieję, nie można bowiem zacząć od zera, będąc w samym środku akcji. Nigdy nie jest się carte blanche, wszystko widać po nas jak na dłoni, ukrycie się to tylko iluzja. Im bardziej się zakrywamy, tym bardziej się odsłaniamy i pozostaje tylko pytanie: „(…) po do kupił sobie białe spodnie / gdy jeszcze mógł / przecież wszystko na nich widać”.

Każde moje podejście do tej książki było inne. Część lektur uznałabym za zakończone sukcesem, inne za zwieńczone klęską. Tak jakby barwa biała wpłynęła w znaczący sposób na mój odbiór. Niekiedy dostawałam jednolity, wyraźny obraz, którego komponenty dobrze łączyły się w całość, a innym razem biel nagle rozszczepiała się na swoje części składowe, wprowadzając chaos. O dziwo – lub też oczywiście – to „innym razem” było lepiej i ciekawiej. Wtedy poszczególne wiersze przestawały się zlewać, nadal do siebie pasując. Biel to niebezpieczny teren dla poezji. Tutaj jej wyraźnie nacechowanie chłodem powodowało, że teksty bywały do siebie aż nazbyt podobne. Jakby prowadził nas przez nie tylko jeden podmiot, którego dobrze się poznało już po pierwszych kilku wierszach i nagle okazywało się, iż repertuar jego przeżyć, doświadczeń i spostrzeżeń jest właściwie stosunkowo ubogi, iż nie ma nam nic więcej do zaoferowania.

Należy autorce oddać sprawiedliwość, że jej frazy bywają niezwykle celne i mięsiste. Niewielka objętość zarówno poszczególnych utworów, jak i całej książki działają zdecydowanie na korzyść tomu. Otrzymujemy konkret, coś uchwytnego, ujętego z maksymalną kondensacją i prostotą (biel!). Nie znaczy to jednak, że nie ma tu miejsca na gwałtowne porywy czy intensywne doznania. Choć nie kipi, to jednak mocno buzuje pod powierzchnią. Bywa brutalnie, ale też niezwykle czule: „dwunastą minutę / chłodzę dla ciebie poduszkę / cały się spinam tym / czy ty się rozluźnisz”. Im bardziej lakoniczne dostajemy wiersze, tym wyrazistszy i bogatszy ich smak. Tu nie ma miejsca na popołudniowe ploteczki przy kawie, owijanie w bawełnę, chodzenie dookoła. Każdy pojedynczy tekst to emocja domagająca się wyraźnego i jednoznacznego wysłowienia na zasadzie „muszę to z siebie wyrzucić” (taki jest zresztą tytuł jednego z utworów, który brzmi następująco: „jestem rozczarowany / że nie nosisz stanika i majtek / do pary”).

Od Pauliny Korzeniewskiej dostajemy spójną, konsekwentnie zrealizowaną książkę, podobną do tafli lodu: stosunkowo gładką, choć niepozbawioną cięć i pęknięć. O jej wartości przesądzają te właśnie szczeliny, choć ich udział w tworzeniu wydaje się niewystarczający. Doceniam Pogodną biel dobrego samopoczucia bardziej jako przedsięwzięcie niż wytwór; bardziej podoba mi się zamysł niż efekt. Tym jednak, co wyróżnia tę książkę, jest interesujący i charakterystyczny punkt widzenia. Choć Sobolewska mówi o „języku faceta” i wskazuje, że w ogóle jest to „poezja języka, który się obnaża i kompromituje”, ja widzę to nieco inaczej. Być może nie mnie o tym sądzić, ale nie wydaje mi się, żeby był to obnażony i skompromitowany język faceta. To jest odczuty, poddany próbie i głęboko przeanalizowany język faceta. I choć podmiot żeński nie ukazuje się tu nigdzie, to kobieta jest właściwie w centrum. Coś, co często występuje w tzw. liryce kobiecej, Korzeniewska przenosi na całkiem inny grunt. Kreuje podmiot męski wiecznie orbitujący wokół jakiegoś „ty”, silnie osadzony w męskości i jednocześnie wiecznie ją przekraczający. To ktoś, kto mówi sobie: „miałem już nie roztrząsać / problemów współczesnego feminizmu / ale na wikipedii poczytałem trochę / o virginii wolf”. Jego tożsamość znamy od razu. Otwiera się przed nami już w pierwszym wierszu, w którym dokonuje „wyjścia ze strefy komfortu”. Po co wykonuje ten krok? Komfort jest bowiem tylko udawany, w rzeczywistości zaś „obrośnięty wewnątrz chwastami”. To wyjście jest pewnego rodzaju lekcją, nauką ratowania, sklejania, radzenia sobie nie tylko z sobą samym, ale też z innymi. To też konfrontacja z męskością stereotypową, z narzuconymi rolami, z przeciętnością.

Pogodną biel dobrego samopoczucia po prostu trudno mi polubić. Nie jest to książka, która zajmie wysoką pozycję w moim prywatnym rankingu poetyckim. Napisana przyzwoicie, momentami błyskotliwa, chwilami poruszająca. Sądzę jednak, że głos, który wydobyła Paulina Korzeniewska, jest ważny i powinien być usłyszany. Wrażliwość autorki na język jest z pewnością ogromna. Pogodna biel dobrego samopoczucia to przekaz kogoś, komu na moment udało się wyjść z ukrycia. Może tylko na ten jeden moment i tylko w tej jednej książce. Trzeba więc ją docenić pomimo niedoskonałości.

Anna Mochalska

 

Autor: Paulina Korzeniewska
Tytuł: Pogodna biel dobrego samopoczucia
Wydawca: Dom Literatury w Łodzi, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi, Łódź 2016
ISBN: 978-83-62733-49-1

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.