W najnowszym numerze...

Warkoczami. Antologia nowej poezji

Wobec antologii poetyckich zawsze czuje się trochę bezradna. Niby rozumiem to, że są one przydatne, ponieważ pozwalają przyjrzeć się poezji z jakiegoś dłuższego lub krótszego okresu w sposób całościowy, prezentują najsilniejsze i najciekawsze (zdaniem redaktorów tych publikacji) głosy poetyckie, które w jakiś sposób dialogują ze sobą – warsztatowo, tematycznie czy światopoglądowo. Niby wiem, że warto współczesnym czytelnikom książek i czytelnikom in spe z uporem przypominać o obecności poezji w literaturze, podpowiadać nazwiska, pokazywać, że naprawdę mają z czego wybierać oraz uzmysławiać im, że wiersze dawnych czy najnowszych poetów i poetek są dla nich i o nich – nawet jeśli tłumaczą oni swoją niechęć rzekomą barierą komunikacyjną. Pomimo świadomości korzyści edukacyjnych i promocyjnych z publikowania antologii poetyckich mam jednak wiele wątpliwości za każdym razem, gdy dowiaduję się o kolejnej książce tego typu, choć nie ma ich przecież przesadnie wiele i każda wnosi coś nowego w postrzeganie poezji. Tak było też w przypadku Warkoczami. Antologii nowej poezji – publikacji wydanej w 2016 roku przez Staromiejski Dom Kultury w Warszawie.

To nie znaczy, że negatywnie odbieram tę antologię. Wręcz przeciwnie – budzi mój najgłębszy podziw. Po pierwsze dlatego, że dzięki przemyślanym konfiguracjom wybranych wierszy dwudziestu poetek i dwóch poetów pozwala je interpretować biorąc pod uwagę ich wspólny kontekst kobiecy, ale – uwaga – daleki od sentymentalizmu, trywializowania kobiecości w poezji. Mamy tutaj „działy” takie jak: „Morfy”, „Żegnaj, laleczko”, „Prenatal”, „Pochwała matek”, „Inicjacje”, „L.O.V.E”, „Zawiązki”, „Wspólny Pokój”, „Portretowa”, „Presje”, „Ingerencje”, „Sploty, supły, szczypanki”, „Horyzont w przejściu”. Myślę, że układ alfabetyczny według nazwisk autorek i autorów byłby w tym przypadku bezbarwny i jałowy. Po drugie, szalenie podoba mi się to, że antologia w sposób jawny prezentuje twórców osobiście ważnych dla jej redaktorek – Sylwii Głuszak, Beaty Guli i Joanny Mueller. A dlaczego wybrały one takie, a nie inne osoby? Ze względu na żywe, prawdziwe zainteresowanie ich poezją i/lub ze względu na wspólne uczestnictwo w feminariach w warszawskim Wspólnym Pokoju i w festiwalu Manifestacje Poetyckie oraz na działalność w Staromiejskim Domu Kultury i w czasopiśmie „Wakat” . O tym, że taka była motywacja świadczy to, w jaki sposób zostały napisane biogramy. Na przykład pod koniec biogramu Justyny Radczyńskiej czytamy: „W WP obecna od początku, prowadziła m. in. zajęcia o mistycyzmie. Gospodyni feminaryjnych uczt i potańcówek”, a wśród informacji o Agnieszce Wolny-Hamkało znajdujemy zdanie: „W WP gościła wielokrotnie tekstowo i raz osobiście jako autorka książki Zaćmienie”. Nie było tu więc niemożliwego do zrealizowania założenia, że oto przedstawi się w sposób obiektywny wszystkie polskie poetki.  Są za to gościnność, domowość, rzeczywiste zachwyty lekturowe. Po trzecie, co łączy się z dwoma wyżej wymienionymi powodami, Warkoczami. Antologia nowej poezji jest ironiczną odpowiedzią na spychanie liryki tworzonej przez kobiety na margines lub nawet poza niego. Ktoś mógłby zapytać: a nie było już tego w Solistkach. Antologii poezji kobiet (1989-2009)? Wydaje mi się, że Solistki owszem domagają się obecności kobiecego głosu w liryce polskiej w celu pokazania prawdziwego jej obrazu, odkłamania go (bo czy tylko mężczyźni piszą świetne wiersze?), ale Warkoczami idą dalej – uświadamiają niesprawiedliwość środowiskową. Innymi słowy: dlaczego tak wielu osób nie oburzają antologie poetyckie całkowicie lub prawie całkowicie męskie (na przykład Poza słowa. Antologia wierszy 1976-2006, pod redakcją Tadeusza Dąbrowskiego, czy Powiedzieć to inaczej. Polska liryka najnowsza, pod redakcją Jerzego Borowczyka i Michała Larka), a słyszy się głosy sprzeciwu, kiedy dysproporcja zostaje odwrócona i w publikacji to mężczyźni są w mniejszości? Warto przy tym zwrócić uwagę na to, że redaktorki antologii Warkoczami nadały jej podtytuł Antologia nowej poezji, nie: „nowej poezji kobiet” czy „nowej poezji kobiecej”. Pokazują tym samym, że na ocenę twórczości poetyckiej nie powinna wpływać płeć osób, które się nią zajmują.

Ale odeszłam od moich wątpliwości. Dotyczą one między innymi tego, jak się czyta i interpretuje  wiersze – a właściwie: nie czyta i nie interpretuje –zawarte w antologiach poetyckich. Na okładce Warkoczami znajduje się printscreen facebookowej wypowiedzi  Marii Cyranowicz: „Posłowie jest najważniejsze i wstęp, bo tylko to krytycy będą czytać”. I pomimo tego, że Maciej Woźniak w swojej recenzji w „Dwutygodniku” stara się pokazać, że można właśnie omijać omówienia i skupić się na samych utworach, to jednak jego tekst opisuje Warkoczami jako całość, jako sensowny kobiecy projekt poetycki, wskazuje jego charakterystyczne cechy i określa dykcje poszczególnych autorek. No dobrze, ogólne rozpoznania są potrzebne, porządkują naszą wiedzę i pozwalają konkretną antologię umiejscowić w siatce innych publikacji będących wyborami wierszy. Tylko – co się wtedy dzieje z dokładną lekturą pojedynczych utworów poetyckich? Czy jest ona niemożliwa, ponieważ wymagałaby dłuższego tekstu krytycznego, na którego w czasopismach po prostu nie ma miejsca? A może jest niepotrzebna, ponieważ wolimy czytać książki poetyckie tak jak się czyta książki prozatorskie –jako opowieści, które powinny być spójne i które pozostawiają po sobie jakieś określone wrażenie, ale tak naprawdę nie zatrzymujemy się na mniejszych całościach? W ten sposób uczymy się nawzajem tego, o czym pisał Pierre Bayard w swojej publikacji, a co streszcza się w jej tytule: Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało?

Oczywiście w tym momencie postępuję jak hipokryta, ponieważ sama do tego miejsca nie dokonałam analizy żadnego wiersza. Przy okazji antologii Warkoczami chciałam się jednak zastanowić nad tym, jaką strategię krytyczną przyjąć w recenzowaniu tego typu publikacji. Poprzestawać na kilku słowach wyjaśniających to, skąd się antologia wzięła, jaki jest jej cel, jakie nazwiska i dlaczego się w niej pojawiają? Tyle, że wtedy wszystkie recenzje różnych antologii są bardzo do siebie podobne i mają charakter referujący. Jak ocenić zaprezentowane wiersze konkretnych autorów, skoro są one wyborem dopasowanym do wizji redaktorów, sugerowanym przez nich przesłaniem?  Na dodatek gdy utwory te pojawiły się już wcześniej w tomikach lub są całkiem nowe, nieukontekstowione jeszcze w książce autorskiej. A może antologie traktować w sposób praktyczny jako narzędzie dydaktyczne? To znaczy wyjmować kilka utworów i na ich przykładzie prezentować zjawisko, problem, temat? Obojętnie co wybierzemy – zawsze odciśniemy na tym swoje piętno, swoją wizję poezji współczesnej.

Pomyślałam, że na koniec dobrze byłoby przeanalizować to, co wnoszą dwa głosy męskie do chóru kobiecego w Warkoczami. Antologii nowej poezji. Jest to postępowanie trochę na przekór uwidocznionej dominacji kobiecej, skupienie się na rodzynkach, ale skoro takie a nie inne wiersze takich a nie innych autorów w antologii się pojawiły, to widocznie był tego konkretny powód. Kogo z mężczyzn tutaj mamy? Jakuba Głuszaka, autora tomiku Moje przesłanie do pokolenia współczesnych trzydziestolatków (2013), nie tylko poetę, ale i tłumacza, publicystę, blogera, działacza LGBT, który jako jedyny mężczyzna od początku jest stale obecny we Wspólnym Pokoju. W Warkoczami umieszczono dziewięć jego wierszy: Być mężczyzną; Czas palenia, czas wykopków; 5. Czego słuchasz?; Jeśli twoje nazwisko zaczyna się na jedną z liter; 3. Mówimy o rewolucji; Oto drugie podejście, wiersz, który wszystko wyjaśni; Wprowadzić pin tak, że każdy przycisk innym palcem oraz Zmienić narrację tożsamościową niczym kobieta. Uwzględniony został również Michał Czaja i jeden jego wiersz – wspólny pokój. Michał Czaja to autor dwóch tomików poetyckich: Bo to nowa krytyka będzie o miłości (2013) i Sfory (2015), teoretyk literatury i kultury, krytyk literacki i wykładowca, redaktor „Wakatu”, współorganizator festiwalu literackiego Manifestacje Poetyckie. Jego wiersz brzmi następująco:

 

wspólny pokój

instrukcja była prosta ręka musi pozostać wyciągnięta
aż zacznie drżeć wtedy należy trzymać dalej
potrzeba było świtu mechaniki matek i ich mlecznego pokoju

no podziel się podziel przecież to taka zasada daru
poza kolejną lekcją demokracji poza oceną słabości
mieści się przestrzeń wspólna coś jak strefa wymiany

albo zacznij się grodzić w rezerwacie dzikich kobiet
inaczej wszystko ulegnie wyczerpaniu
a drżenie przerodzi się w krzyk oburzenia

i chłopcy dostaną wpierdol

 

Jest on oparty na fikcyjnej konieczności wyboru – albo wybierze się wspólną, niepolityczną i niewartościującą przestrzeń wymiany albo życie, w którym najważniejszy jest proces grodzenia się, separowania od „męskich innych” w tworzonym przez siebie rezerwacie kobiecym. W rzeczywistości te dwie postawy są tym samym. Co więcej – podejściem pokojowym w stosunku do opozycyjnie ustawionego wyczerpania, oburzenia i agresji wobec egoistycznych „chłopców”. Czym jest więc „wspólny pokój”? Wydaje się, że miejscem samorozwoju, poznawania siebie i swoich twórczych możliwości, a także dochodzenia do prawdziwej i pełnej tożsamości w grupie, która wzajemnie się wspiera. To bunt, ale taki, który jest nie destrukcyjny a budujący.

W wybranych wierszach Jakuba Głuszaka najważniejszy jest podmiot i jego kształtowanie się – w dialogu z innymi ludźmi płci obojga, w czasie szukania swojego miejsca w zmieniających się warunkach historyczno-cywilizacyjnych. Stąd taka obserwacja: „Chłopcy  w galowych mundurach,/ trafiani w serce, nigdy w twarz,// nie mają racji bytu w dzisiejszej popkulturze;/ natomiast querr wchodzi do mainstreamu/ w rozległych, wolno stygnących intruzjach (Oto drugie podejście; wiersz, który wszystko wyjaśni). Najbliższy tematyce genderowej jest utwór Zmienić narrację tożsamościową niczym kobieta. Postuluje on, by ustalić wspólną, demokratyczną narrację tożsamościową, aby nie dochodziło więcej do absurdalnych sytuacji, w których trudno ustalić, kto jest agresorem. Dotyka to zwłaszcza kobiety – raz oceniane jako zbrodniarki lub przynajmniej niebezpieczne kusicielki, raz jako ofiary: „(…) Moja kobiecość/ wymaga szacunku do samej siebie – no weźże się szanuj: nie promuj/ agresji, rozwiązłości i chamstwa wśród chłopców. Nie zmieniaj/ narracji tożsamościowej – kto kat, kto ofiara, kto jest sam sobie winny”. Autor pyta retorycznie: jak ma nie dochodzić do gwałtów i seksistowskiego traktowania kobiet skoro promuje się męskość jako brutalność i brak zahamowań? Ponadto nie ma w kwestii relacji damsko-męskich i polityki demograficznej porozumienia na tle międzynarodowym. Dlatego Głuszak stwierdza ironicznie: „sekularyzacja, antykoncepcja i powszechna opieka zdrowotna/ negatywnie wpłynęły na jakość chrześcijańskich macic,/ tymczasem macice muzułmańskie co roku rodzą tysiące nowych wyznawców”.

Te dwa głosy męskie dowodzą, że miejsce kobiet w społeczeństwie nie musi być dla poetów obojętne, a obecność płci żeńskiej w ich twórczości nie powinna ograniczać się do erotyków czy do ukazywania relacji rodzinnych (figura matki). Redaktorki Warkoczami. Antologia nowej poezji są zatem ciekawe tego, jak mężczyźni postrzegają kobiecość i otwierają im furtkę, by mogli włączyć się do rozmowy, w której poeci i poetki są traktowane na równych prawach. Czy panowie skorzystają z tego zaproszenia? W końcu należałoby sobie uświadomić, że kobiecość i w ogóle płciowość to wspólna sprawa, nie powinna być ona kwestią szerzej poruszaną tylko przez kobiety. A może kiedyś powstanie antologia poetycka skupiona wokół roli mężczyzn w społeczeństwie i różnych odcieni męskości? Jestem ciekawa, jak ona by wyglądała, na jakie „działy” by ją podzielono.  Na razie jednak poeci chyba jej nie potrzebują, nie odbyli jeszcze „seksmisji”.

W każdym razie Warkoczami. Antologię nowej poezji uważam za publikację interesującą i potrzebną. Nie tylko ze względu na uchwycenie zmian, jakie zachodzą w twórczości poetyckiej tworzonej przez kobiety i tym samym w poezji w ogóle (Właśnie – przestańmy uważać, że jedynie mężczyźni są siłą napędową polskiej poezji, a kobiety co najwyżej mogą za nimi podążać i ich naśladować z oczami pełnymi podziwu!), ale również dlatego, że skłania ona do refleksji nad rolą antologii poetyckich w dzisiejszej literaturze (Dla kogo są przeznaczone? Do czego są przydatne? Jak należy je przygotowywać?) i nad tym, w jaki sposób krytycy powinni takie publikacje analizować i promować.

Jolanta Nawrot

 

Redaktorki: Sylwia Głuszak, Beata Gula, Joanna Mueller
Tytuł: Warkoczami. Antologia nowej poezji
Wydawca: Staromiejski Dom Kultury, Warszawa 2016
ISBN: 978-83-89492-76-0

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.