W najnowszym numerze...

Niemal wszystkie wiersze są złe, ale jest to poezja. Siedzę tutaj jak szczur w norze z książek. Od sufitu Tzvetan Todorov, od podłogi Paul Ricoeur, ściany wyklejane Compagnonem, Hockem, dziury zaszpachlowane Rzemiosłem poezji Borgesa, posłanie na Duchu romańskim Ezry Pounda – i co? I nic. Brak dostatecznie wyrazistej koncepcji. U Compagnona znalazłem takie oto stwierdzenie Nelsona Goodmana (filozofa – ale cóż to za rekomendacja, szczególnie w dzisiejszych czasach): … „Gdyż, niestety, większość dzieł sztuki jest zła”. A dalej pojawia się następna sentencja Nelsona Goodmana – filozofa: „Zła interpretacja Dziewiątej symfonii jest sztuką z tego samego powodu, co dobra interpretacja tego utworu”.

Niemal wszystkie wiersze są złe, ale w żadnym wypadku nie jest to powód do niepokoju. One muszą być złe. Fundament to beton, legary, prace ziemne, rozjeżdżone błoto, brudne kombinezony i kurwa w co drugim zdaniu. One nie są złe w sensie wypowiedzi jako takiej – bo w tym sensie one są niezwykłym, za każdym razem unikalnym dostrzeżeniem jakiegoś szczegółu świata, jakiegoś związku, konsolidacji, odległej o galaktyki od „w przyszłym tygodniu” albo „pozdrawiam”. One są złe wyłączne w sensie wypowiedzi poetyckiej. Gdyż, niestety, większość dzieł sztuki jest zła. Z całego Szekspira, giganta tworzenia emocji, ich plątania, zapędzania w kąt, stawiania pod ścianą, tworzenia konfliktów, których wszystkie rozwiązania są złe, z całego Szekspira, ze świata sztuki naprawdę wielkiej, do codziennego życia przeszło jedno zdanie: Być albo nie być. Sens tego pytania od czasu, kiedy sformułował je Szekspir, kształtuje nasz codzienny byt. My sobie to pytanie zadajemy. Na sposób szekspirowski – bo inaczej zadać go nie sposób. Ta fraza ma wartość o mierze cywilizacji, o mierze wytrwania myśli w ruchu. Kilkadziesiąt dramatów, z których większość jest najwyższej próby, sonety, poematy i ta jedna fraza. To ona właśnie jest dobra. Aura otaczająca ją jest jak zwieńczenie, złota klateczka na piramidzie – piramidion. A tam, w piramidionie: Być albo nie być. Cała reszta to kupa kamieni, nawet jeśli kunsztownie złożona. Ale bez nich zawartość piramidionu nie miałaby szansy zaistnieć, a nawet gdyby, to nie miałaby szansy na przebicie się do pierwszego rzędu znaczeń. Do cywilizacyjnego genotypu. Memotypu – niech będzie. Bo przecież o niego tak naprawdę chodzi.

Ewolucja – taka, jak ją rozszyfrował Karol Darwin – jest pozamoralna. Nawet nie jest amoralna – kategorie moralne jej nie dotyczą. Z absolutną obojętnością tworzy kolejne, nowe warianty, z których przeogromną większość odsyła po chwili (we właściwej sobie skali) w niebyt zostawiając te, które dobrze rokują na przyszłość. Warianty z potencjałem rozwojowym. Pary zasad na nici DNA: adenina-tymina, cytozyna-guanina – to są litery. Ich uporządkowane ciągi składają się na wyrazy, wersy, zdania, poematy, wreszcie księgę. Odczytanie księgi to organizm – twór biologiczny, ożywiony i funkcjonujący. Jeżeli dobrze się zapowiada, będzie czytany coraz częściej. Jeżeli nie, ewolucja z olimpijską obojętnością rzuci go w kąt, przerobi na makulaturę, a z uzyskanego surowca sporządzi kolejne matryce, do kolejnych eksperymentów. Przeogromna większość tworów ewolucji poszła na makulaturę – najczęściej zjedli je inni, lepiej przygotowani, lepiej dający sobie radę. Dlatego wyglądające na skandaliczną prowokację stwierdzenie, że niemal wszystkie wiersze są złe jest tak samo pozamoralne, jak pozamoralny jest od milionleci trwający ciąg ewolucyjnych eksperymentów. A poezja jest przecież równie nieustającym eksperymentem, tyle że na  słowach. I podobnie jak w ewolucji biologicznej, w poezji jest niezbędne zaistnienie utworów idących w zapomnienie w chwilę po stworzeniu, rozprzestrzeniających się jedynie lokalnie,  wierszy powielających się jak króliki, ale na jeden sezon, poematów kochanych przez jedno pokolenie, a wszystko to tylko po to, aby wśród niezliczonej ilości utworów wykluł się ten jeden, który przeżyje niekiedy i tysiąclecia. Będąc nieustannie kreatywnym, nieustannie inspirującym, nieustannie zachęcającym, zmuszającym wręcz do kontynuacji eksperymentu tworzenia poezji. Po czym powstanie kolejny mem-inspirator.

Richard Dawkins tworząc, a później wielokrotnie opisując ukute przez siebie pojęcie memu, jakby niechętnie odnosił się do tego aspektu jego ewolucji. Mówiącego o tym, że miliony wierszy memami nie zostaną. Przeminą po chwili, niekiedy stając się pożywką dla innych wierszy, niekiedy (i oby jak najrzadziej) jedynie matrycą – pustą kartką papieru do napisania następnych. Jest to, podkreślę raz jeszcze, pozamoralne (być może w przypadku poezji bardziej trafne byłoby: pozaetyczne) i jednocześnie jest niezbędne, bo tylko różnorodność gwarantuje ewolucję idącą najlepszą z możliwych linii rozwoju. Dlatego należy w sobie poszukiwać poety, dlatego należy pisać wiersze – pomijam tu naturalnie wszystkie pożądane emocje towarzyszące tworzeniu poezji. Z cywilizacyjnie ewolucyjnego punktu widzenia ilość poetów i ilość napisanych przez nich wierszy ma fundamentalne znaczenie. Zachowuję się jak nieczuły, suchy biolog – wiem.

Jest jeszcze jeden, szczególny aspekt tak prowadzonych rozważań. Otóż właściwie nie sposób przewidzieć, który utwór, który jego fragment zostanie memem. Który będzie tym najdłużej zapamiętanym i najbardziej kreatywnym.  Który będzie dominującym dla kolejnego piętra ewolucji poezji. Który będzie jak ten, Chaucera: Twe oczy nagle mnie zabiją. Mogę nie przeżyć ich urody. Dlatego ja też piszę wiersze. Nawet ja – nieczuły, suchy biolog. Odkładam je do szuflady, to prawda, ale kiedy siadam przed czystą kartką papieru, mam ogromną nadzieję, że to, co spłynie na papier z mojej wyobraźni, będzie miało szansę. Zainspirowany poprzednimi, staram się stworzyć następne. Nawet jeśli nieudane, dokładają swoją cegiełkę do ewolucyjnie niezbędnej różnorodności. Są bardzo potrzebne, wszystkie. Wszystkie są poezją.

Jerzy Alski

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2018 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.