W najnowszym numerze...

Porfiriusz z Tyru głosił: Adversus christianos – i podobnie jak autor przywołanych rozważań trafię zapewne do gabloty z kopytkiem jednorożca  i koroną Fryderyka Barbarossy – tą samą, która razem z nim utonęła podczas wyprawy krzyżowej. Jeszcze bardziej prawdopodobne, że zostanę rzucony w kąt razem z duszą wieprza i refleksem oka Cyklopa, bo co można zrobić z takim elementem układanki, który przestał pasować? Z takim elementem? Melancholijne zacietrzewienie naznaczone fatalizmem – oto, co zapewne cechować będzie tekst ten, który istnieje w tej chwili jedynie jako zamysł do zrealizowania, chaotycznie dość poukładany na półkach poeźnianej garderoby, poukładany z rozpaczliwą świadomością, że nawet jeśli przybywa jakże modnych w ostatnich sezonach garniturów z krótkimi spodenkami i ciasnawymi marynarkami, przybywa kiecek we wzorki świnkoryjkowe oraz bluzek malowanych w przedłużane rzęsy, to przecież nadal niedościgły pozostaje smoking i muszka – ale też coraz bardziej nie do doścignięcia. I co z tego? Ano, niewiele.

Co dał światu elaborat Porfiriusza z Tyru? Właśnie tyle, czyli niemal nic. Potępiony za cesarza Konstantyna i ostatecznie skazany na wymazanie w 448 roku, zachował się jedynie w tych fragmentach, które wśród kilku innych uczonych teologów cytował w polemikach Euzebiusz z Cezarei, ilustrując nimi bezrozumność występujących przeciwko chrześcijanom. Trafna była jego konstatacja bezrozumności adwersarzy o tyle, że Porfiriusz niewielu przekonał, przeciwników zainspirował do tworzenia zręcznych kontrargumentów, a od owych czasów on sam uważany jest za esencjonalnego poganina, portretowanego wśród katedralnych gargulców pomiędzy chimerami, szatanami i krasnalami, a katedr wokół nas stoi hohoho! – wiele. Chrześcijanie zwyciężyli mocą swojej wiary nawet nie zwracając szczególnej uwagi na Porfiriusza. Czy był bezpotrzebny? Nie – albowiem chrześcijańską argumentację podniósł na wyższy poziom.

Czasami potrzebny jest przeciwnik, który zmusi do wysiłku.
Na to samo mam nadzieję.
Poezja stała się fikcją albo czymś innym, aniżeli dotąd pod pojęciem poezji rozumiałem.

Napisawszy to przeraziłem się samego siebie. Jak można być tak potwornym poganinem. Jak??? – i tu wstąpiła we mnie porfiryjska odwaga. Co prawda formatu odmienionego z racji czasów i obyczajów, bo przecież nie zostanę ukamienowany, a co najwyżej zbanowany, niechby i zhejtowany (tak się teraz mówi?). Nie zgniję w lochu, ewentualnie dokonam żywota poza facebookiem (jak wiadomo, życie poza fb nie istnieje). Nie będę tkwił w pręgierzu, obrzucany padliną – może zamkną mnie na Twitterze i zasypią hasztagami przepełnionymi miłosierną litością. Może. Co prawda, zawsze może się zdarzyć, że jakiś poeta zostanie tym, co napiszę, odwiedziony od elegijności, melancholii, introwersji oraz alienacji i posiądzie dostateczną dawkę adrenaliny aby osobiście i realnie obić mi gębę, ale jest to, moim zdaniem, równie mało prawdopodobne, jak powstanie sonetu o sile rażenia porównywalnej z Michała Anioła „Noc, którą widzisz”, przy czym mam na myśli siłę rażenia jawną i ukrytą. Zatem jest to niemal nieprawdopodobne, a w ostateczności oddam.

Noc, którą widzisz w słodkim snu oprzędzie,
Jest przez Anioła wykuta w kamieniu.[I]

Ktoś to potrafi powtórzyć? Zderzyć ze sobą dwa wersy w taki sposób? Aby granatowe, przejrzysta poświata pierwszego sięgnęła w drugim głębi o twardości wręcz nieskończonej? Wiocha – powiedzą. Kto dziś używa słów tak prostackich? Czarna przepaść, niesłony, zasznurować, a jeszcze lepiej: związać albo zniewolić – to może być. Anioł jest natomiast niedopuszczalny absolutnie – mógłby urażać uczucia religijne, lub też niereligijne – do wyboru. Nie jest to intelektualne, nie jest grą językową, metafory są podmiejskie, ani odwołania do Hioba, ani do gender. Bo jakiej płci jest Anioł? A poeta rozmyśla, a nie ryje w kamieniu.

Niewolnik błyska nagą szablą
Do rzek podobną i do źródeł
Za każdym razem gdy ją zniża
Wszechświata brzuch rozcina ostrze
Wychodzą z niego nowe światy[II]

I co teraz zrobimy wszyscy? Nie wiem – ja zdejmę czapkę. Apollinaire nie studiował fizyki, a z całą pewnością nie studiował tej fizyki, która wówczas po prostu nie istniała – ewolucyjnej kosmosu. To jest ten błysk pewności – jaskrawe światło – iluminacja – coś, na czym opiera się wizjonerskie posłannictwo poezji. Poezja nie chodzi na seminaria, ona po prostu wie, że jest tak i tak. Poezja nie podaje paradygmatów – tymczasowych twierdzeń na doraźny użytek. Ona tworzy tezy, i nieważne, prawdziwe, czy nie. Od tego są filozofowie. Tezy poezji są zawsze prawdziwe. Ale przymierzając się do Kostrowickiego, dzisiejszy introwertyk ekwilibrysta dożyłby zgrzybiałej starości zanim by się ze swojego wnętrza wygrzebał i choćby dostrzegł, że istnieje Wszechświat. Wszechświat! A nie intelektualne gierki koniecznie z prezerwatywą naciągniętą na imaginację. Metafora poszukiwana z kawałkiem gumy nadzianym na głowę nie zapłodni niczym nikogo. Poeta to wojownik – przynajmniej tak było. Poeta to Achilles ciskający wersem jak włócznią, a piękno wersu odczytuje się z lotu włóczni. O bogowie – lotu!

Albowiem nikt nie może dziś szukać czystości,
Gdy dla plugastwa tyle ma litości,
I wszystko jest na opak;
I już nie lecą moje strzały,
Co zabijały. Niczego się już czysto nie zabije,
Lecz wszystko gnije.[III]

Określona postawa etyczna może budzić kontrowersje. Nawet sprzeciw, niekiedy głęboki. Niemniej, przedstawiona w sposób piękny, a tym bardziej z pasją, czytelną wśród kolejnych fraz, zmusza do namysłu. Bowiem jeżeli piękno tego fragmentu powoduje drżenie rąk i mimowolne mrużenie powiek, to ono w nim jest – niezaprzeczalnie. Jeśli tak, to w jaki sposób frazy pełne arystokratycznej odrazy, odrzucające litość na rzecz mordu, mogą owo piękno zawierać? Zagadka? Nie – albo tak. Bo jeśli na danym poziomie refleksji nie możemy utwierdzić się w uzasadnieniu dla wewnętrznego przekonania o pięknie, należy zejść niżej. W kompletnych ciemnościach studni, gdzie jedynie słowa Pounda będą dawać blask, być może utwierdzę się w moim sposobie ich odczytania, w którym słyszę iście nietzscheańskie wołanie o doskonałość, czuję żal i ból po jej utracie. Poeta nie ma w sobie ani krzty litości dla niczego, co jawi mu się nieczystym – nawet w nim samym. Zabić to, nawet jeśli w samym sobie – woła i przypomina tym wołaniem inną frazę, wypowiedzianą przez kogo innego: A jeżeli cię gorszy twoje oko prawe, to je sobie wyłup i odrzuć je od siebie. To jest piękno odnalezione, powtórzone jeszcze raz przez poetę, z wzniosłością, siłą i odwagą właściwą poezji.

Nie było lata. Jesień szła od wiosny
Jak ziąb – od wody, jak od dzwonu kręgi.
Dnia piętnastego Burns pozbierał wiosła,
Zaszedł nad morze,
Zawrócił do karczmy.[IV]

Tak zrobię. Zawrócę do karczmy, porfiriański poganin do szpiku kości, broniący wartości przemijających i minionych, być może niedostrzegający waloru poezji zinternalizowanej, tej poezji, która, warunkowana okolicznościami w której przyszło jej powstawać, taka rodzi się, a nie inna: poesia da camera, podczas gdy poesia da chiesa z całą swoją iluminacją odchodzi, czy też już odeszła. Cecha czasów i, być może, a nawet zapewne, nie jest to winą poetów. I wyszedł w zamieć, jakby wchodził w kościół – to fraza z tego samego wiersza. To tylko kilka zarzutów, sformułowanych pośrednio i, mam nadzieję, dostatecznie subtelnie, aby podjąć z nimi dyskurs, nie zaś zhejtować. Przypomnienie o cechach minionych, być może, podobnie jak u Porfiriusza, spowoduje twórczą walkę na wiersze. Czy lepsze? Jeśli według mojej intencji, to realizujące związki historyczne na tyle wyraźnie, aby w czytelniku wyzwolić spostrzeżenie: nie jestem osamotniony. Nie jestem porzucony.     

Jerzy Alski



[I] Leopold Staff, Michał Anioł i jego poezje, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1977.

[II] Guillaume Apollinaire, Wybór pism, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1980.

[III] Ezra Pound, Pieśni, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1996.

[IV] Stanisław Grochowiak, Nie było lata, Czytelnik, Warszawa, 1969.

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.