W najnowszym numerze...

Mariusz Partyka - Wierzyniec

jesteśmy nieprzyzwyczajeni do widoku ciał niepogrzebanych,
przymykamy powieki, odwracamy głowy (…)

(wodopój)

Książka Partyki, którą można by spróbować podsumować powyższym cytatem, snuje się wokół jednej myśli, ale jest to kilkuwątkowa osnowa, przeplatająca się. Wśród najważniejszych zadań, jakie autor postawił swoim wierszom, jest zmuszenie czytelnika do patrzenia. Niepozwolenie na „odwrócenie głowy”. W tym samym wierszu:

na zrębie wywrócili ziemię na drugą stronę, biały pasek
wygląda jak podbrzusze orki

Od początku lektury narasta przeświadczenie, że jest ta druga strona, na którą nie patrzymy, ukryta przed światłem i przed spojrzeniem. I wcale nie chodzi wyłącznie o fakt umierania, a zwłaszcza umierania zwierząt. To nie jest książka ekologiczna i to nie jest książka o zwierzętach. To książka o zjawisku, fenomenie życia. Opisywane zwierzęta są tylko przejawami czegoś powszechnego, potężnego, trudnego do nazwania (bo ani słowo „życie”, ani „przyroda” nie wyczerpują tematu - skoro powstał tom wierszy próbujący opisać to precyzyjniej).

Spośród wielu naturalnych inicjacji, jest też taka: zadanie śmierci pierwszy raz. Wydaje się, że u Partyki jest to inicjacja tak ważna, jak inne - pierwszy seks, pierwsze dziecko, dawniej - wejście do wspólnoty plemiennej, religijnej. Obchodzi się z tym wydarzeniem z należną mu wagą, niemal celebruje, przygląda się analitycznie, jednocześnie czuje, że ten akt zmienia człowieka na zawsze. Nie daje się usunąć z pamięci. Żywy organizm znika z przyrody, jedyny ślad, jaki pozostawia, jest w jego zabójcy (ślad). Od tej chwili rzeczywistość poszerza się o ten punkt widzenia, któremu poświęcone są wiersze z Wierzyńca.

Śmierć zwierzęcia jest biologiczna. Trudniej jest jej nadać wagę duchową, filozoficzną. Może jest więc dużo lepszym modelem śmierci do analizy niż umieranie ludzi - nacechowane emocjami, kulturą, sztuką, religią, filozofią, całym mnóstwem zjawisk zasłaniających rzeczywistość. W takich wierszach jak bydlarz, naganka czy naganiacze wydaje się oczywiste, że Partyka uniwersalizuje. Nie oddziela ludzi od zwierząt, opisuje zjawiska wspólne jednym i drugim, tyle że zwierzę jest po prostu lepszym przykładem.

A może jesteśmy prowadzeni do wniosku, że nie ma w ogóle żadnego życia i śmierci, jest tylko krążenie materii. W wierszach takich jak karma lub [jabłka] widać to szczególnie wyraźnie.

Zagłuszanie: tym zajmuje się człowiek, to jeden z głównych elementów postępu („śmierć zdziczała” Ariesa). Wydaje się, że sedno wiersza wieża myśliwych tkwi właśnie w tym. Im bliżej przyrody, tym dosadniej widać potężne siły w niej ukryte. Ale można stać z daleka (dla spokoju), interpretować zjawiska przez proste metafory fałszujące ich obraz (jarmarczny balonik, patelnia, szum informacyjny - erzace elementów krajobrazu i pogody), aż do momentu, kiedy śmieci organiczne zamieniają się w odpady przemysłowe - przestajemy być biologiczni. Podobna myśl powraca kilkakrotnie, np. w preparowaniu.

Ale - jeśli natura zwycięża - czy naprawdę kultura ma znaczenie i czy w ogóle można pływać w wielu rzekach? [między podłogą a ścianą]. Może do tego trzeba być psem, a nie człowiekiem - humanistą?

Nemrod wydaje się być jednym z kluczowych wierszy zbioru. Biblijny myśliwy, pierwszy bezrefleksyjny zabójca, doskonałe ucieleśnienie toku myślenia z całej książki. Wiersz odwraca chrześcijański porządek etyczny. Myśliwy (rozpoznajemy go po łusce od naboju) jest jednocześnie mesjaszem, spadkobiercą Nemroda, uosabia kulturę śmierci lub samą śmierć. Dokonuje aktu, jakiego domagał się apostoł Tomasz - nie chciał uwierzyć, że Jezus żyje dopóki nie włoży dłoni w jego rany. Nemrod - przeciwnie:

zapamiętajmy ten widok, bo śmierci nie można zapomnieć,
mówi i zanurza dwa palce w ranie.

Chce się tym samym, symbolicznym gestem upewnić, dowieść, że ofiara nie żyje. Ten sam akt - przeciwne konsekwencje. Dochodzi prawdopodobnie do „namaszczenia” jednego ze stojących. Przygląda się zabitemu zwierzęciu, które pozostawiono na noc - więc nie było to polowanie dla jedzenia. Pomazaniec nie będzie żył „normalnie”, nie doświadczy tego, co może być sednem egzystencji. To sedno jest jednak dość zagadkowe, do samego końca nie dowiadujemy się, co właściwie tracimy lub ewentualnie - zyskujemy.

Wiersz nemrod wnosi do zbioru coś więcej niż przereklamowaną ekologię lub męczący na dłuższą metę naturalizm. Pojawia się bardzo ciekawy mistycyzm, którego potencjał, jak sądzę, nie został wyczerpany. Świat ożywiony nie okazuje się mechanicznym, jeśli pozbawić go duchowości chrześcijańskiej. Jest nadal duchowy, ale w zupełnie inny sposób, zyskał przeciwieństwo różne od potocznie przyjmowanego, a „kultura śmierci” jest w równym stopniu kulturą z własną ewangelią. Nie mniej przepojoną mocą i transcendencją, jak „kultura życia”.

Ostatecznie także tytuł tomiku zdaje się sugerować, że poza słowem „zwierzę” ważne jest tu słowo „wiara”. Reminiscencje tego specyficznego widzenia świata można znaleźć w rezurekcji, w [jako dziecko] (reminiscencja epizodu z dzieciństwa Jezusa), [nie czujemy głodu] (reminiscencja podania o potopie) i kilku innych, już nie tak bardzo przenikliwych wierszach.

Gdyby wskazać literackie powiązania Partyki, jeden z tropów znajdujemy w tytule wiersza „Piero della Francesca w drodze do Jeruzalem”. To niemal na pewno nawiązanie nie tyle do samego malarza i jego dzieła, co do Herberta, który sobie Francescę upodobał. Takie wtręty nie pojawiają się przypadkiem. Rzeczywiście, chłód analizy w Wierzyńcu, ograniczenie przymiotników, fotograficzny realizm, powstrzymywanie się od ocen, to cechy pokrewne stylowi herbertowskiemu. Jest jeszcze drugie skojarzenie, które nasuwa mi się nieodparcie: Dukla Andrzeja Stasiuka. Jej naturalizm otoczony spleenem na krawędzi realizmu i snu. Nie wiem, na ile mogła to być inspiracja dla poety, ale można rozpoznać podobną wrażliwość w dociekaniu istoty życia. I jeszcze jedno, trudne do uniknięcia skojarzenie: powtarzające się „Death is everywhere” z całą otoczką w tekście Fly on the Windscreen Martina Gore.

To, czego trochę brakuje, to rozwinięcie dobrze napoczętego wątku mistycznego. Poza kilkoma miejscami, wracamy uparcie do naturalistycznych opisów, które w pewnym momencie przestają wnosić cokolwiek istotnego w przebiegu kolejnych wierszy. Robi się monotonnie. Za dużo jest też tekstów pozbawionych najcenniejszej poetyckiej cechy, jaką pokazał Partyka: demontażu przyzwyczajeń etycznych i nawyków spostrzegania.

Natomiast nie brakuje niezwykle wdzięcznie domykanych myśli i opisów. Tego, co od zawsze było gruntem poezji - niebanalnych spostrzeżeń zamkniętych (lub - właśnie otwartych) doskonałą wyobraźnią językową i oryginalną wrażliwością:

kot uciekł od żaru i krążył
na granicy światła

(karma)

spłoszony cień ucieka w stronę ambony
dwa wystrzały, dwa obłoki, przepaść.
w ciszy jest moc. reszta leży na ziemi i uparcie próbuje
zrzucić z siebie niespodziewany ciężar.

(łoże)

I wszystko to jest całkowicie zimne, bezlitosne. Mogiły to zwyczaj ludzki, pamięć jest sztucznym tworem. Chcemy, żeby coś pozostało po rzezi, jakiej dokonuje życie na sobie samym, ale prawda wygląda inaczej:

(…) w głębi ducha jestem
zadowolony, że większości z nich nie pamiętam.

(zobacz)

woda stoi w dołach pozostałych po wyłuskanych korzeniach,
dookoła nie ma żadnych śladów.

(wodopój)

Nie wiemy, czy rozwiązania nie ma, czy po prostu nam go nie pokazano.

Sławomir Płatek

 

Autor: Mariusz Partyka
Tytuł: Wierzyniec
Wydawnictwo: Strzeliński Ośrodek Kultury, Strzelin 2012
ISBN: 978-83-922818-3-2

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.