W najnowszym numerze...

Lena Pelowska

Do pary w tym wiosennym salonowym kontredansie daję Łukaszowi autorkę występującą od dłuższego na poetyckiej scenie jako Lena Pelowska. Lena nie jest debiutantką literacką – biorąc choćby pod uwagę jej twórczość i publikacje związane z japońską formą poetycką haiku. Teraz jednak prezentujemy PP Czytelnikom jej dokonania w świecie poezji „długiej” i nieskośnookiej.

Warto te wiersze przeczytać i warto też obserwować dalsze twórcze poczynania Leny P.

Zachęcam do lektury.
Paweł Podlipniak

 


 

Magdalena Kuśmirek (vel Lena Pelowska) – z wykształcenia fizyk, mieszka i pracuje w Gdańsku. Na swoim koncie ma wiele artykułów branżowych i popularno-naukowych. Poezją interesuje się od czasu liceum, prawdziwa fascynacja przyszła jednak dopiero wraz z nastaniem portali poetyckich. Jej wiersze ukazały się w antologiach twórców trójmiejskich takich jak: Rękopisy z szuflady, Drugi brzeg.

Lena jest pasjonatką fizyki oraz fantastyki naukowej, co da się odczytać w jej wierszach, ale do ścisłych zainteresowań dołączyły również inne, bardziej artystyczne, takie jak fotografowanie oraz nałogowe słuchanie muzyki. Od dwunastu lat jej ulubionym zajęciem stało się też czytanie i pisanie haiku, co zaowocowało kolekcją blisko tysiąca haiku. Część z nich ukazała się drukiem w antologiach polskich i zagranicznych: Haiku. Antologia, Niebieskie trawy, Dajmy grać świerszczom, Pory roku w polskim haiku, a także na prowadzonym od wielu lat blogu Haiku Lenku. Obecnie współredaguje portal poemax.pl.

 


 

Marcysia

Marca! Ty wariatko! -
Zza rogu Ogarnej,
zza spożywczaka.
Nie lubią jej chłopcy.

Podrapane kolana,
Poplamione piórem ręce
I książki pod pachą.

Leci jak strzała
Wysłana w stronę wroga
Mierzyć się z dniem słonecznym
Co znów jej ulegnie.

Marca! Ty wariatko!
Niepowstrzymane twoje gesty
Sięgają głębiej, pod jego skórę na głowie
Dreszczem spadają wzdłuż tułowia.

Niechby jej kilka słów,
Rzucone z wiatrem spojrzenie
Wolne od przywiązania do tego świata…

Marca! Gdzie ja znajdę drugą taką,
Co wymyka mi się z rąk jak marcowy deszcz,
Spod troskliwej opieki moich oczu,
Ze splotu moich sznurowadeł…

Obietnica nieba między dwoma czarnymi warkoczami

 

Marcjanna pisze swoje CV

J a   M a r c j a n n a   S e l l e r

Posiadam dynamicznie przydzielane IQ
Jestem blondynką przyuczaną do zawodu
Po każdej przerwie na kawę stąd moja biegłość
* nikt nie wie czemu miałam farta z tym grantem

Jestem prosta w obsłudze plus dwa lata gwarancji
* alergię mam tylko sezonowo i okazjonalnie
Z poliestrowym wypełnieniem w szczelnych objęciach
Zajmuję ponadto mało miejsca, tzn. ja i mój laptop

W życiu osobistym nacechowana jestem
Aparycją, dyskrecją i wykształceniem
Regularnie czytuję literaturę fachową
I sporządzam notatki dla zaufanych kolegów
Odniosłam kilka publikacji * niepotrzebne skreślić

Ja Marcjanna Seller zapytuję
Czy nie znalazła by się dla mnie jakaś praca
* Niechby już w dziale męskim
Bo strasznie jestem zmotywowana

 

Marcjanna boi się poezji

Marcjanna
boi się bywać z poezją sam na sam
ta chce od niej takich rzeczy, że…
zatrzymuje ją na środku jezdni
każe dłonie moczyć w kałuży
i patrzeć prosto w oczy gwiazdom
a potem ciągnie ją w deszcz i śnieg
w uliczki ciemne poprzekłuwane
światłem kocich oczu

Marcjanna boi się poezji
bo ta chce wciąż więcej i więcej
zeszłego roku oddała jej swoje dziecko
i poświęciła nowy artykuł
miał być o atomach
ale nie był
nie zmieścił się
na pogryzdanych piórem kartkach

Marcjanna boi się kiedy przychodzi zmrok
poezja szepcze jej że jest wielką artystką
a ona wie że to nieprawda
poeci potrafią umierać
na wielu stronach jednocześnie
więc kiedy stają się już ich nie ma
a Marcjanna wciąż jest
i boi się sypiać z poezją

 

Marcjanna upada pod ciężarem siatki po raz pierwszy

Nie wiedziała, że będzie tak ciężko dopóki nie było
Choć mówiły jej o tym wszystkie babki i ciotki
Ja będę inna, myślała

Okupację nosi jednak w sobie odkąd pojawił się najeźdźca
Weszły jej w krew  tajne komplety wieczorami
I godzina policyjna

Nie jest to problem, konstatuje, wyrwę się do biblioteki
Publicznej ale cichej, będę czytać wszystkie
Zakazane książki świata

Tylko sieć zarzucona na jej wrażliwe sumienie
Nie pozwala wracać po zmroku
Upada na schodach

 

Marcjanna wyrusza na wojnę

czasem jest tak że trzeba się uzbroić
po szyję po zęby po koniec ciemnej kosy
czasem jest tak że nie ma odwrotu

Marcjanna wyrusza z domu z sercem na ramieniu
bo nie spakowała wszystkiego albowiem wszystkiego się nie da
bo nie wie z kim się pożegnać najpierw z kim wcale

wszyscy chłopcy jacy mieli się dzisiaj narodzić
są już na porodówkach obok spuchniętych ze szczęścia matek
sypie się proch z ich białych rąk co nie poznały pracy

wszyscy chłopcy już tam są czekają aż się położy
aż się rozdwoi jej świat i rozdźwięczy krzykiem
aż pęknie i trzeba będzie go zszywać

minuty stukają w parapet starego szpitala
ciemnieje świat za oknem jest głucho i biało
od środka ból pęcznieje i rośnie

wszyscy chłopcy już są i stoją w kole pod lampą
każdy ze swoim kubkiem pochyla się nad Marcjanną
w akcie pierwszej chłopięcej ciekawości

czasem jest tak że nie ma odwrotu

 

Jestem Marcjanną

jestem Marcjanną
która wymyśla swoje życie

siedzi na progu kamienicy
kreśli patykiem znaki
w sobie znanym języku
niech będzie że metonimia

i owa dziewczyna
spłowiała od deszczu i słońca
zamawia sobie nowe życie
tu i teraz

nie chce czegoś
ni kogoś
czegokolwiek
chce wszystkiego!

i ugnie się pod ciężarem
aż rozświergolą się ptaki
wzruszone jej wiarą
jej kruchością

ugnie się ale wytrzyma
silna jak filar katedry
ustoi do samego
sądu ostatecznego

Memlinga

 

titanic

książę przypływów i odpływów
książę uniesień jest jak ocean
wypuszcza swojego titanica

kocham go kochać
i nienawidzę nienawidzić
topię w łyżeczce wody i cucę

jesteśmy zimą i latem jednocześnie
wszystkie pory roku vivaldiego
z wielką krą na horyzoncie

 

na krawędzi nauki

myślałam że idziesz do mnie a to tylko ziemia się trzęsie
jak kroki upadki wieżowców pomiędzy nas dwoje
głucho i kurz ze śniegiem w oczy

myślałam że sztorm to a rwanie kartek z poezją
które przemiata po niebie deszcz i grad pod moje drzwi
w dłoni trzymasz jeszcze pulsującą kropkę

myślałam że powiew nauki a tu napisy końcowe
na autostradzie do los alamos dwie ofiary
mokre i rozłupane na części

cóż że wiedzą

 

 


fot. Tomasz Dunajski

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.