W najnowszym numerze...

Pocztówki z Legnicy

Grzegorz Tomicki

Grzegorz Tomicki obserwuje, filozofuje i opisuje

W książce Mariusza Szczygła Zrób sobie raj młodzi członkowie Prawa i Sprawiedliwości na pytanie „Czy mógłbym nie wierzyć w Boga?” odpowiadają:

„Ktoś kiedyś powiedział, że największe katusze przeżywa ateista, gdy czuje wdzięczność, a nie ma komu podziękować”.

„Życie bez wiary w Boga to życie samotne i puste, jakbyś nie miała wnętrza, jakbyś była głodna, ale nigdy nie mogła się najeść. Dla mnie tak właśnie wygląda życie bez wiary”.

„Wiara może uchronić człowieka przed negatywnymi skutkami cywilizacji”.

„Brak Boga to brak celu”.

„Nie wyobrażam sobie życia bez Boga. Wyobrażam sobie, że człowiek, który tego nie ma, jest przestraszony. Tym, co się stanie po śmierci, i tym, jak wygląda jego życie”.

Pojechałem do Mikołowa i o mało nie umarłem.

A mają oni tam więcej żywych współczesnych poetów niż my mieliśmy w Legnicy od czasu najazdu Tatarów, więc pomyślałem, że mi tam umierać głupio i niezręcznie, a nawet niegościnnie jakoś – zważywszy, że i w Katowicach na Uniwersytecie przyjęto mnie z niejakimi honorami. To i nie umarłem. Nie chciałem im tam wiochy moim zgonem mało poetyckim i prowincjonalnym robić.

„Po trzydziestce człowiek nie czyta prozy artystycznej, tak mi się wydaje. Mówię o sobie”, mówi o sobie Andrzej Stasiuk. A właściwie mówił, bo było to w roku 1995 („Kresy” nr 21). Wtóruje mu Olga Tokarczuk, a właściwie wtórowała, bo było to w tym samym roku, więc może już nie wtóruje, bo mógł Andrzej Stasiuk zdążyć zmienić zdanie albo zdanie mogła zmienić Olga Tokarczuk, więc wtórować albo nie ma komu, albo nie ma kto, ale naówczas, w roku 1995, jednak wtórowała: „Tak, to jest trochę tak, jakby powieści były dla młodych ludzi, w okresie dojrzewania”, na co Andrzej zawtórował Oldze: „Dokładnie. Potem to już się tylko zawodowo czyta. Literatura jest dla młodych”.

„Nie będzie Rammstein pluł nam w twarz”, rzucił Gruby na spotkaniu klasowym, bo w każdej klasie musi być jakiś Gruby, choć nasz to akurat taki nietęgi. I nawet po latach nie przytył, jak inni. Nawet dla przyzwoitości. Ludzie są podli, jak oświadczył Adam Wiedemann. I są chwile, kiedy się z nim zgadzam, ale to nie jest ta chwila.

Zawsze tęskniłem do formy bardziej pojemnej, która nie byłaby zanadto poezją ani zanadto prozą, a taką tylko, ot, niezobowiązującą pogaduszką z Martinem Heideggerem, powiedzmy. W którą, powiedziawszy, niniejszym się wdaję. A nawet wikłam, zostawiając sobie Miłosza na inną okazję.