W najnowszym numerze...

Anna Kamieńska

Annę Kamieńską-Śpiewak poznałem w lutym 1984 roku. Ksiądz Jan Twardowski zdradził mi, że pani Anna będzie miała w zimowym semestrze cykl wykładów o Biblii na Wydziale Polonistyki UW, i że warto posłuchać jej przekładów z hebrajskiego, łaciny i greki. Jestem na wydziale, sala pełna. Czekamy. Pojawia się niziuteńka, białowłosa, korpulentna pani. Pierwsze jej słowa (po hebrajsku!) budzą poruszenie słuchaczy. Jestem oczarowany. Bereszit bara Elochim. Na początku stworzył Pan niebo i ziemię. Później pokłosie wykładów ukaże się w zbiorze esejów Na progu słowa.

Po wykładzie podszedłem do poetki. Przekazałem pozdrowienia od ks. Jana. Rozpromieniła się. Odprowadzałem Ją do autobusu na ul. Świętokrzyską, nadjeżdża nr 150, okazało się, że jedziemy na ten sam przystanek przy Placu Narutowicza! Ja do moich dziadków na Kaliską, ona o dwie kamienice dalej, do siebie – na ul. Joteyki. Po drodze poczęstowała mnie miętowym dropsem. Do dzisiaj pamiętam smak owego dropsa. I tak się zaczęła moja trzyletnia przyjaźń z panią Anną. Zostałem zaproszony do jej domu na ul. Joteyki, poznałem całą prawie rodzinę Śpiewaków. Okazało się, że mamy wielu wspólnych znajomych - ojciec pani Anny pochodził z Ziemi Zawkrzeńskiej, z poborzańskiej szlachty herbu Ślepowron, a nadto kolegą szkolnym pani Anny był Ryszard Trześniewski – kuzyn mojego dziadka Jana Trześniewskiego, dodam, że rodzina mojej mamy pochodzi z Lublina. Kiedy zacząłem odwiedzać panią Annę, poetka żartowała, że zaczęliśmy od liścików i poetyckich randek. Dostałem kilka książek pani Anny i Jana Śpiewaka. Po jakimś czasie ośmieliłem się pokazać swoje poetyckie próby. Pani Anna napisała prawie trzystronicową epistołę. Byłem niesamowicie zaskoczony, tym bardziej, że wybrała sporo wierszy (10 na 15), określając, że są warte druku. Nie pasowało Jej wtedy tylko jedno: stwierdziła, że jestem za młody(sic!) pisząc tak o Beethovenie, bo Beethoven kojarzył się jej ze starością i głuchotą. Jednak z czasem, po lekturze moich Beethovenowskich wierszy zmieniła zdanie, w jednej z książek napisała mi znamienną dedykację: "Jarosławowi Trześniewskiemu Kwietniowi – autorowi W stronę Beethovena z przyjaźnią Anna Kamieńska Warszawa 9 maja 1985 r.". Na rok przed śmiercią. Sama zmagała się z postępującą utratą słuchu. Wiele spraw rozumieliśmy bez słów, bowiem i ja sam od dzieciństwa miałem niedosłuch, nosiłem aparat słuchowy. W latach 1984-1985 widywaliśmy się bardzo często, ja z racji pisanej wówczas pracy magisterskiej (o gminie wyznaniowej żydowskiej w II RP) uzyskałem wielką pomoc od pani Anny – umówiła mnie z Szymonem Datnerem – teściem jej syna Pawła – i Heleną Datner – synową. Dzięki nim uzyskałem dostęp do wielu materiałów w Żydowskim Instytucie Historycznym. Bywałem często zapraszany do domu, bywało, że od czasu do czasu spotykaliśmy się w kolejce po gazety do kiosku Ruchu (na rogu Kaliskiej i Białobrzeskiej), gawędząc o tym i owym, byliśmy ulubionymi klientami niezapomnianej pani Romki (odkładała dla nas "Tygodnik Powszechny", co w tamtych czasach było pełnią szczęścia), poznałem też przesympatycznego syna pani Anny, Janka Leona Śpiewaka, redaktora „Powściągliwości i Pracy”. Komentowaliśmy i przeżywaliśmy wiele spraw z tamtego okresu (stan wojenny), pamiętam jak podczas jednej z wizyt przeżywała 60. urodziny Zbigniewa Herberta i poinformowała, że zadzwonił do Niej i powiedział że ją kocha. Ze smutkiem wspominała zmarłego nagle Leopolda Tyrmanda, przeżywała śmierć księdza Jerzego Popiełuszki…

W marcu 1986 roku wróciłem do Mławy, zacząłem pracę w Archiwum m.st. Warszawy Oddział w Mławie, i nasz kontakt nieco się rozluźnił, ale pozostał listowny, ostatni list od pani Anny to reakcja na mój debiut w Literaturze, napisała wtedy znamienne słowa, że nie wyobraża sobie młodego poety zamkniętego w zakurzonym archiwum. Podczas naszej trzyletniej przyjaźni wymieniliśmy się listami – ja 11, pani Anna 6-7 (moje listy do pani Anny znajdują się w Muzeum Czechowicza w Lublinie). Wiele razy zapraszałem panią Annę do Mławy, w jednym z listów mi napisała, że z uwagi na kłopoty zdrowotne nie da rady. Skarżyła się na dolegliwości sercowe. Rano 11 maja 1986 roku otworzyłem 2 stronę „Życia Warszawy” i z krótkiej notatki dowiedziałem się o śmierci Anny Kamieńskiej. Przeżyłem wstrząs. Tego samego dnia zwolniłem się z pracy i pojechałem do Warszawy, do Księdza Jana Twardowskiego. Jechałem stopem. Na trasie E-7 zatrzymał się sportowy kremowy nissan, okazało się ze kierowcą był ówczesny Mistrz Europy w tenisie stołowym – Leszek Kucharski. Do Warszawy pod kościół SS Wizytek dotarliśmy po godzinie (chyba rekord szybkości, a wówczas tzw. siódemka była jednopasmowa, ale gwoli prawdy ruch był niewielki) podczas podróży recytowałem z pamięci wiersze pani Anny i słynny wiersz ks. Jana Śpieszmy się dedykowany Kamieńskiej i jej poetycką odpowiedź. Leszek Kucharski powiedział mi, że nigdy nie wiózł takiego pasażera… Od zasmuconego księdza Jana dowiedziałem się co się stało. Poetka była w szpitalu. Wróciła po badaniach, z których wynikało, że ma zdrowe serce. Zmarła w domu na zawał. Mszę pogrzebową celebrował Prymas Polski kardynał Glemp. Wygłosił wyjątkową homilię, nazwał Annę Kamieńską prorokinią – cytując w całości Jej wiersz:

Panie dzień się nachyla
Panie pozostań z nami
On podniósł chleb i łamał
najświętszymi rękami

Nie w chmurach nie w obłoku
lecz tu gdzie ziemska glina
jasność wytrysła z mroku
z daru chleba i wina

Stań się Stało się światło
Pójdźcie w światło wezwani
Panie niech nas obejmie
Obecność twa bez granic

Przybądź słowo najcichsze
daj się dotknąć rękami
przez zgiełk czasów je słyszę
Oto ja jestem z Wami

Dar i wdzięczność zarazem
Bóg w twarzy mego brata
Oto ja jestem z wami
aż do skończenia świata  

Jej pogrzeb zgromadził świat literacki i artystyczny z całej Polski. Pamiętam jak w kościele dominikanów na ul. Freta stały zapłakane: Ryszarda Hanin, Zofia Koreywo, klęczał Włodzimierz Boruński, Ziemowit Fedecki i wiele innych znamienitych osób. Pochowana została na starych Powązkach, w dwa lata później zmarł nagle – też na serce – jej syn Janek Śpiewak. Spoczywa razem z matką. Mąż Anny – Jan Śpiewak (którego opłakiwała prawie dwadzieścia lat) – pochowany jest na Powązkach Wojskowych. Poetka pisała właściwie jeden wielki tren na odejście męża, co jest ewenementem w literaturze polskiej i światowej. Znała 14 języków, tłumaczyła psalmy, Talmud, poezję starochrześcijańską. Przekładała m.in. z rosyjskiego, bułgarskiego, białoruskiego, słowackiego, serbsko-chorwackiego, włoskiego (Montale!), łacińskiego, greckiego oraz hebrajskiego. Hebrajskiego nauczyła się bardzo późno, jej nauczycielem był Szymon Datner. Zostawiła imponujący dorobek – ponad 100 książek. W czerwcu 1986 roku w mławskiej Bibliotece PSS Spójnia razem z panią Maria Miłobędzką zorganizowaliśmy poetycką panichidę poświęconą poetce. Po jej śmierci Wydawnictwo Literackie wydało Milczenia i psalmy najmniejsze, a wydawnictwo ojców dominikanów W drodze, 3 część Notatnika. Notatnik Kamieńskiej jest czymś wyjątkowym w naszej literaturze, to świadectwo wielkiej przemiany duchowej, porównywany – całkiem słusznie – z twórczością Simone Veil. Notabene jeden z wierszy Kamieńskiej był jej poświęcony. Notatnikiem zachwycał się m.in. Czesław Miłosz. Był jednak uprzedzony do Jej twórczości, być może z powodów rodzinnych (Miłosz ożenił się z byłą żoną wuja Anny Kamieńskiej –Janiną I voto Cękalską). Potem w latach dziewięćdziesiątych nastała wielka cisza. Drukowano tylko Księgę nad księgami. Bardzo nad tym ubolewał ksiądz Jan Twardowski. Zaczęło się to ostatnio zmieniać. W ub. roku Biuro Literackie wydało wybór wierszy Anny Kamieńskiej. Cieszy mnie to bardzo.

W sierpniu 2015 roku razem z Karolem Samselem byliśmy w Lublinie, przyjechaliśmy w jednym celu: odszukać listy Wandy Karczewskiej do Anny i Jana Śpiewaków, wcześniej dowiedziałem się od synowej pani Anny – też Anny Sieczyńskiej Śpiewakowej (wdowy po Janie Leonie), iż cała korespondencja i archiwum poetki zostały przekazane do Muzeum Czechowicza, a Karol jako badacz twórczości Wandy Karczewskiej był bardzo tym zainteresowany, będąc w muzeum dowiedziałem się przypadkowo, że w archiwum przechowywane są i moje listy. W październiku 2015 roku, podczas mojego wieczoru autorskiego w lubelskiej księgarni „między słowami” poznałem osobiście Marzenę Mariolę Podkościelną, mieszkającą niedaleko Krasnegostawu – miasteczka, w którym urodziła się Anna Kamieńska. Marzena zafascynowana twórczością poetki, podczas rozmowy zaproponowała przyjazd do Krasnegostawu – albo w rocznicę urodzin (trwał Rok Kamieńskiej) albo w rocznicę śmierci. Z wielkim wzruszeniem przyjąłem zaproszenie Powiatowej Biblioteki w Krasnymstawie – rodzinnym mieście Anny. Do Krasnegostawu przyjechałem w poniedziałek rano 9 maja br. prosto z dworca kierując się do kościoła św. Franciszka Ksawerego (ex katedra diecezji chełmskiej). Kościół jest imponujący. Przypomina jeden z rzymskich kościołów. To tutaj została ochrzczona Anna Kamieńska 12 kwietnia 1920 roku. Przywitaliśmy się z Marzeną i idziemy do znajdującego się obok byłego klasztoru jezuitów, obecnie mieszczą się tam biblioteka i muzeum. Pani dyrektor Elżbieta Patyk wita nas bardzo serdecznie, proponuje kawę i ciasteczka. Z żalem musimy odmówić, gdyż Marzenka proponuje objazd rodzinnych okolic Anny Kamieńskiej, Roztocze jest przepiękne. Krasnystaw, Szczebrzeszyn, Zamość… Nie dziwię się, że w wielu wierszach Anny Kamieńskiej pojawiały się obrazy jej rodzinnych stron. Nabrały mistycznego wymiaru.

Punktualnie o godz. 16.00 zaczyna się spotkanie Anna Kamieńska w moim życiu. Wspomnienia i listy, organizowane w ramach Roku im. Anny Kamieńskiej ogłoszonego przez Czasopismo Artystyczne „Nestor” prowadzone przez Marzenę Mariolę Pokościelną, Marzena na początku odczytała list od wnuka poetki Jakuba Śpiewaka, a także wspomnienie ks. Jana Twardowskiego. Z wielkim wzruszeniem po raz pierwszy prezentuję listy Anny Kamieńskiej, faksymile na specjalnym rzutniku (dziękuję Konradowi Grocheckiemu, dzięki któremu prezentacja mogła dojść do skutku). Wiersze Anny i niżej podpisanego w wypełnionej po brzegi sali, czytała utalentowana licealistka Julia Gleń. Rodzinne miasto poetki pamiętało o Annie prorokini. Z serca dziękuję!

Anna Kamieńska na zawsze zostanie w mojej pamięci, nie tylko jako mentorka mojego pisania, ale jako osoba niezwykła i wybitna, wielka poetka.

Jarosław Trześniewski-Kwiecień

 

ANEKS 

Całkiem przez przypadek – szukając informacji o Annie Kamieńskiej, trafiłem na Salon Literacki, pismo ze wszech miar godne polecenia. I tak oto w publikacji z dnia 24 lipca 2016 roku „O Annie Kamieńskiej – w 30 rocznice śmierci”, pióra Jarosława Trześniewskiego-Kwietnia, znalazłem pewne nieścisłości związane z chrztem Anny Kamieńskiej, jak również nieprawdziwą informacją na temat prowadzenia Czasopisma Artystycznego „Nestor” przez Marzenę Podkościelną.
W tym miejscu wypada mi jedynie zacytować fragment wspomnianej publikacji Jarosława Trześniewskiego-Kwietnia: „W październiku 2015 roku, podczas mojego wieczoru autorskiego w lubelskiej księgarni „między słowami” poznałem osobiście Marzenę Mariole Podkościelną, mieszkająca niedaleko Krasnegostawu – miasteczka, w którym urodziła się Anna Kamieńska. Marzena Zafascynowana twórczością poetki, podczas rozmowy zaproponowała przyjazd do Krasnegostawu – albo w rocznicę urodzin ( trwał Rok Kamieńskiej) albo w rocznice śmierci. Z wielkim wzruszeniem przyjąłem zaproszenie Powiatowej Biblioteki w Krasnymstawie – rodzinnym mieście Anny. Do Krasnegostawu przyjechałem w poniedziałek rano 9 maja br. prosto z dworca kierując się do kościoła św. Franciszka Ksawerego ( ex katedra diecezji chełmskiej). Kościół jest imponujący. Przypomina jeden z rzymskich kościołów. To tutaj została ochrzczona Anna Kamieńska 12 kwietnia 1920 roku”.

Wielka szkoda, i nie jest to prawdopodobnie winą Jarosława Trześniewskiego-Kwietnia, albowiem Marzena Podkościelna, która nie prowadzi „Nestora”, a która czyta to pismo i w nim publikuje, mogła podarować dostępny, także we wspomnianej bibliotece, numer 3(33)2015„Nestora” z publikacją „Metryka Kamieńskiej” autorstwa Artura Borzęckiego z tym fragmentem, pisownia oryginalna: „Działo się w mieście Lublinie na Bronowicach, dnia dwudziestego ósmego czerwca tysiąc dziewięćset dwudziestego siódmego roku o godzinie dziesiątej rano stawił się Tadeusz Kamieński, lat czterdzieści liczący, inspektor wodociągów miejskich z Lublina, były mieszkaniec gminy Kawęczyn, w obecności świadków: Józefa Morawskiego, lat siedemdziesiąt, emeryta i Wacława Morawskiego lat trzydzieści siedem, nadleśniczego Nadleśnictwa Lubelskiego, w Świdniku zamieszkałych i okazał dziewczę, oświadczając iż takowe urodzone jest w Krasnymstawie dnia dwudziestego kwietnia tysiąc dziewięćset dwudziestego roku o godzinie siódmej rano z małżonki Marii-Romany dwóch imion z Cękalskich lat trzydzieści mającej i że dziewczęciu temu w dwa lata po urodzeniu w kościele parafialnym w Kraśniku odbytem nadano zostało imię Anna, a rodzicami tegoż chrzestnymi byli: Józef Morawski i Julia Morawska. Akt ten na żądanie stawającego jako, że w swoim czasie i miejscu sporządzony nie był oraz jako w miejscu stałego ich obecnie zamieszkania w Lublinie parafii tutejszej spisany, a po przeczytaniu stawiającemu i świadkom podpisany został”.

Księdzem i jednocześnie urzędnikiem stanu cywilnego który podpisał pod aktem urodzenia był Feliks Szeleźniak, wówczas proboszcz parafii pw. św. Michała Archanioła. Odkrycia tego dokonał zmarły przed kilku laty Jan Smolarz, regionalista i bibliotekarz lubelsko-lubartowski.

Jan Henryk Cichosz

 

 

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.