W najnowszym numerze...

Marian Jachimowicz - kadr z filmu dokumentalnego Elżbiety Sitek: „Jestem tym, co mnie otacza”

1.

Wrzesień 2015 roku. Warszawa. Po raz pierwszy słyszę nazwisko Jachimowicz od jakiegoś człowieka, z którym chwilę rozmawiam na jednym ze spotkań na Krakowskim Przedmieściu. Zaczynam szukać w internecie. Znajduję trochę przestarzałą stronę internetową, wpis w Wikipedii i garść informacji rozrzuconych po różnych lokalnych serwisach. Najważniejsze dla mnie stają się trzy hasła: data urodzenia (12 maja 1906 r.), przyjaźń z Brunonem Schulzem i przyjaźń z Julianem Przybosiem. Dopiero później udaję się do biblioteki w warszawskim Domu Literatury i przeglądam książki Mariana Jachimowicza. W międzyczasie piszę maila do Leszka Żulińskiego z pytaniem, czy pamięta takiego poetę. Pamięta słabo, ale coś tam pamięta. Pytam, czy warto przypomnieć szerzej – „oczywiście, że warto!” – odpowiada. Odnajduję wizytówkę wspomnianego pana i mówię przez telefon, że mogę się w to zaangażować, ale jeśli mielibyśmy coś z Jachimowiczem dla Wałbrzycha zrobić, to już, bo w przyszłym roku przypada 110. rocznica jego urodzin i warto ten fakt uczcić, choćby lokalnie ogłaszając Rok Mariana Jachimowicza. Lepszej okazji nie będzie.

 

2.

Styczeń 2016. Miasto Wałbrzych akceptuje nasz pomysł. W lutym Rada Miejska przyjmuje uchwałę. Rok Jachimowicza w Wałbrzychu staje się faktem. Możemy działać dalej. Możemy szukać środków. W międzyczasie zakładam fanpage i staram się dogrzebać do informacji, tekstów, ludzi i miejsc związanych z osobą wałbrzyskiego poety. A więc działamy, jeszcze sami nie wiedząc czego dokładnie chcemy, bo nie znamy budżetu. Na szczęście mamy wsparcie wałbrzyskiej Biblioteki  Pod Atlantami (której dyrektor, pani Reneta Nowicka została koordynatorem odchodów Roku Jachimowicza) i miesięcznika „Salon Literacki” (który patronuje całej akcji). Nasze działania nabierają tempa. Na hasło: Jachimowicz, wyszukiwarka Google wyrzuca już newsy z fanpage'u i przedruki artykułów Karola Maliszewskiego oraz Antoniego Matuszkiewicza, które ukazują się na stronach Salonu. Wreszcie w Wałbrzychu odbywa się konferencja prasowa oficjalnie otwierająca Rok Mariana Jachimowicza.

 

3.

Maj 2016. Wałbrzych. Dni Jachimowicza, czyli pierwszy punkt kulminacyjny. Na ulicach Wałbrzycha – na przystankach i na chodnikach pojawiają się wiersze Mariana Jachimowicza. Karol Maliszewski wygłasza doskonały referat: „Mistrz Przyboś, uczeń Jachimowicz” (salonliteracki.pl) i na spotkaniu w bibliotece wałbrzyskiej opowiada o stworzonym przeze mnie fanpage'u. Oglądam zdjęcia, czytam relacje i mam wrażenie, że Wałbrzych autentycznie żyje Jachimowiczem. Są organizowane spacery szlakiem poety, czytanie wierszy i spektakle poetyckie. Przez cały tydzień Biblioteka Pod Atlantami przypomina życie i twórczość zapomnianego poety, a wałbrzyski oddział Stowarzyszenia Autorów Polskich ogłasza V Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Mariana Jachimowicza (salonliteracki.pl).

 

4.

Czerwiec 2016. Warszawa. Węgierski Instytut Kultury. Rozmawiamy o węgierskim wątku Mariana Jachimowicza, o możliwościach współpracy. Zostawiam w Instytucie zakupiony chwilę wcześniej na allegro egzemplarz autobiograficznej prozy wspomnieniowej Jachimowicza: „Mój Paryż nad Dunajem”. Szukam informacji na temat tłumaczeń przez Jachimowicza poezji Sandora Petöfiego. W międzyczasie rozmawiam i koresponduję z Karolem Maliszewskim,  Antonim Matuszkiewiczem i „zarażam” Jachimowiczem Karola Samsela. Trafiam na znamienne słowa Juliana Przybosia: „Gdyby Jachimowicz pisał w języku René Chara lub Rafaela Albertiego byłby znany i uznany, chodziłby w sławie jak w słońcu. (…) W lirykach Jachimowicza każde słowo jest nie tylko najczulej zważone na srebrnej wadze, a każde zdanie jak kryształ przejrzyste i migocące światłem i tęczą – w mowie tej jest tak wielka przestrzeń między zdaniem i zdaniem, że milczenie równoważy w niej głos i mówi równie wiele”.

 

5.

Lipiec 2016. Radość, bo dostajemy niewielką dotację na konferencję w Wałbrzychu. Nasze koncepcyjne hasło „Przenikania” nabiera sensu. Pasuje do Wałbrzycha i do Jachimowicza.

 

6.

Wrzesień 2016. Wałbrzych. Szczawno-Zdrój. Martinkovice. Zanim wyjeżdżam na krótki urlop żeby wreszcie „spotkać się z Jachimowiczem”, wysyłam maila do Antoniego Matuszkiewicza, który w odpowiedzi zaprasza mnie do siebie. Pisze w taki sposób, w jaki nie napisałby nikt inny: „Można jechać '15' do granicy… Stamtąd spacerkiem (ok. 2 km) do Meziměstí - można łapać okazję… Z Meziměstí jest praktycznie co godzinę pociąg do Broumova. Stąd jest w sobotę autobus - to zaraz koło dworca kolejowego - do nas o 12:10. Wysiada się na skrzyżowaniu w centrum wsi i idzie, w prawo, w stronę gór, ok. 1.400 m.” Spodobało mi się to zaproszenie.

„Spotkanie z Jachimowiczem” rozpoczynam w Bibliotece Pod Atlantami, w której znajduje się Pokój Pamięci Mariana Jachimowicza, czyli pomieszczenie, w którym zgromadzono i wyeksponowano najróżniejsze pamiątki po zmarłym w 1999 roku poecie. Ekspozycję przygotował Jacek Czarnik wraz z Małgorzatą Laszczak w 2006 roku. Jacek Czarnik napisał wtedy o wystawie:

„Najważniejszy jej element stanowi ilustrowany oryginalnymi dokumentami i fotografiami opis życia Jachimowicza. Narrację prowadzi tu częściowo sam poeta, który zostawił niepublikowany szkic autobiograficzny. Jego opowieść uzupełniają stare zdjęcia z Borysławia, Budapesztu i Łomży, listy (m.in. Brunona Schulza, Tadeusza Kantora, Juliana Przybosia, Kazimierza Wyki, Jana Brzękowskiego), fotografie wykonane przez samego Jachimowicza podczas licznych imprez literackich, drobne druki, dokumenty, zapiski, notatki poetyckie itp. Dopełnieniem materiału ilustracyjnego są rękopisy i maszynopisy prezentowane w gablotach, książki Jachimowicza, najstarsze dokumenty rodzinne (z lat 1900-1912), dokumenty osobiste, a także książki z dedykacjami, m.in. Bolesława Leśmiana, J. Przybosia, K. Wyki, Mariana Pankowskiego. Są w nich również prezentowane drobne przedmioty należące do pisarza.

Na ścianach zaprezentowano także, oprócz plansz biograficznych, przykłady twórczości plastycznej i świetne próby fotografii artystycznej, zupełnie nieznane szerszej publiczności.

W Pokoju Pamięci znalazło się też miejsce na prezentację multimedialną. Na monitorze komputera, umieszczonym w regale gromadzącym książki z biblioteczki Jachimowicza, można oglądać zapisy filmowe z udziałem poety, wysłuchać jego wypowiedzi w audycji radiowej, obejrzeć zdjęcia i obrazy, a także skorzystać z pełnej bibliografii, przygotowanej w Bibliotece pod Atlantami” (archiwum.naszesudety.pl).

Oglądam film dokumentalny Elżbiety Sitek: „Jestem tym, co mnie otacza”. Przeglądam książki, wycinki, listy i robię zdjęcia. Na koniec, dostaję w prezencie „Jaskółki jutra” - ostatni wydany jeszcze za życia poety tom wierszy.

Przez kolejne dni włóczę się po okolicznych górkach, odwiedzam stare karkonoskie szlaki i czytam wiersze Jachimowicza zwiedzając Wałbrzych i Szczawno-Zdrój, w którym mieszkam przez tydzień.

Wreszcie nadchodzi sobota i wyczekiwane spotkanie z Antonim Matuszkiewiczem. Docieram bez problemu, choć nie według wskazań poety. Przez dwie godziny słucham opowieści pana Antoniego i jego żony o Marianie Jachimowiczu. Spisuję niektóre anegdoty, czytam nieznane mi wcześniej teksty, notuję nazwiska, fakty i propozycje. Fotografuję niektóre artykuły i teksty. Odjeżdżam z Martinkovic wzruszony i oszołomiony ilością informacji.

Ostatniego dnia w restauracji „Bohema” w Szczawnie-Zdroju spotykam się z panią Marią i panem Leszkiem, przesympatycznym małżeństwem emerytowanych pedagogów (to właśnie pan Leszek podszedł do mnie rok temu w Warszawie). Słucham opowieści o dawnym Wałbrzychu, o spotkaniach z Marianem Jachimowiczem i wycieczkach na lody do Solic (dawna nazwa Szczawna), czyli zielonych płuc zadymionego Wałbrzycha. Uświadamiam sobie, że siedzimy nieopodal domu, w którym urodził się i wiele lat spędził noblista Gerhard Hauptmann (w tym samym budynku bywał też Zygmunt Krasiński), a po drugiej stronie wzgórza mieszkał i tworzył Marian Jachimowicz. Rozstajemy się doskonałych humorach. Jadę jeszcze do Starej Kopalni na koncert i nocą wracam do Willi Franciszek, do której przyjeżdżał z kolei twórca języka esperanto Ludwik Zamenhof.

Jak widać, w Wałbrzychu i okolicach spotykają się różne światy, wrażliwości i pokolenia. Przenikania, to klucz do zrozumienia tożsamości tego regionu, może mniej nośny niż „Złoty pociąg” ale chyba bardziej trafny.

Paweł Łęczuk

 


 

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.