W najnowszym numerze...

Marian Jachimowicz w swoim bardzo długim życiu przeżył cały prawie dwudziesty wiek i to na tak niespokojnym terenie, jakim były wielonarodowe wschodnie ziemie dawnej Rzeczpospolitej. Urodził się jako galicyjski poddany cesarza Franciszka Józefa II, w małej wiosce Schodnica koło Borysławia 12 maja 1906 roku. Jego pierwszym latom szkolnym towarzyszył przyśpieszony, poglądowy kurs historii współczesnej, przemarsze wojsk podczas pierwszej wojny światowej, a także kozackie pogromy ludności żydowskiej. Wcześnie osierocony przez ojca, kowala, a wkrótce i matkę, zdany był na pomoc starszego rodzeństwa. Dzięki małżeństwu najstarszego brata z Węgierką, znalazł się w Budapeszcie i został oddany na naukę do pracowni preparującej zwierzęta. Panujący w tym warsztacie reżim pracy i bieda uniemożliwiły mu realizację jego pierwszego artystycznego zainteresowania, jakim było malowanie. Z czasem miejsce plastyki zajęła poezja, jako mniej wymagająca materialnie dziedzina twórczości. W stolicy Węgier młodziutki Jachimowicz był bezpośrednim świadkiem rewolucji Beli Khuna w 1919 roku. Pięcioletni pobyt w obcojęzycznym środowisku sprawił, że językiem węgierskim posługiwał się znacznie lepiej niż polskim. Polszczyzna pozostawała jednak dlań czymś w rodzaju mowy świętej, związanej z pamięcią zmarłej matki, co doprowadziło w efekcie do usilnych starań o powrót do ojczyzny i świadomego wyboru tego właśnie języka, jako narzędzia wyrazu własnej liryki.

Powrócił w rodzinne strony w roku 1922, mieszkał we Lwowie, potem w Borysławiu. W latach 1924 - 1932 prowadził swój zakład preparatorski w Łomży, skąd znów do Borysławia wygnała go pogłębiająca się wraz ze światowym kryzysem katastrofalna sytuacja ekonomiczna, ale też i stan zdrowia, wynikająca z uprawianego zawodu choroba płuc (działanie arszeniku i pyłu gipsowego). Borysław, jako centrum zagłębia naftowego, dawał znacznie więcej możliwości znalezienia choćby sporadycznego zatrudnienia. Jednocześnie umożliwił młodemu poecie kontakt z bardzo interesującym miejscowym środowiskiem artystycznym, jak również z przybywającymi tutaj sezonowo - z racji atrakcyjnego położenia miasta we Wschodnich Karpatach – twórcami z Polski centralnej. Zasadniczą dla dalszego rozwoju jego talentu okazała się dla Mariana Jachimowicza znajomość, a z czasem przyjaźń, z mieszkającym w pobliskim Drohobyczu, starszym o czternaście lat Brunonem Schulzem, który w tym właśnie okresie publikuje zbiory swojej genialnej prozy: „Sklepy cynamonowe” i „Sanatorium pod Klepsydrą”, jest jednym z najwybitniejszych w ówczesnej Polsce krytyków literackich, a także oryginalnym grafikiem. Do przyjaciół Jachimowicza należą wówczas także malarze: Marek Zwillich, Anna Płockier, rzeźbiarz i poeta Henryk Wiciński, poeci: Juliusz Wit i Artur Rzeczyca oraz fotograf Marek Holzman.

Po raz drugi w życie Jachimowicza wkracza wojna. Tym razem o wiele boleśniej. Teren borysławsko- drohobyckiego zagłębia zamienia się w istne inferno za sprawą dwukrotnej okupacji sowieckiej, okupacji nazistowskiej i banderowskiego ukraińskiego nacjonalizmu. Poeta wspomina później wielkie jak obrusy kałuże krwi na ulicach. Pod władzą Niemców giną jego żydowscy przyjaciele, także – w 1942 roku – Bruno Schulz, zaś on sam, za niemiłościwego panowania wschodniego totalitaryzmu, dwukrotnie ląduje w piwnicach miejscowego KGB, szczęśliwie wydobyty stamtąd przez żydowską protekcję. W 1944, pod groźbą utraty życia, tak jak inni Polacy zmuszony jest uczestniczyć w marionetkowym referendum w sprawie przyłączenia Kresów do Związku Sowieckiego… Po wojnie następuje exodus polskiej ludności, uchodźców z zagłębia naftowego kieruje się do zagłębia węglowego na Dolnym Śląsku. Od roku 1945 aż do śmierci Marian Jachimowicz mieszka w Wałbrzychu (dziełem przypadku niedaleko rodzinnego domu niemieckiego noblisty Gerharda Hauptmanna). W tym mieście przez lata łączy pracę zarobkową, najpierw jako kierownik biblioteki, później urzędnik w instytucie górniczym, z twórczością literacką.

Mieszkając na prowincji, Jachimowicz nigdy nie miał się za poetę prowincjonalnego. Sprawiała to jego artystyczna ambicja, świadomość własnej wartości, a także kontakt ze środowiskiem ogólnopolskim. Sam uważał, że tylko fatalny zbieg okoliczności historycznych odebrał mu rząd dusz na rzecz Tadeusza Różewicza. Ten ostatni zdążył zadebiutować tuż po wojnie, pierwsza książka poetycka Jachimowicza ukazała się zaś dopiero w roku 1957, po zelżeniu rygorów stalinizmu. Nie był to naprawdę pierwszy jego tom. Zrezygnował on z publikacji gotowego już zbioru wierszy, napisanych w większości w okresie przedwojennym, jako nazbyt tradycjonalistycznego, pozostającego pod wpływem estetyki młodopolskiej. „Ścieżka konieczna” natomiast była książką już zupełnie inną, prezentacją własnej poetyki, choć wykształconej pod wpływem kontaktów środowiskowych i lektury poetów awangardowych, przede wszystkim Przybosia, jednak zachowująca wobec nich pełną autonomiczność. Stanowi zbiór liryków charakteryzujących się daleko posuniętą deformacją elementów świata przedstawionego, olśniewającą metaforyką i eliptycznością. Jest zapisem nastrojów piętrzącej się wokół autora grozy, ale i rozwijającej się w tym czasie miłości.

Artystycznym zasadom objawionym w tym tomie, który uważał za szczytowe swoje osiągnięcie, pozostał poeta wierny do końca życia. Z czasem tylko tok wiersza stał się nieco klarowniejszy, nasiliła się skłonność do sformułowań aforystycznych. Wyjątek to wiersze, najogólniej mówiąc, okolicznościowe, dotyczące spraw politycznych (ich publikacja możliwa była dopiero po 1989 roku) i te będące dialogiem ze zmarłymi i żyjącymi przyjaciółmi. Konsekwentnie jednak autor unikał wpływów i zachowywał językową lapidarność. Dobrze może zilustrować postawę Jachimowicza, a także wskazać na obszar źródłowy jego idei i artystycznego poglądu na świat, wypowiedź Františka Kupki: Do sztuki własnej – przynajmniej do tego, co uważamy za sztukę w jej wyrazie materialnym – dojrzewamy tylko usilną pracą, polegającą na nieustannym wyborze, na nieustannym poszukiwaniu czynników odpowiednich dla własnego wyboru (nie wyłącznie wrażliwością). Pochodzący ze środowiska robotniczego, poddany surowemu rzemieślniczemu terminowaniu i wykonujący potem przez lata trudny zawód preparatora, poeta słynął z pracowitego cyzelowania formy wiersza.

Od młodości Jachimowicz był agnostykiem, reprezentował humanistyczny stoicyzm, który z biegiem lat nabrał spirytualistycznego zabarwienia. Czuł mocną więź z Naturą, tą spostrzeganą w przypadkowych drobiazgach i tą absolutyzowaną w pojęciu Kosmosu, także określającą granice ludzkiego życia i doświadczenia. Człowiek, mimo wszelkiej swojej małości, artysta zaś w szczególności, jest odkrywcą i wyrazicielem świadomości kosmicznej. Teksty Jachimowicza pełne są przykładów współczucia dla różnych form życia i wrażliwości społecznej, nie pozbawionego paradoksu i zamilknięć dialogu z Istnieniem.

Opublikował 15 książek poetyckich (w tym trzy wybory wierszy), tom szesnasty ukazał się już po śmieci autora, w 2006 r.; prozę wspomnieniową „Mój Paryż nad Dunajem, czyli rozmowy z milczeniem”, zbiór refleksji na temat twórczości „Śladami sensu”, przekłady Sandora Petőfiego „Na wielkiej drodze. Wybór poezji”.

Antoni Matuszkiewicz

 

Przedruk fragmentu eseju pt. „Bliscy znani i nieznani – polscy pisarze sudeckiego pogranicza – Marian Jachimowicz, Olga Tokarczuk, Michał Fostowicz”, który Antoni Matuszkiewicz wygłosił na konferencji pt. „Dialog kultur”, organizowanej  przez Katedrę Slawistyki na Uniwersytecie w Hradcu Kralove w 2013 r. Cały esej pierwotnie ukazał się w piśmie „Ziemia Kłodzka” w marcu 2013 roku.


Antoni Matuszkiewicz, ur. we Lwowie, w 1945 r., po wojnie w Świdnicy, Starym Gierałtowie, od 2008 w Martínkovicach k/Broumova we Wschodnich Czechach. Studiował historię i wiedzę o kulturze na Uniwersytecie Wrocławskim, a później muzealnictwo na UJ. Był pracownikiem instytucji upowszechniania kultury w Świdnicy i w Wałbrzychu, w 1981 r. twórcą pisma wałbrzyskiej „Solidarności“ pt. „Niezależne Słowo“, a w latach 1999 – 2000 redaktorem „Stronicy Śnieżnickiej“. W latach 1991 – 1994 prowadził własne wydawnictwo „Pluton“. Autor 16 zbiorów wierszy (Ultima Tholen w 2014), 3 książek prozatorskich (ostatnio Znad Czarnego Wierchu, 2015), 5 antologii literatury regionalnej i kilku utworów dramatycznych (nagroda w ogólnopolskim konkursie w r. 1990 za Pokutny krzyż). Także licznych drobnych tekstów oraz przekładów z języka czeskiego. W roku 2009 ukazał się wybór jego poezji w czeskim tłumaczeniu Věry Kopeckiej – Nade mnou hluboké nebe. Prowadzi w kwartalniku „Fraza.Poezja.Proza.Esej” własną „frazę osobistą” pt. „Góry Orfickie”. Uczestniczy w organizacji spotkań Den poezie w Broumovie. Członek-założyciel Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Członek honorowy Polsko-Czeskiej Grupy „Poeci 97”.

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.