W najnowszym numerze...

Czy wiecie, że UNESCO zajmuje się poezją? UNESCO zajmuje się wszystkim, trochę jak ONZ. Tak samo wszechstronnie, tak samo bezskutecznie i tak samo bez znaczenia. Oczywiście, zawsze stoi za tym jakiś prestiż, ale nic realnego poza „ważną organizacją”. Rzeczy istotne dzieją się gdzie indziej, cóż, skoro potrzeba fasad, wielopiętrowego owijania w bawełnę i... pieniędzy. Owijanie kosztuje, a organizacje są dotowane.

Wracając do rzeczy. W porozumieniu z UNESCO polska poezja nabiera wymiaru międzynarodowego, który to wymiar wszyscy mają gdzieś (gdzieś tam w odległej galaktyce), ale próbują, jak to się mówi – zaistnieć. Kiedyś pisałem o tym na blogu, ale jest nowa okazja do odświeżenia tematu. Okazuje się bowiem, że dzieje się hucpa, z którą nawet UNESCO raczej nie ma nic wspólnego, w artykule, do którego nawiążę, pada tylko odwołanie do tej instytucji. Dowiedziałem się właśnie, że istnieje coś takiego, jak Związek Pisarzy Katolickich. Współpracują z tym związkiem byli członkowie ZLP, którzy odeszli w atmosferze skandalu po nieudanej próbie przejęcia władzy. ZLP organizacją kojarzoną dość jednoznacznie z dziedzictwem PRL. Znam, lubię i szanuję dwójkę członków tego związku, co nie zmienia faktu, że mizianie się na zmianę z Pisarzami Katolickimi i ZLP na kilometr pachnie hipokryzją i tanim karierowiczostwem.

Co najciekawsze – „wierszem roku 2018” (który dopiero co się rozpoczął) wybrano Bogurodzicę. Brawo, ale znałem Bogurodzicę zanim to było modne i zanim została wierszem 2018 roku. Trochę jakby spóźniona inicjatywa. Jeśli ktoś ma przeświadczenie, że to sterta absurdu i próba włażenia na sucho w łaski aktualnie panującej ekipie politycznej, to podzielam te uczucia. A jeśli ktoś nie ma pewności, to polecam artykuł zresztą wymieniający z nazwiska wiecznie przegranych wspomnianych byłych członków ZLP z ambicjami na przejęcie władzy w tej organizacji. Może teraz lokalni aktywiści PiSu spojrzą na nich przychylniej, w końcu zdradzają ZLP z Pisarzami Katolickimi. Dobra zdrada nie jest zła. Sorry, chciałem napisać „dobra zmiana”. Pytanie ile szkód tego autoramentu zdołają jeszcze wyrządzić, ilu wartościowych poetów pozbawić stypendiów, grantów lub po prostu miejsca w obiegu, zastępując ich sobą, a najbardziej – jak daleko, wysoko, czy szeroko zdołają się wypromować politycznie. Nie każdemu jest dane zostać Misiewiczem, ale kolejka jest długa i cholera wie, na kogo padnie.

A tak prywatnie – skoro to felieton, to forma dopuszcza wyznanie osobiste: ręce opadają. Na szczęście zjawisko, choć kuriozalne, jest raczej nieszkodliwe. I niech tak zostanie.

Sławomir Płatek

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.